Rynki finansowe po dodruku…

Środowy wieczór czasu polskiego, wszyscy czekają w napięciu na to co nieuniknione. W końcu informacje spływają, pojawiają się nowe depesze, w telewizji zaczynają mówić o tym, co się dzieje. Najszybciej jak zawsze reaguje rynek, cena już dawno pokazała, co rynek sądzi. Brzmi jak film sensacyjny? Nie, to Ben Bernanke „drukuje” dolary…

Czasem zastanawiam się, jak to możliwe, by w ciągu dwóch sekund traderzy zaleli rynek zleceniami i cena tak szybko odjechała. Ok., być może większość robią zlecenia ustawione w odpowiednich miejscach i trading automatyczny, ale przed oczami mam raczej traderów krzyczących do interkomów: yours!, mine!.

Jednak pozostańmy przy głównym temacie. W system zostanie wpompowanych ponad 600 mld dolarów w ciągu ośmiu miesięcy, czyli jak policzony w TVN CNBC ok. 30 tys. dolarów na sekundę. Skutki długoterminowe są dość jasne do przewidzenia, ale pod warunkiem, że Stany Zjednoczone utracą międzynarodowe znaczenie. Niestety prawdopodobieństwo wystąpienia takiego zdarzenia jest dość niewielkie (jeszcze). Być może w ciągu mojego życia (a jestem jeszcze dość młody) będę świadkiem konsekwencji ciągłego pompowania gospodarek (nie tylko przez FED). O długim terminie i ogólnych konsekwencjach dodruku dolarów bez powodu dobrze napisał Bartek na swoim blogu i do tego tekstu odsyłam wszystkich. Ja chcę skupić się na krótkoterminowych konsekwencjach, czyli czymś, co interesuje większość traderów.

Jak widać na wykresach na rynki akcyjne bardzo pozytywnie podziałała wiadomość o nowym kapitale, za który będzie można kupić papiery wartościowe. S&P 500 pokazuje siłę i przebija maksimum z końca kwietnia tego roku. Amerykanie mają poczuć się bogatsi, są na to pieniądze i już nic nie ograniczy wzrostów indeksów. Do czasu oczywiście. Rynek obligacji. Ceny rosną, rentowności spadają. Między innymi dlatego, że FED aby wyemitować pieniądz, kupuje obligacje. Każdy kupuje te obligacje wcześniej, żeby sprzedać ich jeszcze więcej. Zdecydowanie dobry okres dla funduszy obligacyjnych, amerykanie znowu czują się bogatsi.

W końcu dolar słabnie, euro notuje nowe poziomy. Słabnący dolar to poprawa konkurencyjności eksportu, produkcja (teoretycznie) rośnie, amerykanie czują się bogatsi i wszystko działa jak należy. Co ciekawe inne waluty stają się droższe (wyrażone w dolarach), co powoduje niezadowolenie rządów (lub przedstawicieli Banków Centralnych) innych krajów, szczególnie rynków wschodzących, bo ich waluty się umacniają i to powoduje problem. Dlaczego? Bo wszyscy się przyzwyczaili do całkiem dobrych kursów. Mało tego, część z tych dolarów wędruje do tych krajów jako inwestycje portfelowe. Jest to kolejny przykład na to, że USA pozbywając się problemów, nie rozwiązuje ich, a przerzuca na innych.

Co o tym wszystkim myślę? FED postawił nas w całkiem dobrej sytuacji, bo nadał dobry kierunek co najmniej do stycznia 2011. Spodziewam się wzrostów na rynkach kapitałowych, z mniejszymi lub większymi korektami, ale rok zakończymy na wysokim plusie. Rynki obligacji? Szału raczej nie będzie. Dopóki stopy procentowe nie wzrosną nie będzie mocnego pretekstu do obniżania cen. FED niechętnie mówi o podwyżkach i możliwe, że szybko ich nie uświadczymy. Rynek walutowy? Osłabienie dolara wcale nie jest takie pewne, lecz im bardziej pozytywne nastroje na rynkach giełdowych, tym mniejsze risk averse i tym bardziej będziemy odchodzić od dolara. I na koniec surowce – tańszy dolar wcale nie oznacza niższych cen surowców, choć będzie to miało spory wpływ. Ja uważam, że ceny surowców jeszcze wzrosną i przy okazji spowodują problemy wystawców opcji. Szczegóły? Pojawią się w najbliższych outlookach, ale wszystkie one potwierdzą pogląd przedstawiony powyżej.

Podobne artykuły

3 thoughts on “Rynki finansowe po dodruku…

  1. A ja zaczynam się zastanawiać, czy czasem nie stanie się tak, że wrócimy do korelacji klasycznych i giełdy będą rosnąć wraz z dolarem. Tym bardziej, że dolar to juan. Faktem jest, że namiętne przywiązanie Bena do drukarek zdecydowanie utrudnia pracę fundamentalisty (bo skoro wszyscy wiedzą, że do gospodarki ten program nic nie wnosi, to oznacza, że giełda, a wraz z nią spora część wskaźników wyprzedzających, przestaje być barometrem prawdziwej gospodarki).

    P.S. Wystawcy putów raczej nie narzekają :)

    Firefox 3.6.12Windows XP
  2. Ale wystawcy opcji call już tak, a jest ich nie mało, gdyż sporo podmiotów zdecydowało się skorzystać z trendu wzrostowego na surowcach i to nie tylko miedzi czy ropie. Oj, będzie banieczka ;)

    Drukowanie będzie prowadziło do inflacji w długim terminie, pytanie tylko jakiej. Ok, wszystko zależy od alokacji, ale sporo pójdzie w surowce, a w końcu ich cena przełoży się na PPI, choć na CPI może mniej. Ale to tylko wskaźniki. Pozostaje też wzrost konsumpcji przez Amerykanów i nie tylko. Ceny wzrosną, pytanie o ile średnio.

    Firefox 4.0b6Windows 7

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

:alien: :angel: :angry: :blink: :blush: :cheerful: :cool: :cwy: :devil: :dizzy: :ermm: :face: :getlost: :biggrin: :happy: :heart: :kissing: :lol: :ninja: :pinch: :pouty: :sad: :shocked: :sick: :sideways: :silly: :sleeping: :smile: :tongue: :unsure: :w00t: :wassat: :whistle: :wink: :wub: