Niezauważony problem społeczny. Praktycznie niewiele mediów o nim wspomina. W Internecie też próżno szukać szczegółowych opracowań, czy choćby przykładów występowania tego rodzaju dyskryminacji. Moim zdaniem istnieje jawne przyzwolenie na adultyzm, tak samo jak na ageizm, choć oba problemy są poważne i mogą się pojawiać co najwyżej incydentalnie.
Zarówno ageizm jak i adultyzm pojawiają się najczęściej na rynku pracy, choć adultyzm może być rozumiany szerzej. Ageizm dotyczy ludzi starszych, którzy uważani są za mało elastycznych i niepotrzebnych, wg Wikipedii w Polsce dotyczy to mężczyzn po 45 roku życia i kobiet po 35 roku życia. Adultyzm dotyczy osób, które ukończyły 18. rok życia, lecz np. nie ukończyły studiów licencjackich (czyli wiek 22-23 lata). Twierdzi się, że ze względu na ich młody wiek i brak doświadczenia oraz potencjalną niedojrzałość, nie powinni zabierać głosu oraz zajmować ważnych stanowisk. Jest to po prostu jawna dyskryminacja ludzi młodych. I to nie tylko na rynku pracy.
Ageizm i adultyzm bazują na stereotypach i uogólnieniach dotyczących danych grup społecznych, tym razem podzielonymi ze względu na wiek, a nie np. płeć, czy kolor skóry. Na przykład starszy już niczego się nie nauczy, nie przekwalifikuje, wykonuje gorzej obowiązki. Bzdura! Młody jest niedoświadczony, myśli tylko o imprezowaniu, jest nieodpowiedzialny i nie ma nic do powiedzenia. Kolejna bzdura! Starsi po prostu boją się podważania ich wydumanego autorytetu.
Dlaczego o tym piszę? Jak łatwo się domyślić musiałem paść ofiarą takiej dyskryminacji. Jak jeszcze łatwiej się domyślić ofiarą adultyzmu. I to nie w jednym miejscu. Ja rozumiem, że młodzi mogą być nieodpowiedzialni, nie znoszą autorytetów, nie mają wiedzy, doświadczenia i „mądrości życiowej” (cokolwiek to znaczy). Rozumiem, że ludzie mogą być zainteresowani współpracą z kimś kto ma więcej czasu i pewnie wiedzy ze względu na ukończone już studia. Ale czy z tego powodu trzeba odbierać możliwość rozwoju i nabycia nowej wiedzy od najlepszych? Jak widać tak.
I to jest podstawowy błąd. Można mieć sądy o większości, ale może warto sprawdzić wyjątki? Może faktycznie rozmawia się z kimś, kto coś wie. Może taki ktoś będzie bardziej lojalny (ponoć to teraz cecha ceniona najbardziej)? Nie mówię, że trzeba od razu taką osobę zatrudniać, zaczynać współpracę, czy wchodzić w jakieś zależności, ale wypadało by się chociaż spotkać, porozmawiać i poznać tę osobę. Być może po to by wiedzieć, z kim podjąć współpracę w przyszłości.
Tak, spotkało mnie to przy praktykach MFDB, a konkretnie ich braku. Jakby studia miały jakieś znaczenia. Ale oczywiście nikt nie wierzy w słowo pisane, że rynkami i zdobywaniem wiedzy na ich temat zajmuję się od 16. roku życia. Może jakby poznał to choć trochę zmieniłby zdanie. Kolejny problem – program CFA. Trzeba mieć ukończone studia licencjackie i doświadczenie zawodowe. A ci, którzy są młodsi i „ogarnięci” i chcą to wykorzystać, by mieć przewagę and resztą? No way. Ale to jeszcze jestem w stanie zrozumieć – ograniczamy się do najlepszych i tych, którzy ukończyli edukację „podstawową”. Ja w zasadzie mogę poczekać, czasu nie zmarnuję, tylko dalej będę miał wrażenie, że stoję w miejscu, nawet jak poruszam się do przodu.
Ale tego, że każdy kanar uważa, że będę jego kąskiem, bo potencjalnie młodzi nie maja biletów, tego, że kasjerka w sklepie patrzy na mnie ze śmiercią w oczach, gdy płacę banknotem o dużym nominale za bułki, tego, że przez wielu starszych jestem traktowany jako obywatel drugiej kategorii – znosić nie zamierzam. I dlatego będę walczył z tym problemem, aż przestanie mnie dotyczyć (pewniej szybciej się zestarzeję niż wygram, ale nie oto chodzi). Ok., ja mogę poczekać, ale nie chcę! I nie będę, bo niby z jakiej racji? Bo tak chce społeczeństwo? No way.