Eurodolar, funt do dolara i chyba najbardziej znaczący indeks S&P 500 w ostatnim czasie narysowały na wykresach coś innego niż tylko korektę, nawet dość złożoną. Czy możemy mówić o przełamaniu trendu spadkowego i trwalszym odwrocie od dolara? Czy to może jest po prostu korekta większa czasowo od trendu, co nazwiemy potem trendem bocznym? A może to jeszcze coś innego?
Wiele pytań, niewiele odpowiedzi. Po wczorajszych danych NFP (Nonfarm Payrolls) można powiedzieć, że kierunek na najbliższe dni, o ile nie tygodnie został już ustalony. Warto jednak bliżej przyjrzeć się wynikom NFP i samej stopy bezrobocia na tle historycznym. Jeśli spojrzymy na dane historyczne już dawno nie było takiej sytuacji, stopa bezrobocia w USA jest relatywnie wysoka, ostatnio tak wysoki poziom występował w latach 1982-83. Taki stan trwał przez ponad połowę lat osiemdziesiątych. Myślę, że szczyt bezrobocia w USA mamy już za sobą, lecz jego wysoki poziom będzie odnotowywany jeszcze przez rok-dwa, z powolną, ale malejącą tendencją. Jednak martwią mnie takie wariacje wielkości NFP, które są największe także od lat 80. Tak, skończyły się programy stymulujące i widać tego efekt, a właściwym pytaniem jest, czy będzie on trwały, czy to okres przejściowy? Jeśli dwa kolejne odczyty będą zbliżone to możemy być pewni, że mamy problem. Jeśli zaś kolejne odczyty będą mniejsze niż -100k to po prostu mamy do czynienia ze skokiem dostosowawczym. Jeśli lubimy to możemy pospekulować na samych NFP, gdyż CME oferuje kontrakty na tego typu dane.
Z drugiej strony ciągle mówi się o zagrożeniu deflacją. To może być problem, ostatnie odczyty CPI w Szwajcarii są ujemne, w Kanadzie także, w Stanach Zjednoczonych mają wartości bliskie 0,1-0,2%, ale w Euro Zone jak i w Wielkiej Brytanii są dodatnie i to dość znacznie. O ile sytuacja w tych wszystkich krajach jest jeszcze dość bezpieczna, to Japonia nie zostawia złudzeń. Deflacja, czy też ujemna inflacja jak zwą ją niektórzy jest faktem. Jen pozostaje bardzo mocny. Jak to wszystko się skończy? O ile do sytuacji w Japonii się przyzwyczailiśmy i rynki jakoś ją akceptują, to trwalszy spadek inflacji w USA będzie problemem. Nie chodzi tu o stopy procentowe, które ciągle pozostaną niskie. Chodzi o samą skłonność do zakupów. Ceny spadają, ale nie z powodu ograniczania kosztów produkcji, ale niskiego popytu, a to spowoduje wycofanie się mniejszych przedsiębiorstw z powodu spadku opłacalności produkcji. Co gorsza w przypadku niskich stóp procentowych, lecz rosnącej siły nabywczej pieniądza, kapitał przepłynie do funduszy powierniczych i tym podobnych, co napędzi koniunkturę na giełdach, ale wpłynie negatywnie na gospodarkę. Gdy to wypłynie pozycje zostaną zamienione na cash, a nie tyle recesja, co spowolnienie będzie ciągle trwało. Jeżeli mamy wyjść z kłopotów na stałe, to nie w ten sposób i dlatego długo jeszcze sytuacja fundamentalna w USA będzie kiepska (może poza GDP), a oscylacje na rynkach finansowych będą wynikiem spojrzenia – gdzie są większe kłopoty.
Jeszcze krótko o sytuacji technicznej na głównych rynkach (euro, funt i S&P 500). Na rynku eurodolara mamy silny trend wzrostowy, które nadal należy traktować jako korektę trendu spadkowego od listopada 2009 roku. Czasowo ta korekta może potrwać do połowy września, choć nic nie jest przesądzone. Poziomy bliskie 3900 są w zasięgu ręki traderów, z tym, że wskazana jest korekta przed dojściem do nich. Może być ona większa niż te, które były obecnie, szczególnie, że oscylatory wskazują na wykupienie i mimo to brak spadków. Taka sytuacja nie powinna potrwać długo.
Rynek funta jest Jeszce ciekawszy, bo ostatnio napływają do nas dobre dane z brytyjskiej gospodarki. Rynek także silnie wykupiony, w czasie i cenie gotowy do skończenia korekty, problem w tym, że jest ona jednym ciągiem i na korektę nie wygląda. Być może to przyczynek do nowego trendu. Poziomy 6300-6500 także są w scenariuszu większości traderów, lecz tu, nawet bardziej niż na rynku euro, pożądana jest korekta. Jak duża i kiedy? Spora i dość szybko, bo te wyciąganie kursu jest zbyt „wymęczone”. Na koniec S&P500. Tu niewiele nowego, poziom 61,8% mocno trzyma, wszystko wygląda na rozbudowaną korektę. Nawet słabe dane z rynku pracy nie wywołały dużych spadków, pozostawiły „szpilkę” i teoria przepływu kapitału wydaje się działać. Pytanie jak długo. 1150 pkt. to maksymalny poziom, który rynek jest w stanie zrobić bez przełomowych impulsów.
Sytuacja jest ciekawa. Ciągle gospodarczo i długoterminowo, ale w krótkim terminie to się nie liczy. Na rynek wróciła zasada: nie ważne czym handlujesz, kup tanio, drogo sprzedaj, co psuje obraz na wykresach w mniejszej skali, a może wywołać zamieszanie na większych. Jeśli dodamy do tego sytuację makroekonomiczną i założenie o nieefektywności rynków, to niestety przyszłość nie maluje się nam w złotych barwach…





