Co się zmieni po posiedzeniach G8 i G20?

Nic. Odpowiedź jest dość oczywista, bo zwykle takie szczyty kończyły się na szumnych zapowiedziach, a działania realizowały niewielki procent założeń. Zawsze padały slogany, które brzmiały, ale zmieniały nic. Tym razem wałkowany będzie kryzys Euro Zone i związane z tym propozycje nie tylko redukcji wydatków publicznych, ale też ukrócenia spekulacji. Bo lepiej zakazać komuś niż samemu coś zrobić.

Szczyt G8 zaczął się dziś i dotyczy wzrostu gospodarczego i rozwiązanie problemów systemu finansowego. Problemów wynikających z braku zaufania, moim zdaniem, problemów sztucznie wykreowanych. Jutro dołączą pozostałe kraje i rozpocznie się szczyt G20, na które zostały zaproszone między innymi Hiszpania i Holandia, a Polska jak zwykle została pominięta. Tu mała dygresja – Polska jeszcze długo, długo, o ile nigdy się tam nie znajdzie i każdemu politykowi, który mówi, iż tego dokona mogę wyśmiać się w twarz. A czy nas ktoś zaprosi? Trudno powiedzieć.

Problemy, które będą omawiane są znane od dłuższego czasu. Chodzi o ukrócenie spekulacji, czyli o zmniejszenie zmienności, tak by politycy nie dostawali sraczki wraz z rosnącą rentownością obligacji jakiegoś kraju i CDS-ów z nimi (krajami) związanymi. Problem ten wymyślono wraz z instytucją państwa. Gdyby banki maiły realną możliwość upadku, a hasło: „zbyt duże, żeby upaść” nie było domeną rządów i bankierów inwestycyjnych, tych problemów by nie było. Wszyscy bali by się nadmiernego ryzyka, szczególnie w odniesieniu do klientów i nie byłoby spekulacji totalnej. Warto zauważyć, że najwięksi siedzą mocno, a obrywa się innym niż Goldman Sachs czy JP Morgan. W zdrowych warunkach rynkowych doszłoby do samoregulacji, choć okupionej stratą „pionierów”. A tak sukcesywnie będą tracić wszyscy przymusowo płacąc coraz większe podatki.

Skoro politycy ratują banki to chcą mieć nad nimi większą kontrolę, co oznacza regulacje, regulacje i regulacje. To zrozumiałe, gdyż politycy na pomoc potrzebują pieniędzy podatników. A gdy podatnik będzie niezadowolony to nie pójdzie odebrać swoje pieniądze od tego banku, tylko oskarży polityka. A ten zawsze będzie dbał o swój tyłek. I koło się zamyka. Traci na tym tylko i wyłącznie podatnik, którego teoretycznie politycy mają chronić. Dodam jeszcze, że słowo bank równie dobrze można zamienić na słowo kraj.

Obama reformuje system finansowy w USA wprowadzając restrykcje na sektor bankowy, który może stać się mniej konkurencyjny, gdy inne kraje zaniechają takich czynności. Merkel chce zaciskać pasa, najlepiej gdyby zrobił to cały świat. Może to i zdrowe, ale też niepolityczne. Dodatkowo ciągle dyskutuje się o tzw. podatku Tobina (od krótkoterminowych transakcji spekulacyjnych). Nie wiem jak wyglądałaby jego implementacja, ale duzi znajdą obejście. Wszystko uderzy w nas, drobnych spekulantów, małe i średnie fundusze hedge. A jeśli będzie to dotyczyło wszystkich instrumentów to nie dość, że niektóre rynki zabije to spowoduje globalny marazm.

Z tego wynika, że nic nie wynika. G8 i G20 to kółko wzajemnej adoracji, na którym co do idei zgoda jest powszechna, co do czynów – żadna. Rynki jeśli zareagują to nie euforią i optymizmem. I pomyśleć, że politycy bawią się tam za pieniądze podatnika, zamiast zająć się rozwiązywaniem problemów. Nie ukrywajmy, te szczyty nie wnoszą za wiele nowego, oprócz ładnych sloganów.

Podobne artykuły

2 thoughts on “Co się zmieni po posiedzeniach G8 i G20?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

:alien: :angel: :angry: :blink: :blush: :cheerful: :cool: :cwy: :devil: :dizzy: :ermm: :face: :getlost: :biggrin: :happy: :heart: :kissing: :lol: :ninja: :pinch: :pouty: :sad: :shocked: :sick: :sideways: :silly: :sleeping: :smile: :tongue: :unsure: :w00t: :wassat: :whistle: :wink: :wub: