Piątek, sobota i niedziela były niezwykle obfite w doniesienia z kraju kwitnącej wiśni. Trzęsienie ziemi, fala tsunami, tysiące ofiar, ogromne zniszczenia i wielkie obawy. Sytuacja wygląda bardzo źle, a może być jeszcze gorzej. Wielu z nas zastanawia się, w jaki sposób ten kraj powstanie z kolan. Ja zastanawiam się jakie to będzie miało implikacje ekonomiczne. Oto fakty:
- kilka tysięcy osób zabitych, kilkanaście tysięcy zaginionych;
- liczne pożary i ogromne zniszczenia budynków mieszkalnych, miast, fabryk;
- duże problemy komunikacyjne, zniszczone lotniska, uszkodzone szlaki kolejowe;
- porty uszkodzone, zmniejszona moc przerobowa;
- przemysł częściowo stoi, część fabryk zniszczona, problemy z dostarczaniem energii elektrycznej;
- incydent w elektrowni atomowej, sytuacja jest napięta;
Choć sporo z tych faktów jest medialnie podkoloryzowana, sytuacja, jak już pisałem, wygląda źle, szczególnie z punktu widzenia przemysłu, który mocno zwolni, będą też problemy eksportem. Nie będzie to co prawda zapaść gospodarcza, ale Japonia jest w kiepskiej sytuacji nie od dziś, a wydarzenia po trzęsieniu z 1995 roku, mogą się powtórzyć. Możliwa jest:
- przecenia akcji japońskich firm oraz wszystkich dużych koncernów wystawionych na ryzyko w Japonii (fabryki, znaczny udział w sprzedaży itp.);
- osłabienie jena, przynajmniej teoretyczne, z powodu odpływu aktywów;
- problemy fiskalne związane z doraźną pomocą przy usuwaniu szkód;
Myślę, ze tak jak w wypadku Egiptu, nastąpi krótkoterminowa przecena na rynku kapitałowym, a pozostałe przejdą bez większego echa. W długim terminie, obecne wydarzenia będą działały pobudzająco na gospodarkę, która musi odbudować zniszczony kapitał. Martwi mnie tylko, czy ten „kryzys” nie będzie katalizatorem do globalnego pogorszenia nastrojów z powodu ogólnego złego stanu finansów niektórych krajów EU i odpływu kapitału z rynków kapitałowych i surowcowych.

| Weekly outlook