Piątkowa i sobotnia pogoda w centralnej Polsce jest piękna, jest ciepło i słonecznie, nic nie wskazuje na tragedię jaka rozgrywa się, rozegrała się lub będzie się rozgrywać w najbliższych dniach. Południowa Polska zalana, centralna szykuje się na najgorsze, a na północy jest jeszcze względny spokój. Znowu historia pisze się na naszych oczach…
Tym razem to historia jeszcze bardziej tragiczna, bo dotyczy ogromnej liczby ludzi, choć ofiar śmiertelnych będzie niewiele (teraz, w trakcie trudno powiedzieć, czy ktoś zginął). Ludzie tracą dach and głową, nierzadko cały swój dobytek, którego często się nie ubezpiecza. Już wiadomo, że zbiory w tym roku będą zdecydowanie mniejsze, zalanych jest wiele pól uprawnych. W dużych miastach nie jest jeszcze tragicznie, ale w mniejszych miejscowościach rozegrały się dantejskie sceny.
Kraków sobie poradził, teraz napór wody przeżywają Wrocław i Warszawa. Tysiące ludzi w ramach pomocy obywatelskiej ruszyło wzmacniać wały, pomagać poszkodowanym i przekazując żywność itp. Niestety tysiące ludzi ruszyło podziwiać falę powodziową i czują się jak na pikniku. Oblegają mosty, położone w pobliżu knajpy, pojawiają się budki z hot-dogami. Jeszcze baloników i fajerwerków brakuje. Ale skoro są takie czasy, że ze wszystkiego można zrobić show, to czemu nie wykorzystać powodzi. O stacjach telewizyjnych nie ma co wspominać, bo „Błękitny” non-stop krąży i nocą nie daje ludziom spać. Rozumiem, ze w czasie żałoby telewizje bombardowały nas informacjami, ale teraz to już przesada. Jakoś nie interesuje mnie, że liczba worków na jakimś wale zwiększyła się o 100 kolejnych…
Z ciekawości wczoraj sam wybrałem się pod pomnik Syreny zobaczyć jak to wygląda. Fakt, atmosfera iście piknikowa. A poziom wody faktycznie duży. Średni stan to chyba ok. 3 metrów, a przy nim te 7,5 metra robi wrażenie. Nabrzeże zalane, ale do pomnika syreny sporo zostało. Prześwity mostów też są jeszcze spore. Woda podeszła pod centrum nauki „Kopernik” i faktycznie wygląda to nieciekawie, ale jeśli wierzyć wykonawcy, ze w budynku jest sucho to jestem pod wrażeniem. Jestem też ciekaw czy zaleje apartamenty na Powiślu, te przy BUWie. Niestety w południowej części Warszawy jest gorzej, bo zarówno Wilanów (tak, te słynne osiedle, gdzie są tylko bloki, a brak sklepów i dojazdu) jak i Wawer są zagrożone zalaniem.
Ja osobiście czuję się bezpieczny, bo mieszkam na skarpie. A żeby i te miejsca zalało, to musiałaby być powódź tysiąclecia. Ogólnie jest spora różnica między miejscami gdzie mieszkałem. Podlasie jest w zasadzie zagrożone Narwią i Bugiem, ale Białystok jest od nich względnie daleko. Także huragan czy trąba powietrzna w mieście nie była zagrożeniem. I w zasadzie jeśli chodzi o klęski żywiołowe (poza trzęsieniem ziemi) to najlepiej mieszkać w dużym mieście, bo te są na nie najlepiej przygotowane.
Największym „przegranym” (jeśli mogę się tak wyrazić) jest Sandomierz. Nie dość, że prawie cały zalany, to jeszcze były problemy z koordynacją. Premier Donald Tusk musiał być w trudnej sytuacji, gdy spotykał się z tymi ludźmi. Jednak zaniedbania były i trzeba wyciągnąć wnioski na przyszłość, ale nie tylko tam, lecz w całej Polsce, żeby sytuacja nie powtórzyła się po prostu w innym miejscu. Powodzi z 1997 nie pamiętam za bardzo, młody gówniarz wtedy byłem, ale wnioski zostały w kilku miejscach wyciągnięte i w tym roku było „nieco lepiej”, choć wiem, że to słowa mocno na wyrost.
Ale pisząc ten PiS w zasadzie chodziło mi o pomoc innym. A więc pomagajmy:
Caritas Polska uruchomiła SMS charytatywny na rzecz powodzian. Wystarczy w okresie do 25 maja wysłać wiadomość o treści „Pomagam” na numer 72 052 (koszt 2,44 zł z VAT) lub dokonać wpłaty na konto Caritas:
Caritas Polska, ul. Skwer Kard. Wyszyńskiego 9, 01-015 Warszawa Bank PKO BP S.A. 70 1020 1013 0000 0102 0002 6526
z dopiskiem: „Powódź Południe”.