Gdy po raz pierwszy ma się styczność z rynkami finansowymi są dwie drogi. Albo się do tego zapalimy i zgłębimy temat, albo chwilę się pobawimy i zajmujemy się czymś innym. Jeśli wybierzemy pierwszą opcję to po jakimś czasie obycia z rynkami, stajemy się częścią tego świata. I trudno jest po tym odnaleźć się bez rynków.
Tytuł to parafraza pewnego powiedzenia funkcjonującego w środowisku dealerów bankowych: „once a dealer, always a dealer”, co oznacza w wolnym tłumaczeniu, że jak raz staniesz się dealerem to potem trudno jest przestać. Być może wynika to z faktu, że jeśli zostaje się traderem w banku to potem stanowisko nie zwalnia się z powodów chęci zmiany pracy, a tylko w wyjątkowych przypadkach. Ale ma to odniesienie do świata tradingu. Jeśli się zapalimy do tradingu i będą z tego jakieś pieniądze, nie precyzuję jakie, to jest bardzo mało prawdopodobne, by potem zająć się zupełnie inną dziedziną. Jako hobby owszem, ale nie jako main occupation.
Zwykle nasza droga wygląda tak: dowiadujemy się czym są rynki finansowe, zbieramy informacje, prawdopodobnie trafiamy na Forex. Potem testujemy jakiś czas konto demo. Potem są pierwsze pieniądze albo i nie i wtedy podejmujemy decyzję, czy dalej poświęcać na to czas, czy robić to co się robiło wcześniej lub poszukać czegoś nowego. Ludzie rezygnują ze spekulacji lub inwestowania głównie dlatego, że nie mają w tym przyjemności a widzą konieczność. Odchodzą też, gdy tracą pieniądze i zamiast się rozwijać, stoją w miejscu. Często taki proces trwa bardzo długo. Ale jeśli lubią spekulować i co więcej mają z tego pieniądze, to rzadko kiedy to rzucają. Nawet jak trzeba iść do pracy z rynkami nie związanej, to zwykle znajdzie się parę minut na samą analizę lub nawet na kilka transakcji w dłuższym terminie.
Zdecydowanie spekulacja uzależnia. Nawet jeśli nie jest hazardem. Nawet jeśli stosujemy odpowiednie zarządzanie kapitałem, sygnały są częste i nudne i jeśli nawet nie ma adrenaliny nie spowoduje, że zrezygnujemy. Co najwyżej poczujemy syndrom wypalenia, spadek formy, zrobimy sobie przymusową, dłuższą przerwę a potem i tak wrócimy. Bo to powoduje nie tylko materialne korzyści, ale też poczucie wolności czy niezależności, choć większe niż u przeciętnego obywatela, to nadal pozorne. Ale powiedzenie się sprawdza. Raz doświadczysz czegoś dobrego i potem nie przestajesz, np. tak jak z używkami. Abstrahuję od faktu, czy korzystamy z nich zdroworozsądkowo czy nie.
Widać to dobrze na moim przykładzie. Im więcej czasu upływa, tym bardziej to widzę. Jestem młody, nie skażony jeszcze wiedzą i myśleniem typowym dla ogółu społeczeństwa. Największą wiedzą i doświadczeniem mogę się pochwalić właśnie w zakresie finansów, a w szczególności rynków walutowych. I szczerze mówiąc nie widzę siebie w tzw. realnej gospodarce, czyli w firmach produkcyjnych i usług podstawowych. Ja widzę dla siebie pracę tradera albo managera hedge fund. Ewentualnie też analityka, bo to nie odłączny element tradingu (przynajmniej u mnie, bo oprócz sztywnych sygnałów lubię wiedzieć co się dzieje). Inna praca w finansach też może by przeszła, ale ciężko byłoby ugrząźć w papierach. Sales’em w sumie mógłbym być, ale nie mam predyspozycji do pracy z klientami i byciem miłym więcej niż trzy godziny na dobę.
Jesteśmy w dość trudnej sytuacji. Z jednej strony spekulacja to pasja a z drugiej (przynajmniej ja) lepiej uniezależnić swój podstawowy dochód od sytuacji na rynkach. Lepiej, gdy dostajemy niezależnie od sytuacji bazę, a resztę liczy się od wyniku. I do tego teraz dążę usilnie. I ciągle nie wyobrażam sobie, ze mógłbym robić coś innego… ale jak na razie nikt nie chce wykorzystać potencjału jaki ma moja osoba…
ciekawy artykuł. powiem na swoim przykładzie, że u mnie było trochę inaczej. najpierw zainteresowałem się chwilę foreksem by później od niego odejść na dość długo. ostatnio bardziej mnie to pochłonęło, tyle że jak na razie (jeszcze) bez żadnych zysków na tym rynku.
„ale jak na razie nikt nie chce wykorzystać potencjału jaki ma moja osoba…”
piszesz o samodzielności a z drugiej strony chciałbyś pracę na etacie (analityk, manager). jeśli jesteś dobrym graczem to jakie są przeszkody by grać na własny rachunek i w taki sposób, wolniej lub szybciej, bogacić się? pieniądze zarobione na rynkach można inwestować na różne sposoby. myślałeś o karierze prywatnego inwestora?
pozdrawiam
Utrzymywać się z Forex? Nie ma szans w tym momencie, psychika siada. Jak są duże pieniądze to np. z samych odsetek jest 6-8 tys. miesięcznie i wtedy można spekulować bez ograniczeń. Ale ja jeszcze takich pieniędzy nie mam.
Poza tym mam jeszcze inne plany na co przeznaczam część moich pieniędzy i coraz mniej zastaje do spekulacji.
Popatrz, ze praca na etacie może też być ok., bo robisz swoje, wyrabiasz budżet i jak trzymasz się limitów to nikt ci nie patrzy na ręce.
Ja jestem otwarty na różne propozycje, ale lepiej mieć większego za plecami niż nie mieć nic.
Pracując w finansach paradoksalnie jesteś uniezależniony od sytuacji na rynku – 4% opłaty za zarządzanie należy się bez względu na wynik w większości funduszy ;-) Wiadomo że performance też się bardzo liczy, ale wątpię czy koś wylał analityku w okresie dekoniunktury jeśli w poprzednich warunkach odniósł sukcesy.
Pomyśl nad CFA, u mnie masz trochę info+link do oficjalnej broszury. Nauki jest sporo, ale książki są naprawdę bardzo dobrze zrobione i profity z tego tez będą – jak nie w Polsce to za granica. Ja mam egzamin w grudniu w Londynie, także możemy się razem wybrać ;-)
Ewentualnie CAIA (Chartered Alternative Investment Analyst), choć nie wiem czy byłaby to lepsza inwestycja od CFA.
Nievinny idzie do pracy.
Ja w Twoim wieku zapieprzałem na taśmie w BMW w Monachium, i nawet mi nie przyszło do głowy, że student I roku ekonomii może myśleć o czymś lepszym. No i kasa była bardzo dobra. Ale czasy się zmieniają….
Poza tym, praca jest konieczna, dopóki nie potrafimy zarobić co najmniej tak ze 100 k rocznie, większość tego nie potrafi, więc większość traderów pracuje w innych miejscach. Ja bym nie powiedział, że praca na etacie jest ok, ale to po prostu konieczność.
I taka mała uwaga: Jak będziesz czekał, aż ktoś Cię odkryje, możesz się NIGDY nie doczekać.
Sam musisz się wepchnąć.
O CFA myślę usilnie cały czas.
@Jason – tak nisko mnie oceniasz? Myślisz, że nie wysyłałem CV? Problem w tym, że, nie ukrywajmy, w tym CV jest bardzo mało. A to CV najczęściej decyduje o rozmowie kwalifikacyjnej, na której mógłbym się wykazać. A tak, ciężko jest się nawet wykazać, choć staram się realizować to przez bloga.
Ale dziś doszła kolejna pozycja, zaliczyłem MFDB, dostanę certyfikat, chyba ACI Dealing Certificate. No i dostałem się do drugiego etapu. I całkiem dobre, trzecie miejsce. Na potwierdzenie: http://acipolska.pl/wydarzenia/141-wyniki-6-edycji-midzyuczelnianego-forum-dealerow-bankowych.html
Wiem, wiem, za mało robię w tym kierunku. Ale też nie wszystko ode mnie zależy (choć bardzo tego chcę).
Nie chcę się tutaj wymądrzać, i nawet nie bardzo mi się chce, bo dzisiaj w nocy byłem w pracy.:) W każdym bądź razie szukanie pracy to moim zdaniem nie tylko wysyłanie CV. Szczególnie jak się nie ma zbyt wysokich kwalifikacji.
Z drugiej strony, ja wszystkie moje najciekawsze prace zawsze dostawałem „po znajomości”. Więc może nie powinienem się wymądrzać.
Ok., ja też nie będę się wymądrzał, młody jestem, mało jeszcze wiem, może mam za mało pokory.
Problem w tym, że CV to droga, którą trzeba przejść. Nikt nie umawia się na spotkanie bez CV. A jeśli ktoś wcześniej chce ze mną rozmawiać (i tak prosi o CV) to jestem z polecenia. Potem i tak wychodzi na to, że jestem niedyspozycyjny przez studia.
Tam gdzie aspiruję idzie się tylko z polecenia, a aż takich znajomości (jeszcze) nie mam, żeby bezstresowo sobie załatwić pracę.
Ale wiem, robię za mało. Czas na podbój Goldenline i innych pokrewnych. A potem zmienię CV na jeszcze bardziej nieszablonowe i na blogu też zmieni się zakładka „O autorze”. Co więcej, podsunąłeś mi dobry pomysł z tym. Dzięki.