Sesja się rozpoczęła (nie, nie ta giełdowa), egzaminy gonią, z merytoryczną treścią jest trudno, ale nie tylko u mnie. W mediach mamy trzy oklepane tematy, które codziennie nas „bawią”. Jako, że teraz nie da się żyć bez mediów (a może po prostu mi się nie chce podjąć wysiłku ich porzucenia?), warto zwrócić uwagę na pewną akcję, którą nazwano „Dzień bez Smoleńska”. Akcja ma/miała na celu wyrażenie sprzeciwu medialnej papce zafiksowanej na tematach: katastrofa, emerytury, inwestycje drogowe. A właściwie tylko na tym pierwszym. Niestety, na domiar złego, pewnie za sprawą służb IV RP, zniknęła z Internetu (konkretnie Facebooka). To dobrze, bo akcja była idiotyczna.
Dlaczego, zapyta ktoś. Odpowiem, że zapomniał o swojej podstawowej władzy – posiadaniu pilota od radia/telewizora lub też myszy komputerowej. Zamiast z niej skorzystać, ludzie wolą manifestować swoje odczucia zewnętrznie. Bez sensu, bo i tak ich nikt nie posłucha, w końcu w demokracji, my niewolnicy, sami sobie wybieramy pana.
Lekcja na dziś. Najprostsze rozwiązania może nie zawsze są najlepsze, ale są skuteczne. A dzień 3 lutego ogłośmy „Dniem bez wolnego wyboru”.