W co inwestować na wiosnę?

Co jakiś czas inwestorzy dokonują rewizji swoich portfeli i zastanawiają się na nowo nad ich strukturą i instrumentami bądź papierami wartościowymi, które tam się znajdą. Spróbuję dokonać krótkiej analizy podziału portfeli pomiędzy różne instrumenty adekwatnej do chwili obecnej i zaprezentować kilka ciekawostek, instrumentów które można do tych portfeli dodać.

W moich rozważaniach przyjmuję, że jest to osoba, która ma sporty wartościowo portfel, gdyż zbyt mały uniemożliwi prawidłowe zastosowanie dywersyfikacji. Taki portfel to mniej więcej 70-150 tys. Podzielone między wiele różnych źródeł inwestycji. Faktu dywersyfikacji chyba nie muszę tłumaczyć, truizmem jest nie stawianie na jedną kartę, nawet w spekulacji. Opiszę czynniki za jak i przeciw różnym formom inwestycji, podam przykład podziału portfela i powiem o kilku wg mnie ciekawych formach inwestycji. Bardzo egzotyczne formy jak instrumenty pominą, tj. nie będzie opcji (chyba, ze do hedgingu) a tym bardziej struktur, opcji egzotycznych, inwestycji w sztukę i nieruchomości, czyli aktywa trwałe są pominięte.. Portfel układany pod typowego średnio-zamożnego inwestora.

Najbardziej podstawową formą jest lokata w banku. Jej udział w portfelu zależy od awersji do ryzyka, ale ja zaprezentuję inne ujęcie. Na oprocentowanie lokat działa głównie referencyjna stopa procentowa, ale także sytuacja na rynku, pożądany poziom zabezpieczeń przez banki itp. Trudne czasy jednak się kończą i powoli możemy myśleć o podwyżce stóp procentowych. Pociągnie to za sobą wzrost oprocentowanie depozytów, lecz obecne okolice 5% są na tyle elastyczne, że podwyżek wyższych niż 50 pb nie ma co się spodziewać. Banki i tak nadal maja dużą płynność w segmencie depozytów terminowych. Wojny na oprocentowanie nie będzie. Dlatego lokaty nie powinny stanowić więcej niż 20% portfela (5-20%), bo raz, że ich realne oprocentowanie jest dość niskie (inflacja ~3,6% r/r), a dwa z powodu kruczków prawnych i różnych rozwiązań „awaryjnych” banków. Niestety jest to jedyny instrument inwestowania krótkoterminowego (w pewnym sensie ekwiwalent bonu skarbowego) i wszystko zależy tylko i wyłącznie od potrzeb płynności.

Kolejna forma lokaty kapitału to obligacje. Generalnie są dwie strategie. Zakup np. dwulatek i przetrzymanie ich do wykupu, dzięki czemu cena rynkowa nie będzie miała dla nas znaczenia. Te są polecane osobom, które chcą bezpiecznej lokaty kapitału na dłużej i o nieco wyższym oprocentowaniu niż lokaty. Nie spotkałem się z przekroczeniem tenoru 5Y (pięć lat) przez indywidualnych inwestorów. I wcale się nie dziwię, pięć lat to już dość długi okres zamrożenia kapitału. Druga strategia to zakup wybranych obligacji i ich sprzedaż przed terminem wykupu po korzystniejszej cenie. Zasada zmian ceny jest prosta: gdy stopa procentowa rośnie (maleje), to ceny spadają (rosną). Jak widać przy zakładanych podwyżkach stóp procentowych nie opłaca się kupować obligacji z premią (ceny powyżej ceny wykupu lub najczęściej powyżej 100), ale obligacje z dyskontem mogą stać się atrakcyjne (ceny poniżej 100). Trzeba też zauważyć, że wpływ na cenę maja też czynniki zewnętrzne i gdy cen obligacji spada z powodu zwiększenia awersji do ryzyka i nieufności inwestorów, to warto wtedy takie obligacje kupić (mowa o polskich, rządowych) po niższej cenie i zaryzykować (i tak te ryzyko jest umiarkowane w porównaniu np. z hiszpańskimi o grackich nie wspominając). Te strategie polecane są jednak osobom, które maja czas i wiedzę. Zwykle obligacje to ok. 20-40% portfela (zależy od tego czy defensywny czy ofensywny).

Inną formą są jednostki uczestnictwa w funduszach i akcje. Jeśli nie mamy czasu i wiedzy to jednostki uczestnictwa co najmniej 2 różnych funduszy powinny znaleźć się w naszym portfelu. Wybieramy fundusze z różnych segmentów i różnych towarzystw, aby zachować zasadę dywersyfikacji. Jeśli jesteśmy aktywniejsi to można użyć analizy technicznej do oceniania, kiedy i jakie jednostki kupić. Radzę jednak uważać przy jej stosowaniu. Ja stosuję ją tylko do benchmarków tych funduszy, gdyż same ceny jednostek maja drugorzędne znaczenie. Ale można stosować te same metody co do analizy indeksów rynków akcji. Jeśli koszty zakupu i sprzedaży jednostek lub ich konwersji są bardzo niewielkie (lub ich nie ma) to można zastosować te metody. Dla najagresywniejszych, akcyjnych powinniśmy zmierzyć (lub zapytać zarządzających) o ich korelację z indeksami giełdy, na której notowane są akcje wchodzące w ich skład. Przyda nam się to do ewentualnego zabezpieczania jednostek, gdyż same fundusze maja ograniczone pole manewru w zabezpieczaniu portfela. Dobrze dobrane jednostki to nawet do 60% portfela.

Co do akcji to trzeba by poczekać na zakończenie korekty, ale jeśli nabywamy je regularnie to nie ma to znaczenia. Ważne tylko bo to nie były akcje jednej spółki, ani też akcje więcej niż pewna ilość (np. 15) spółek, bo nastąpi zjawisko przedywersyfikowania. Sposób dobory pozostawiam czytelnikom, bo każdy ma swoje ulubione metody. Dla preferujących płynność i możliwość zabezpieczenia się będą to akcje wchodzące w skład WIG20 (potem można zabezpieczyć się futures albo opcją), dla chcących wyższej niż przeciętna stopa zwrotu akcje średnich i małych spółek, na które „zapolują”. Tak samo, w zależności od skłonności do ryzyka akcje to od 10 do 60% portfela (akcje defensywne powinien zawierać każdy portfel w niewielkiej ilości w celu zwiększenia jego efektywności).

Zostały jeszcze waluty i ewentualne inwestycje w kontrakty CFD (Forex, towary itp., czyli spekulacja). Pisząc waluty mam na myśli wymianę złotówek i zakup ich w postaci fizycznej (lub depozytowej w banku) i częściowe uniezależnienie się od złotego. W portfelu powinno się ich znaleźć od 5 do 10%. Nie maja one na celu zwiększanie jego wartości, a stabilizację w przypadku różnych zdarzeń związanych ze złotym. Nie polecam do tego GBP i USD, mimo, że ten zyskuje na wartości w ogólnym tego słowa znaczeniu. Dobrym pomysłem jest EUR (wejście Polski do Euro Zone), CHF, ale przede wszystkim waluty nieco uniezależnione od spekulacji na rynkach światowych. Ja postawiłem na AUD, CAD, SEK, NOK. Decyduje koszt nabycia waluty. Choć sam mam niewielką część portfela w CHF, to planuję to zmienić (inna waluta/y).

Spekulacja? Można założyć konto u dobrego brokera i szukać okazji, lecz nie należy tam wpłacać więcej niż 20% portfela. Naprawdę. Dzięki dźwigni możemy racjonalnie inwestować już taką kwotą. Na więcej mogą sobie pozwolić doświadczeni spekulanci (o których tu nie mówię). A w co? Moje typy to osłabienie funta, stabilizacja a potem  wybicie z niej na rynku emisji CO2, zakończenie korekty na cukrze, przewidzenie zmniejszenia zapasów ropy w okresie letnim i pszenica (podaż w okresie letnim na półkuli północnej). Jak widać możliwości jest wiele, warto się im przyjrzeć. Tu właśnie jest miejsce na egzotykę i poszukiwanie okazji, byle nie przeinwestować. Bo jak wiemy dobrze zbudowany i zdywersyfikowany portfel jest najlepszym sposobem budowania bogactwa (jednym z czynników, oprócz racjonalizacji wydatków itp.).

Podobne artykuły

12 thoughts on “W co inwestować na wiosnę?

  1. Porada jak u fachowca inwestycyjnego. Brawo :wink:

    Jak dla mnie lokaty i obligacje odpadają, że tak się pochłapie i powiem, że jedynie akcje i kontrakty CFD. W akcjach jakieś 40% portfela i kontrakty CFD przy użyciu zaledwie 20% całej wartości (cenna porada dla inwestorów)

    Tak jeszcze się wypowiem. :D Najlepszą inwestycją jaką można zrobić jest nasza edukacja. Nie koniecznie jakieś papierki, czy certyfikaty, ale raczej jak się to wszystko rusza. Kupić można wszystko wystarczy tylko mieć gotówkę. W ogólnym rozrachunku zaważy to na końcowym efekcie :D

    Firefox 3.0.7Windows Vista
    • Dobrze, że nie napisałeś, że doradcy finansowego, bo miałbym mieszane uczucia :D

      Trudno mówić coś o portfelu bez poznania preferencji i skłonności do ryzyka inwestora. Dlatego porady są ogólne i dotyczą tylko portfela papierów wartościowych i podobnych oraz ewentualnie gotówki. Resztę celowo pominąłem. Edukacja, nieruchomości itp. to inna bajka.

      Firefox 3.6Windows Vista
  2. bardzo fajnie napisane i do rzeczy ;) mam jedno pytanie. bo zeby utrzymywać się z foreksu wpłacanie 20% z 100 tys. może nie wystarczyć, tzn. należałoby mieć dość dobrą stopę zwrotu miesięcznie. z drugiej strony pozostałe inwestycje (oprócz spekulacji na walutach) pozwalają zmniejszyć ryzyko utraty znacznej części kapitału. więc dylemat ryzyko i duży zysk vs mniejsze ryzyko i mniejszy zysk, nadal zostaje. chętnie bym poczytał o takich strategiach inwestycyjnych, masz może jakąś książkę na ten temat, którą mógłbyś polecić?
    pozdrawiam

    Internet Explorer 7.0Windows XP
  3. Oczywiście, że ok. 20 k PLN w 90% przypadków na pewno nie wystarczy, żeby się utrzymać z FX. Ale można już trochę poszaleć, przy dużym szczęściu po roku może nawet wystarczyć na nowego Opla Astrę, więc aż tak tragicznie znowu nie jest.

    A moim zdaniem, inwestowanie wszystkiego na Fx to samobójstwo, tak się nie robi, tym bardziej że przecież nie tak prosto zarobić 70-150 k. Straci się wszystko czy np. 50-60% i co wtedy?

    Firefox 3.5.8Windows XP
  4. Z książek mogę polecić „Bezpieczne strategie inwestycyjne” Van Tharp’a, Barton’a i innych. Sam się do niej przymierzam. I w zasadzie każdą książkę o budowaniu bogactwa o dobrej renomie.

    Dywersyfikacja to podstawa. W zasadzie we wszystkim. 20 tys. to trochę mało na Forex, ale nie wszystko od razu. Lepiej nie przeszarżować.

    Mnie ostatnio olśniło i podoba mi się jak jest. Powiem tak, jeśli będę miał kiedyś sporo pieniędzy to nie będę ich inwestował w Ferrari czy tym podobne, ale w wartość, np. nieruchomości. Nie mam podniety z szybkich samochodów, nowa Astra w zupełności i mi by wystarczyła, choć jestem przywiązany do innej marki.

    Uprzedzając @Jasona, inwestycja w dzieci to całkiem dobra inwestycja w gruncie rzeczy :)

    Firefox 3.6Windows Vista
  5. zgadzam się całkowicie, że nie można 100 procent wrzucać na fx. jednak myślę, że mając dopracowany system i trochę doświadczenia, można zaryzykować np. do 40% kapitału, zwłaszcza jeśli to mniejsza suma (powiedzmy do 80 tys). jednak jest to moje teoretyzowanie i mogę się mylić, bo takich pieniędzy nie inwestowałem (jeszcze) ;)

    Internet Explorer 7.0Windows XP
  6. To i ja coś napiszę:

    Jak dla mnie najlepszym rozwiązaniem to połączenie forex i funduszy inwestycyjnych. W jakich proporcjach, to już wszystko zależy od nas, ale ten rok myślę na taką dywersyfikację będzie odpowiedni. Warto też dobrze zapoznać się z funduszami, kupić różne jednostki uczestnictwa i przede wszystkim dobrze przeanalizować benchmark, żeby wiedzieć kiedy kupić. Ze swojej strony polecam TFI zarządzane „aktywnie”, czyli te gdzie często się lewarują. Przykładem są fundusze obligacji BPH. Oczywiście kupowanie niezliczonej ilość funduszy akcyjnych czy towarowych mija się z celem (bo można w końcu samemu nabyć jakiś pakiet akcji) ale czarnym koniem w tym roku była Idea TFI, i myślę że i w tym roku pokażą dobre wyniki.

    Mam nadzieję, że nic się nie stało że zrobiłem małą reklamę, taką tylko subiektywną opinię przedstawiłem. ;)

    Firefox 3.5.8Windows XP
  7. dzięki za tytuły :) chciałem się jeszcze odnieść do postu Nievinnego, bo nie zauważyłem go wcześniej. no kupowanie ferrari to chyba ciężko nazwać inwestycją – to bardziej konsumpcja. chyba, że miałeś na myśli kupowanie jakiś starych roczników i czekanie aż ich cena wzrośnie ;) co do nieruchomości to pełna zgoda – trwała inwestycja, czasami długo się zwraca, ale jest to właśnie długoterminowe lokowanie pieniędzy, konstruowanie pasywnego dochodu. chyba, że chodzi np. o deweloperkę, gdzie można śmiało robić ileś dziesiąt procent rocznie, ale trzeba się trochę znać na tym. ;)

    Internet Explorer 7.0Windows XP
  8. Co do 40% to w zasadzie zależy od indywidualnego podejścia do ryzyka. A na to składa się wiele czynników. Ale jeśli chce się myśleć o trwałym budowaniu bogactwa, to trzeba obrać jakieś konkretne przedziały. I tak np. 30-latek będzie inwestował 40%, bo ma więcej czasu na odrobienie ewentualnych strat. 50-latek już mniej, a skoro mówiłem o przeciętnym inwestorze, to musimy się liczyć, że te przedziały będą różne, a ja podałem tu wartości uśrednione, przykładowe.

    Jeśli kiedyś kupię Ferrari to albo 308 (Tak, „Magnum”) albo Testarossa. To tak na marginesie. Bo w zasadzie, czy musimy zarabiać by konsumować? Nie. Konsumpcja to efekt uboczny. Ja nie zarabiam by kupować drogie samochody, ja zarabiam by nie martwić się dniem codziennym i realizować swoje pasje nie martwić się o rachunki, obojętnie czy jest to luksus, czy normalne życie. W zasadzie brak zmartwień jest już luksusem.

    Firefox 3.6Windows Vista
  9. Co do Ferrari to ludzie przeważnie kupują takie samochody, żeby się pokazać, zrobić wrażenie, a nie dlatego, bo np. lubią szybką jazdę. Ale jak kogoś stać na taką wyjątkowo drogą terapię „leczenia kompleksów” to czemu nie?

    Gdzieś nawet miałem jakiś fajny cytat o tym, ale gdzieś się zagubił.

    Firefox 3.5.8Windows XP

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

:alien: :angel: :angry: :blink: :blush: :cheerful: :cool: :cwy: :devil: :dizzy: :ermm: :face: :getlost: :biggrin: :happy: :heart: :kissing: :lol: :ninja: :pinch: :pouty: :sad: :shocked: :sick: :sideways: :silly: :sleeping: :smile: :tongue: :unsure: :w00t: :wassat: :whistle: :wink: :wub: