Toczy się w mediach branżowych już przez dłuższy czas. Padł pomysł zniesienia licencjonowania w ramach rozszerzania dostępu do zawodu. Liberalizacja rynku ma zagorzałych zwolenników i przeciwników i chyba każdy jest gotów toczyć krucjatę o swoje racje. I na słowach ta wojenka się zakończy, pozostawiając charakterystyczny niesmak. A można było tego wszystkiego uniknąć, gdyby odpowiednio wcześnie strony sporu usiadły i porozmawiały…
Ostatnio wojenka przybiera na sile, szczególnie w Internecie, ale ma to jedną dobrą stronę – rozpoczyna, nieśmiało, ale rozpoczyna dyskusję na temat dostępu do zawodu maklera i doradcy w Polsce. Moim zdaniem jest to ważny temat i na podstawie dobrej, rzetelnej i kulturalnej dyskusji można osiągnąć nowy model i egzaminu i kontroli pracowników. Niestety zarówno KNF (Komisja Nadzoru Finansowego) jak i ZMiD (Związek Maklerów i Doradców Inwestycyjnych) nie przyjęły tego rozwiązania za wzorcowe1…
Ostatnio rozpisali się nam pracownicy DM BOŚ na znanych blogach na bossa.pl. Byli to między innymi: Grzegorz Zalewski, Tomasz Symonowicz i Adam Stańczak. W czerwcu były też liczne wywiady na antenie TVN CNBC Biznes (np. Makler lub doradca bez licencji) i na łamach Pulsu Biznesu (np. Wolny rynek dla maklera i doradcy) dotyczące właśnie zniesienia licencji. Głosy są różne, ale z jednym się zgodzę. Egzamin w obecnej formie powinien zniknąć. Zarówno jeśli chodzi o maklerów jak i doradców inwestycyjnych. Ale sam proces kontroli i jakiegoś licencjonowania pozostać musi. Dlatego ani koncepcja KNF ani koncepcja ZMiD nie są słuszne. Kontrola musi pozostać, gdyż nie chcemy by w zawodzie pracowali wyłącznie krewni i znajomi Królika2. Ale kontrola powinna obejmować prawidłowe wykonywanie tego typu zawodu, a nie stanowiła biurokratyczną barierę, która pozwala uzyskać uprawnienia każdemu, kto opanuje materiał i w życiu nie zainwestował w choć jedną spółkę na warszawskim parkiecie. Dlatego zgadzam się z Panem Adamem Stańczakiem, iż egzaminy powinny pozostać, ale w zupełnie zmienionej formie.
Jak ja to widzę? Egzamin pozwalający na wpisanie na listę maklerów powinien się składać z dwóch etapów. Test wiedzy teoretycznej, głównie z zakresu matematyki i działania rynku oraz najważniejszych regulacji. Drugi etap to praktyczne sprawdzenie, jak dana osoba radzi sobie z obowiązkami maklera, tj. stosunek do klienta, wprowadzanie zleceń, analiza rynku (jeśli potrzebna), działanie w warunkach stresu, szybkość reakcji3 itp. To mogłoby się odbywać w warunkach obserwacji takiej osoby w pracy, np. podczas wstępnych praktyk dostępnych dla wszystkich, którzy zdadzą pierwszy etap. W tym czasie kandydat może też nauczyć się czegoś od osób już długo pracujących w zawodzie. I po zaliczeniu tych etapów kandydat stałby się maklerem i to z doświadczeniem, niewielkim, ale doświadczeniem.
Jeśli chodzi o egzamin DI to tworzący go chcieli się wzorować na egzaminach CFA, ale totalnie im nie wyszło. Miał być egzamin o wysokich standardach, wyszła kobyła, która wymaga specjalnego toku nauki, a nie potwierdza praktyki zawodowej. Dlatego albo zbliżamy egzamin do standardów CFA albo pozwalamy ludziom z licencją CFA zarządzać portfelami. Moim zdaniem KNF powinien się dogadać z CFA Institute i razem zorganizować egzamin, który będzie honorowany w Polsce i na świecie, a zarazem zapewni wysoki standard4. A naszych układaczy zadań, z całym szacunkiem, powinno się wysłać na zasłużoną emeryturę.
Ogólnie to polskie prawodawstwo jest absurdalne. To tu należy zacząć od zmian, a nie od samych licencji. W czasach, gdy rynki reguluje kilka ustaw i kilkanaście rozporządzeń, nie ma szans by połową egzaminu nie było prawo. Dla mnie jest to groteskowa sytuacja. Regulacje rynku (oprócz regulaminów giełd) powinny być zawarte w jednym kodeksie plus kodeksie etycznym, rozbudowanym bardziej niż obecne. Ale to w Polsce jest niemożliwe5. Jednak takie odświeżenie prawne jest w Polsce potrzebne. Chcę, żeby kiedyś była taka sytuacja, że makler, który mnie obsługuje naprawdę nadaje się do tego zawodu, zna i lubi giełdę, a doradca umie wybrać między kilkoma inwestycjami i dobrać najlepszą dla mnie lub po prostu umie robić pieniądze. Dlatego jestem za pozwoleniem na prowadzenie działalności typu hedge fund przez osoby, które potrafią zarabiać pieniądze6 dla osób, które akceptują ryzyko i są świadome, że hedge fund to możliwe szybkie i spore zyski, ale też duże ryzyko. A zarządzający takim funduszem powinien się wykazać tym, że potrafi zarabiać pieniądze i tym, że jest uczciwy. Nic więcej…
Podsumowując tę część, egzamin powinien zostać, ale w formie bardziej przystającej do rzeczywistości. Czyli nie wkuwanie prawa na pamięć i robienie zadanek, ale też umiejętności praktyczne, tak by do zawodu trafiali właściwi ludzie, z pasją. Jeśli chodzi o doradców inwestycyjnych to albo umożliwiamy ludziom z licencją CFA zarządzanie albo tworzymy egzamin o wysokich standardach praktycznych albo zapomnijmy o dużych zyskach z np. OFE7. I umożliwiamy ludziom, którzy umieją zarabiać pieniądze na tworzenie hedge fund. Czyli de facto trzeba zmienić prawo, a potem zająć się licencjami. Bo prawo w Polsce8 w tym zakresie jest ewenementem.
Druga część dotyczy wojenki między dziećmi z konkurencyjnych piaskownic zwanych KNF i ZMiD. Ci pierwsi wyskoczyli z nierealnym pomysłem zniesienia licencjonowania, a zwiększenia kontroli, co pozwoliłoby rozbudować Urząd Komisji i wsadzić tam jeszcze więcej krewnych i znajomych Królika. Argumentacja przyjmowana przez KNF powoduje, że czasem nie wiem czy mam się śmiać czy płakać. I niech nikt nie mówi, że nie ma licencjonowania w innych krajach. W Niemczech choć nie ma egzaminu państwowego, ale też nikt z ulicy nie może przyjść i stać się maklerem. Są odpowiednie regulacje, które wybierają tych, którzy „się znają”. W Stanach Zjednoczonych trzeba być zarejestrowanym przez SEC (The Securities and Exchange Commission), a by taki wpis otrzymać najlepiej być członkiem FINRA (The Financial Industry Regulatory Authority), gdzie są przeprowadzane odpowiednie egzaminy9, choć to nie jest jedyna droga. A więc argumenty, iż licencje nie są potrzebne, a odpowiadać mają firmy, mają na celu tylko zbudowanie aparatu kontrolnego dla…
Z drugiej trony ZMiD obudził się z ręką w nocniku, wcześniej widocznie zajmował się innymi „ważnymi” sprawami. Ale to nic, zrobił ankietę, która jednoznacznie pokazuje, że obecny system jest niemal idealny. Wybaczcie te słowa, ale nie znajdzie się żaden idiota, który powie, że status quo mu nie odpowiada, bo w tych warunkach tym, których regulacje mają dotyczyć jest po prostu dobrze. Nie ma szans na inne głosy w ankietach. Rozumiem, że ZMiD to ciągle związki zawodowe i choć nie są jak np. „Solidarność”, której zdarza się czasami wyjść na ulicę i popalić opony, to jednak pretendują do bycia takimi. Sprawa powinna być rozwiązana bez udziału mediów, przy jednym stole, między przedstawicielami KNF, ZMiD i domów maklerskich oraz TFI/OFE. Ale Ci, którzy mówią o wysokich standardach zachowują się nieodpowiedzialnie sami ich nie stosując. To nawet gorzej niż dzieci z piaskownicy, bo jak jedno drugiemu przywali to te pobiegnie do dorosłego, który skończy taką zabawę. Tu nie mamy niestety takiego dorosłego.
Mam wrażenie, że obie instytucje ten problem przerasta. Ok., jeśli tak faktycznie jest to oddajcie ten problem mi, chętnie podejmę wyzwanie i zajmę się kwestiami regulacji prawnych. To nic, że potem napotkam betonową ścianę ze strony ustawodawcy. Moje słowa nie są puste, jestem gotowy działać, bo działanie jest tu potrzebne. A na razie jest wojna na słowa. Na moje zarzuty obie instytucje odpowiedzą, że jest milion pięćset sto dziewięćset powodów oraz koronnym argumentem będzie fakt, ze jestem młody i nie znam się. A ja będę się z tego wszystkiego jeszcze długo śmiał. I poczucia humoru wszystkim życzę, mniej nerwów, mniej krucjat, więcej merytorycznej dyskusji10. Szczególnie, że jak na razie egzaminy w październiku i prawdopodobnie w marcu będą w niezmienionej formie.
Przedstawione wyżej opinie to osobisty pogląd autora i nie jest wyrazem opinii żadnych osób a ni instytucji z nim związanych. Felieton nie miał na celu obrażenia kogokolwiek ani jakiejkolwiek instytucji, a jedynie ukazanie kuriozalnej sytuacji na „polskim podwórku”.
- Jakby ktokolwiek i kiedykolwiek przyjmował wysokie standardy w rozwiązywaniu sporów. [↩]
- Brat, siostra, mąż, żona, syn, córka, wnuk, wnuczka, siostrzeniec, bratanek, kuzyn, kochanek, kochanka, konkubina, sąsiadka, sąsiad, fucking friend czy sprzedawczyni ze spożywczaka… [↩]
- Wiem, że na polskim parkiecie takie sytuacje zdarzają się niezmiernie rzadko, ale skoro aspirujemy wysoko to trzeba się tym też zająć. [↩]
- Na przykład dodanie części z polskim prawem do standardowego egzaminu. Wszystko jest kwestią negocjacji. [↩]
- Nie tylko ze względu na brak woli ze strony ustawodawcy, ale też z powodu, iż zbyt ogólne regulacje stworzą pole do malwersacji, które w Polsce są bardzo skrzętnie wykorzystywane. [↩]
- Nie mówię tu konkretnie o sobie, ale nie powiem też, że takie regulacje pozwoliłyby na o wiele więcej niż jest teraz. Oczywiście, obowiązkowo zarządzający musi włożyć pewną część swoich środków w tenże fundusz. [↩]
- Które ostatnio wynikami nie mogą się pochwalić, bo średnie zyski mieli niższe niż inflacja. [↩]
- W zasadzie w Unii Europejskiej też, ale tam jakoś sobie z tym radzą, w każdym razie jest lepiej niż tu. [↩]
- Jest ich aż kilkanaście rodzajów w zależności od specjalizacji. [↩]
- To apropos niektórych komentarzy na blogach na bossa.pl. [↩]
Jak obserwuję na blogach/forach tę dyskusję to już mi się… wymiotować chce. Nikt nie może zrozumieć, że licencjonowanie/selekcja/przesiew czy jak tam zwać musi być. To tak jakby każdy mógł jeździć bez prawa jazdy. No niby można, bo operowanie sprzęgłem i koncentracja jest do opanowania w 1 dzień ale… ewidencja ludzi wykonujących tą czynność musi być.
Nie chce być częścią tej całej kłótni (chociaż nawet próbowałem) jednak szybko zostałem oblany błotem przez ludzi (co ciekawsze!) nie mających licencji i bladego pojęcia o realiach. Wszędzie się powtarza, że jesteśmy jakimś zaściankiem w porównaniu do innych państw, co również nie jest prawdą. KNF zamiast popatrzeć jak to jest faktycznie gdzie indziej zorganizowane, to kombinuje tylko jak tu by poszerzyć swoją kadrę.
ZMID oczywiście będzie za pozostawieniem egz. w takiej formie jakiej są no bo przecież biznes z kursów się kręci… :)
I tak żeby nie było wątpliwości – egzaminy powinny zostać. Może DI niekoniecznie, można zmienić formę (albo zaimplementować CFA), ale też uprzedzam się do pomysłów aby stworzyć egzaminy praktyczne – jestem realistą i wiem, że takowe są niemożliwe. No i niech zniosą ten przepis mówiący że dane TFI/DM/OFE mają zatrudniać tyle a tyle osób z licencją, bo jest to kompletnie bez sensu. Licencja ma być tylko dodatkiem!
Aha, jeszcze coś dodam – w tym roku w październiku zamierzam przystąpić do egzaminu na maklera. Bo wolę jednak iść naprzód niż narzekać. (a tak jest na wspomnianych wcześniej blogach).
Tez jestem zdania, ze egzamin na DI musi zostac tylko w zmienionej formie.
Wiecej DI to wieksza konkurencja co jak wiadomo jest dobre i moze pozytywnie wplynac na ta grupe zawodowa.
Pozwolilbym tez na otwarcie firm typu DI Jan Kowalski i niech sie wykazuja swoimi umiejetnosciami. Beda dobrzy, beda mieli klientow a nieudacznicy beda zmuszeni do zmiany zawodu. Oczywiscie pelna kontrola KNF nad takimi firmami, mozma wprowadzic jakis limit depozytu, zabezpieczenia itd.
Dodatkowo ranking na stronach KNF i wiadomo kto ile jest warty.
Taka firma pozwoli na legalne inwestowanie pieniedzy rodziny, znajomych itd. i da mozliwosc legalnej pracy DI, ktorzy nie maja ambicji badz checi pracy dla duzych korporacji.
Nieźle się rozpisałeś.:) Pozostaje tylko czekać, obserwować, bo temat mimo wszystko ważny.:)
Ktoś miesza na rynku ?
Coś musi być … a niedawno WIELCY do nas wpadli na „biwak” .. myślicie, że co … będą się mnożyć bojlerhomy .. (pamietacie film „Boiler Room”?)
Działać to będzie tak, np. „Lisciasty” DM współpracuje z małymi „domkami” „Konarek” SA ..ci zatrudniają szanownych Agentów współpracujących z tym drzewkiem i ssają prowizyjkę.
Przyćmiewa wam chyba fakt, że kroją się nam tu prywatyzację i debiuty.. trzeba na to też znaleźć kapitał > tudzież nieświadomych leniwych wędkarzy rzadkiej gramatury akcji z obrazkiem rybki do odebrania po cenie f()=xn/t itp..
A oferty pracy nowych łowców emerytów po ewolucji z dekretem SolvencyII już cicho się rozprzestrzeniają więc liberalizacja jest komuś potrzebna a i media muszą mulić żołądki by te w końcu to strawiły
Tak to widzę ja … ciekawe czy się mylę :roll:
Za rok dwa się okaże :) Będą nowe art. na PudelkuBiznesu jak to ogołocono portfele przepalając wartość na GPW itp.
po OFE, IKE, itd. hehe
Więc pojawią się „nowe miejsca pracy” głupich się orżnie a tych nie brakuje…
ehh te prawo..
Przeczytałem kolejne notki z blogów Bossy i nic nowego nie wynika, a mam wrażenie, ze powtarzają to co tu napisałem. I teraz zastanawiam się po co?
Linka tam nie mogę zamieścić – od razu będzie spam.
Linki się chyba same dodają
http://blogi.bossa.pl/2010/06/26/licencje-c-d/comment-page-1/#comment-12981
Powtarzają bo jak widać są pewnym % części tych którzy kazali „mulić” żołądki, aż powiem OK?! zróbmy zmiany po waszemu, nawet jeśli będą głupie.. :(
To chyba trackback, ale tylko w jednym wpisie się opublikował, w pozostałych nie. Bywa. Ale i tak nikt tego nie przeczytał tam, a BOŚ moim zdaniem robi sobie kółko wzajemnej adoracji na temat licencji.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Agent_firmy_inwestycyjnej
No to by trzeba było zrobić listę opcji „zawodów” otaczający rynek.. bo już się pogubiłem hehe :oops:
„BOŚ moim zdaniem robi sobie kółko wzajemnej adoracji na temat licencji.”
http://static.bossa.pl/_iMg/site/logo.gif
Pingback: O licencji maklera i doradcy ciąg dalszy | Viix Trader Chronicles
Moim zdaniem większość osób uczestniczących w dyskusji nie rozumie, że Ustawodawcy chodzi o przeniesienie egzaminów poza instytucję regulującą jaką jest KNF. W Wielkiej Brytanii (na której nasz nadzór jest wzorowany) FSA nie zajmuje się egzaminami, ta kwestia przeniesiona jest do zewnętrznych instytucji, które często są organizacjami non-profit lub zrzeszają uczestników rynku. W tym sensie jest to deregulacja i zniesienie licencji. Natomiast nic nie stoi na przeszkodzie, żeby instytucje finansowe, giełda zorganizowały bardziej przystające do praktyki zawodu egzaminy na doradcę i maklera. Egzaminy interwencyjne, są często mylone jako alternatywa Ustawodawcy do obecnie przeprowadzanych egzaminów.
Egzamin maklerski jest wielkim nieporozumieniem w obecnej formie. Również jego częstotliwość jest dużym ograniczeniem. W Wielkiej Brytanii czy USA egzaminy kwalifikacyjne w zawodach związanych z finansami można zdawać każdego dowolnego dnia i są one przeprowadzane na komputerach. Wynik dostępny jest od razu po egzaminie.