Jedni uważają, że tak jest, inni, że nie i mówią: „wrzuć na luz”. Prawdą jest, ze czasu nie da się cofnąć, a pewne rzeczy zrobić po prostu trzeba. Dobrze jest, jak się toleruje to, że inni się spieszą. Gorzej, jak utrudnia się im życie na każdym kroku. Wtedy łatwo o otwarte wyrażenie naszych myśli czy o inne ekscesy. Szczególnie w piątkowe popołudnie. Wpis jest o szacunku do czasu drugiej osoby.
Akcja właściwa: piątkowe popołudnie, godzina dobrze po 16, ludzie wracają z pracy. Zmęczeni całym tygodniem myślą o tym, by zrobić zakupy, zajść do domu i po prostu odpocząć a potem gdzieś wyjść. Dodatkowo jest dużo śniegu, który zalega w dużych kupach na środku chodnika lub wyjścia z metra, bo nikomu nie opłaca się go wywozić. Przystani autobusowe też wszystkie nie są odśnieżone. Jest zimno i ślisko. Lodu z chodników nikt nie skuł. Pół miasta stoi w korku, ale przynajmniej w swoim ciepłym samochodzie. Choć to żadne pocieszenie. Część wraca metrem, schody ruchome, większość stoi po prawej, ale znajdują się jednostki, które stają sobie po lewej i stoją. Pociąg podjeżdża, ludzie zaczynają schodzić i tu blokada. Nic a nic się nie rusza. Trudno zachować spokój. Wyżej kolejka do punktu obsługi pasażera, bo nie wszystkim przyszło do głowy wymienić kartę miejską przed końcem zeszłego roku, choć już mniejsza. W wagonie tłok, ale nie taki jak rano, podróż mija szybko. Wyjście ze stacji – śnieg. Lód. Nie zdziwię się jak ktoś tam się przewróci. Sklep. Koszyków wolnych już nie ma. Cztery kasy, nie jest źle, po 3-4 osoby w kolejce. Płacą kartą. Kolejne minuty. Potem wyższy poziom – wędliny. Nie można płacić kartą, więc wydaje się, że będzie szybciej. Nie. Ludzie kupują zapas na cały tydzień. Jedna kasa. Druga pracownica stoi obok i patrzy jak maszyna kroi mięso, w kolejce dużo ludzi. Druga nie patrzy, żeby nawet pomóc. Nie będę czekał za kilkoma bułkami i kawałkiem polędwicy. Zamówię coś do domu. Może pizzę. Czas oczekiwania do 70 min. Ja wiem, że przyjdzie po 80 i zimna. Chcąc nie chcą czekam w kolejce. Powrót do domu zajął mi 40 min. Poza szczytem, wraz ze sklepem zajmuje 20. To i tak dobrze, inni wracają nawet 1,5 godz. …
Tak jest co piątek, szczególnie teraz, zimą. Ludzie się spieszą i nie ma się czemu dziwić. Sam też się spieszyłem. Najbardziej wkurzył mnie sklep, odczułem tam silny brak szacunku do mojego czasu. Rozumiem, że to nie jest praca marzeń i jest ciężka, ale to jednak praca. A nie odwalanie tego byle jak. U mnie, całym szacunkiem dla tych ludzi należmy, taki pracownik by wyleciał. Za to, ze marnuje czas naszych klientów. Obojętnie czy to spożywczak czy ekskluzywny butik. To nie PRL, że kolejka to coś normalnego. Kolejka jest oznaką nieudolności systemu. Systemu, który trzeba zmienić. Tak samo np. w McDonald’s. Rzadko tam bywam, ale zawsze kiedy jestem to muszę czekać. Pytam się dlaczego? Gdzie niby jest klient? Ok., mam wybór i z niego korzystam idąc do innego lokalu. Ale przecież wystarczy odrobina dobrej woli…
Może już niedługo PayPass się rozpowszechni i nie będę musiał czekać w kolejce chcąc kupić kilak bułek a płatność będzie natychmiastowa. Może większość spraw urzędowych czy pocztowych załatwię przez Internet. Może ludzie nie będą sobie przeszkadzać i tylko tyle lub aż tyle. Wiele z tego można już zrobić teraz. Oto kilka rad:
- schody ruchome – nie spieszysz się – stawaj po prawej stronie lub wybierz windę;
- wsiadanie po wagonu – jeśli jedziesz dalej idź bardziej do środka, daj miejsce tym, którzy jadą jedną-dwie stacje;
- odpowiadaj na mail w czasie maks 24 godzin. Szybka odpowiedź oznacza szacunek do odbiorcy;
- nie „przytulaj” się do innych w kolejce, każdy ma prawo do zachowania strefy osobistej;
- jedna kasa poniżej 10 sztuk towaru także w sklepie osiedlowym, bez płacenia kartą – szybko, sprawnie i tanio;
- jeżeli podróżujesz długo nie trącaj, nie przeszkadzaj tym, którzy np. czytają czy coś robią w czasie jazdy.
Jak tak często robię, gdy musze długo jechać, choć nie powiem, by każda książka się do tego nadawała. W każdym razie, nie musisz szanować swojego czasu, ale przynajmniej szanuj czas innych!
Wiesz jak ja sobie radze z takimi sytuacjami? Po pierwsze, godze sie z faktem, ze czesc rzeczy po prostu zajmie czas i nic na to nie poradze. Akceptuje wiec to – no bo jak nie zaakceptuje to sie po prostu bede denerwowal :) Natomiast staram sie ten „zmarnowany” czas wykorzystac. Otoz stojac w kolejce czy lazac za czyms nic nie stoi na przeszkodzie, by sobie posluchac audiobooka albo wywiadu albo czegokolwiek. Czesto sciagam mp3 z financialsense.com – polecam sprawdzic. Genialna stronka, co tydzien 4-godzinne show z biezacymi informacjami, wywiadami i ogolnie dobry reasearch. Teraz idac na dlugie zakupy jestem niemal podekscytowany ;) pozdrawiam.
Jednym z niezłych pomysłów skrócenia kolejek w sklepach są kasy samoobsługowe. Zwłaszcza w małych supermarketach gdzie robi się małe zakupy i bez problemu można wszystko zmieścić na wagę kasy. Szczególnie na początku to dobrze działa gdy nie wszyscy kupujący radzą sobie z nowym „wyzwaniem”. Tak jest w moim najbliższym sklepie gdzie były cztery normalne kasy z kasjerkami a teraz dwie z nich zastąpione są przez kasy samoobsługowe. W godzinach „szczytu” przy kasach obsługiwanych przez kasjerki zawsze robią się kolejki bo większosć ludzi woli jednak korzystać z tradycyjnej obsługi natomiast kasy samoobsługowe często stoją w tym czasie nieużywane, tym lepiej dla mnie gdy mam właśnie zamiar podejść do kasy.
Niestety u mnie tak nie ma, ale może kiedyś takie coś się stanie. Znam ten wynalazek, bardzo sobie go chwalę.
Audiobooki to dobry pomysł, muszę wypróbować, szczególnie ok do metra. A co do sklepów to muszę chyba zmienić godziny. Dziś byłem o 8 rano i sklep świecił pustkami.
A może tak jestem przewrażliwiony na tym punkcie, bo mam dużo do zrobienia, a czekam aż pozaliczam wszystkie egzaminy na studiach. Nie chcę sobie mieszać materiału w głowie. A na egz. muszę jeszcze czekać… długo czekać. I te czekanie jest najgorsze.
Dzięki za dobre rady :)