Jednak dobrze jest być studentem, nie tylko ze względu na sam fakt „studiowania”, ale też ze względu na oferty kierowane tylko i wyłącznie do studentów i pracowników danych uczelni. I ja właśnie z takiej skorzystałem, jestem niezmiernie zadowolony i czekam na więcej. Niestety we wszystkim jest przysłowiowa łyżeczka dziegciu. Czasem nawet spora łyżka…
Ostatnio, najpopularniejszą akcją kierowaną do studentów i pracowników Uniwersytetu Warszawskiego jest możliwość nabycia MS Office 2007 Enterprise po cenie wyjątkowo promocyjnej. Licencja Academic plus nośnik kosztuje bowiem 200 zł. Nie ma na tą wersję licencji Home, a biznesowa kosztuje aż 2,5 tys. zł, więc można uznać, że to cena promocyjna. Szczególnie, że licencja Academic nie wnosi zbyt dużej ilości ograniczeń. W zasadzie można wszystko, oprócz pożyczania i kopiowania, dystrybucji i jakiejkolwiek formy udostępniania pakietu. Oprócz tego może on być zainstalowany tylko na jednym komputerze. Licencja zezwala np. na sprzedaż artykułu w nim napisanego do prasy, czyli de facto na wykonywanie wszystkich prac zleconych na komputerze domowy. Oczywiście, nie możemy go wykorzystać we własnej firmie, ale to jest naturalne. Dla mikroprzedsiębiorców polecam OpenOffice. Czy wykorzystam wszystkie jego komponenty? Z pewnością nie, ale Office w wersji domowej nie miał Outlooka, który bardzo ułatwiał organizację. Cena zbliżona, można kupować.
Są jeszcze inne, lepsze akcje, ale ograniczają się głównie do wydziału Matematyki, Informatyki i Mechaniki (ciągle mowa o UW). Tam jest to subskrypcja MSDN AA i do dyspozycji są zupełnie inne programy takie jak Visual Studio, SQL Server czy systemy operacyjne. Przyznam, że chętnie za niska cenę kupił bym Windows 7, który uważam, za solidny system, a ceny sklepowe są odstraszające. Niestety nie jest on dostępny ani tam, ani tym bardziej dla szerszej publiczności. Niemniej jednak trzeba docenić, że uczelnia zapewni swoim studentom oprogramowanie umożliwiające im naukę w domu. Niby to jest standard, ale wiele uczelni nie spełnia nawet tego standardu.
Bo niestety, nie wszyscy i nie wszystko dostają. Obecnie uczyliśmy się obsługi programów czysto matematycznych, tj. MatLaba i Mathematici. Na zajęciach wszystko całkiem dobrze się odbywało, ale żeby np. nauczyć się do kolokwium trzeba było się zjawić na uczelni, bo oprogramowania nie wypożycza się studentom. W zasadzie to dziwne nie jest, ale nie zapewnia się też czasu i dostępności sal tym, którzy chcą się przygotować. Pomijam to, że zabrakło tam takich programów jak Statistica, bazy danych itp. (maja być później). Ale my programów statystycznych czy programów wizualizujących dane (np. Mindjet Manager) nie dostaniemy na preferencyjnych warunkach, mimo, że praca z nimi z pewnością ułatwi nam pewne zadania i sprawi, że pracodawcy będą na nas przychylniej patrzyć. Rozumiem, że uczelnia nie ma an to wszystko pieniędzy, ale można przecież znaleźć sponsorów itp. Choć w zasadzie to zawsze tak jest, że uczelnie ekonomiczne (publiczne) maja problem z finansami a uczelnie managerskie (publiczne) maja problem z zarządzaniem :D . Ot, taki paradoks.