Kolejny rok życia minął, zdecydowanie był ciekawy i jako, że podsumować parę rzeczy warto, początek nowego roku poświęcam na przypomnienie kilku spraw i ich odpowiednie skomentowanie. Myślę, że wyjdzie mi mniej niż w poprzednim roku, bo nie chodzi oto by zwracać duża uwagę na przeszłość, a o to, by ciągle posuwać się naprzód. W pierwszym odcinku tradycyjnie kilka(set) słów o rynkach finansowych w mienionym 2009, roku.
Swoje krótkie rozważania podzieliłem na trzy sfery: rynków walutowych, rynków kapitałowych i gospodarki polskiej oraz światowej (plus wydarzenia na świecie). Myślę, że udało mi się objąć ten ogrom zagadnień w miarę interesująco.
Gospodarka polska i światowa
Zdecydowanie wydarzeniem numerem jeden jest znaczny wzrost GDP Polski w 2009 roku. Szacowany na ok. 2%, ale na te dane jeszcze trochę poczekamy1. Z pewnością premier Tusk pochwali się nimi. Jednak warto zauważyć, że na tle EU wypadamy niemal doskonale, choć trzeba też wyjaśnić dlaczego tak się stało. Stymulatorem naszego wzrostu są pakiety stymulacyjne głównie Niemiec i innych krajów ościennych, dość słaba złotówka, co pozwala nam korzystnie eksportować produkty i uzyskiwać o wiele niższe ceny w miejscowościach przygranicznych. Dodatkiem jest „zapóźnienie Polski” w obrocie instrumentami finansowymi. W tym wypadku korzystne, ale w zdroworozsądkowej sytuacji już nie. Niemniej nasze banki nie kupowały „złych aktywów”, kredyty są w miarę dobrze spłacane, a depozyty wynoszą ok. 40 mld i nie są (były?) przeznaczane na akcję kredytową. W każdym razie system bankowy w Polsce nie ma się źle. W tym sensie, że nie przekłada się na negatywnie na realną gospodarkę. A tu też nie widać katastrofy. Zbyt wiele firm nie upadło, bezrobocie jest dość stabilne, choć wzrosło2. Inflacja jest pod kontrolą3 . Także perspektywy na 2010 rok są dość optymistyczne, choć nadal istnieje zagorzenie spadku popytu zewnętrznego. Szczególnie ze strony Niemiec. Suma summarum Polska w 2009 roku radziła sobie dobrze i możemy być zadowoleni z dość stabilnej sytuacji.
Na świecie było trochę trudniej, bo recesja dotknęła kraje wysoko rozwinięte, a problemy mają też rynki wschodzące, np. Zjednoczone Emiraty Arabskie (konkretnie Dubaj). Ale nie tylko, bo Grecy mają problemy z długiem publicznym, choć nie wywołało to większych perturbacji. W Polsce dług publiczny też zbliżył się do granic 55% GDP, ale większość krajów rozwiniętych ma zadłużenie liczone w setkach procent GDP (realne). Niemniej na całym świecie, mimo negatywnych wskaźników, nie widać większego niepokoju. Ograniczono dostępność kredytu, ale jego koszty są nadal śmieszne (0,25-0,5% + marża). Niestety w USA wzrosło bezrobocie, a niskie stopy referencyjne mogą później przyczynić się do wzrostu inflacji. A skoro Stany chorują to Europa i Azja mają jeszcze gorzej. I w pierwszym kwartale tego doświadczyliśmy, było krucho. Ale potem wszystko się uspokoiło, inwestorzy zaczęli znowu myśleć racjonalnie. I od tamtej pory na świecie obserwuje się tendencje prorozwojowe a nie recesyjne. I to jest optymistyczny akcent na 2010 rok.
Rynki walutowe
Niskie stopy procentowe tylko na początku determinowały wartość waluty. Mam wrażenie jakby w 2009 roku była zmasowana spekulacja na osłabienie dolara, która pod koniec roku była w odwrocie. Globalnie eurodolar zyskał nieco ponad 250 pips. Na początku roku dolar umacniał się w związku niepewnością po październiku 2008 roku i upadku braci Lehman. A potem ceny utworzyły wyraźny trend i zaznaczyły roczne maksimum na poziomie ponad 1,51. Muszę przyznać, że od mniej więcej czerwca wyglądało to pięknie i raz postawiona prognoza się sprawdziła. Ale eurodolar to nie wszystko. Brytyjska waluta jest o wiele ciekawsza, zyskała aż 11%, ze względu na mocne niedoszacowanie pod koniec 2008 roku. Nadal jednak nie udało się jej wybić powyżej 1,7 dolara za funta. A moje przyzwyczajenia są do cen 1,95-1,98. To daje do myślenia. A był też moment, gdy cena euro i funta była bardzo zbliżona, jednak nie osiągnęła statusu 1.0 (choć było to w sumie w grudniu 2008). Także dolar australijski jest dobrym wygranym, bo zyskał aż 29%. Pisałem w swoim czasie o strategii na AUD. Wydaje się, że zrobiłem to odrobinę za późno. Z innych walut – CHF nie wydaje się specjalnym instrumentem na tle pozostałych. Dla niego rok kończy się podobnie jak rok eurodolara, czyli to kwestia kilkuset pips. Ciekawy był też jen, który mimo dość powolnych ruchów pokazał „zęby” i pod koniec listopada ustanowił dość ważne minimum (jen był najmocniejszy). Na koniec złotówka – jej ceny zbyt się nie różnią od tych sprzed roku. Poza tym, że w lutym miał miejsce niezły Armagedon, zarówno w stosunku do dolara, euro, franka jak i funta. Wielu posiadaczy kredytów walutowych miało wtedy poważne zmartwienie. Jednak było widać, ze to czysta spekulacja i tendencje osłabną i się odwrócą. Tak też się stało. I teraz niech ktoś mi powie, ze te ruchy cenowe są zgodne z „widzą fundamentalną”. Oczywiście, na pewno. A jedyne czego żałuję w stosunku do rynków walutowych to to, że nie obserwowałem bardziej wnikliwie rynków egzotycznych, a skupiłem się tylko na podstawowych.
- Obecnie wynosi 1,7% r/r za III kwartał [↩]
- Wynosi 11,4% – dane z listopada. [↩]
- Wynosi 3,1% liczone względem analogicznego miesiąca poprzedniego roku. [↩]