Wtorkowy poranek, wstaję wcześnie, spieszę się na uczelnię, potem w kilka innych miejsc, czas nerwowy, okazuje się, że części zajęć nie ma, ogólne zdenerwowanie za brak informacji, ale jestem jakoś poza tym. Przed południem przychodzi mail: „Propedeutyka Informatyki” z jednego z moich wydziałów (uroki studiów międzywydziałowych). Pięć minut zastanawiałem się, co oznacza ten tytuł i czy w ogóle istnieje takie słowo. Jednak istnieje, a słownik wyrazów obcych Kopalińskiego definiuje je jako: „wprowadzenie, wstęp do jakiejś dziedziny wiedzy”. Oczywiście, treść maila zdradza prozaizm pięknego tytułu. Na marginesie dodam, że chodzi o sprawę, która powinna być rozwiązana półtora roku temu, choć z drugiej strony dobrze, że poinformowali mnie aż trzy dni przed wydarzeniem bez możliwości negocjowania terminu.
Jaki z tego wniosek? Nie używajmy zbyt wielu wyszukanych i mądrze brzmiących słów do pisania o rzeczach przyziemnych. Naprawdę, wolę przeczytać „Wstęp do informatyki – szkolenie” niż coś czego nie rozumiem, bo w krótkiej chwili tracę ochotę na kontakt z rozmówcą. Szczególnie mają tak na uczelniach, gdzie traktują klienta…, przepraszam, studenta, z góry. A więc Czytelniku, pisz zawsze prosto, jasno, na temat i prostymi słowami…