Mieniony tydzień obfitował w różnego rodzaju wydarzenia, które ukształtowały oczekiwania i ceny, lecz te nie wyznaczyły nowych, sensacyjnych poziomów na głównych rynkach. Prawdziwe rozgrywki pozostały w cieniu medialnych doniesień na temat Euro Zone i tym podobnych. A przecież nie samym euro rynki żyją. Wielkim zapomnianym przeze mnie jest rynek funta.
Tak, mam jakąś awersję do pary GBP/USD. Mniej więcej od października nie obserwuję na bieżąco jej notowań, choć stała się przewidywalna, tylko konotuję aktualne ceny. Skupiłem się na innych segmentach rynku. Dopiero w czwartek Przemek przypominał mi o czymś takim jak funt brytyjski do dolara, a w piątek notowania EUR/GBP uświadomiły mi, że z funtem nie jest najlepiej. Patrząc na historię brytyjskiej gospodarki funt przeżywał wiele kryzysów i jakoś wychodził z tego, z mniejszymi lub większymi stratami. Ostatnie znaczące zmiany ceny w wyniku kryzysu ukazały nam poziomy nawet 1,35, które szybko zmieniły się w coś między 1,58-1,66 i do tych cyfr się przyzwyczaiłem. Ale kurczę, one są nadal niskie i pokazują, że Wielka Brytania ma jednak kłopoty. Na wykresie dziennym ten przedział wahań wyznaczył ponad półroczna konsolidację, z której kilka dni temu (18.02) nastąpiło wybicie dołem. Pora wrócić więc do funta jako rynku i rzucić „guzdrającego się edka”.
Sytuacja jest dość klarowna. Spadki do najbliższych stref wsparcia. Poziomy 1,4750-4850 są w zasięgu, szczególnie, że sentyment do dolara jest nadal silny. Co potem? Odbicie lub przebicie linii trendu, ja się nie zastanawiam, będę obserwował i na bieżąco informował na Twitterze, więc podążający poznają moje działania od razu. Para EUR/GBP też wskazuje na słabego funta. Trzeba tylko poczekać z wejściem, bo rynek jest chwilowo wykupiony (dzienny). Przy utrzymujących się tendencjach poziomy 0,9102 i 0,9156 są prawdopodobne. Poczekałbym na zejście ceny do ~0,89, zajął pozycję długą, a SL ustawił na 0,8859.
Ale to nie wszystko. GBP/PLN też wskazuje na bardzo słabego funta, bo jak sami wiemy złotówka, choć jest teraz jedną z silniejszych walut to zarówno w stosunku do dolara i do euro przyjmuje wartości średnie. Wczorajsze ponad 7 groszy robi wrażenie. Zaznaczyłem dwa targety dla funta. Wyższy z nich jest silniejszy i tam należy się spodziewać utrudnień. Podobnie GBP/JPY, znany kiedyś z dużej zmienności. Targety także są zaznaczone, ale w przypadku tej pary trzeba obserwować jena, bo choć na razie inne pary jenowe potwierdzają trend, to może tak się zdarzyć, że silny jen wcale nie jest pożądany i BoJ może w jakiś sposób próbować interweniować (nie mówię o otwartej interwencji walutowej, a o innych narzędziach).
Ciekawie wygląda sytuacja GBP/AUD. Cena funta jest najniższa w historii. Psychologiczna bariera 1,7 raczej się nie utrzyma. Nie ma też wsparć na tych poziomach, co oznacza, że prawie odkrywamy nowe pokłady rynku. Oczywiście istnieją metody wyznaczania potencjalnych wsparć i tak też zrobiłem. To poziomy 1,6826 i 1,6021. Chętnie zobaczyłbym ten drugi. Niemniej notowania wyglądają imponująco. Czy to początek silnego AUD, czy może koniec funta. Ale nie dziwi mnie, że byłe dominium brytyjskie radzi sobie o wiele lepiej gospodarczo niż „imperium brytyjskie”. Polecam obserwację tej pary, jak zarówno GBP/CAD, które zachowuje się podobnie, z racji bardzo zbliżonych kursów pomiędzy USD, AUD i CAD.
Podsumowując kiepska sytuację funta można powiedzieć tylko tyle: jeśli zdywersyfikujesz portfel trzymając w nim waluty (np. ja mam 5% we franku szwajcarskim, choć planuję się pozbyć) pod żadnym pozorem nie kupuj funta. Choć ceny atrakcyjne, sama waluta nie nadaje się do zaspokojenia potrzeby dywersyfikacji. A jeśli masz nadmiar wolnej gotówki to zawsze można spekulować CFD na funta nie zależnie czy long czy short, żeby nie było, że namawiam na konkretny kierunek.






Tak z ciekawości, jak widzisz sytuację na CHFPLN ? Wybiją dołem, czy górą ? :-) (weekly)
Pozdrawiam
Wszystko wskazuje na to, że dołem, ale to zależy bardziej od sentymentu do dolara i USD/CHF niż złotówki.