Taki tytuł już był, ale to nie zmienia faktu, że dziś pragnę poruszyć kilka spraw. Mianowicie będzie o rosnącym GDP Polski, pomysłach prywatyzacyjnych Ministerstwa Skarbu, pomysłach na załatanie dziury budżetowej i oczywiście o rekordach cen złota. Niestety ze względu na chwilowy brak czasu to wszystko musiało zostać „skompresowane” do jednego wpisu, ale zawartość nie straciła nic a nic na jakości.
Zacznijmy od trzeciej już konferencji Premiera z mapką, gdzie Polska znowu była „zieloną wyspą”. Tym razem wartość to 1,7% r/r. Lubię tak patrzeć jak Premierowi rośnie… GDP. Ale może za pierwszym razem to robiło wrażenie. Za to za trzecim to nie działa już tak na opinię publiczną, jak miało działać. Może na prezentację wyników GDP za cały 2009 rok Kancelaria Premiera i Giełda powinni wymyślić nową formę? Może hologram ze słupkami? Albo interaktywna mapa, tj. nie sam kolor, ale np. odpowiedni gradient? Bo treść przemówienia może pozostać tendencyjna, i tak nie ma wielkiego znaczenia. A skoro już poruszamy GDP za ten rok, to trzeba powiedzieć, że prognozy zostały skorygowane do poziomu ponad 2% w ujęciu rocznym. Moim zdaniem takie poziom to dość realne założenie. Jak na razie Polska gospodarka ma się dobrze, tylko sfera budżetowa kuleje, ale na jej poprawę pojawiają się różnorodne pomysły.
Część z tych pomysłów obejmuje prywatyzację dużych przedsiębiorstw, ale patrząc na obecne postępy można mieć wątpliwości co do jakości tych prywatyzacji. Jeśli nie będzie zainteresowania ze strony dużych inwestorów strategicznych, to większość projektów będzie spieniężeniem pakietów mniejszych niż 50%, a ośrodek zarządzający pozostanie ten sam. W skrócie to „skok na kasę” głównie drobnych inwestorów, TFI, OFE i innych instytucji tego typu. Przykład? GPW. Nikt nie chce nabyć pakietu kontrolnego. Nawet pomijając cenę za jedną akcję i restrykcje nałożone przez MSP, takie działania się nie opłacają dużym inwestorom branżowym. Bo niby po co takiemu np. NYSE-Euronext jakaś giełda krajowa aspirująca do miana giełdy regionalnej, lecz niewiele robiąca w tym kierunku? A jej notowanie na własnym parkiecie? Nie załatwi problemów strategicznych, a zmieni jedynie odbiorców dywidendy. Ale to tylko moje zdanie… Innymi propozycjami są: grupa PZU, BGŻ oraz Bank Pocztowy. O ile jeden z największych polskich ubezpieczycieli wydaje się naprawdę sensową propozycją, która może przyciągnąć poważnych inwestorów, to prywatyzacja Banku Pocztowego ugodzi głównie w interesu PKO BP, który jest drugim akcjonariuszem obok Poczty. Bo najprawdopodobniej on będzie musiał zbyć swoje akcje. Co do upłynnienia pakietu mniejszościowego BGŻ nie mam żadnych opinii. W sumie wszystko zależy do Rabobanku.
Oprócz „ciekawej” prywatyzacji są jeszcze pomysły by powyższych składkę rentową najbogatszym. Jest to zdecydowanie działanie czysto populistyczne i mające silnie oddziaływać na masy. Oto PO stoi na straży sprawiedliwości i nie pozwala „wyzyskiwać” biednych. A tak naprawdę najbogatszym jest wszystko jedno, a podwyższenie składki uderzy w klasę „średnią” i główny trzon elektoratu PO straci. Nierozsądne posunięcie, ale wydaje mi się, że wszystko skończy się tylko na „propozycjach”, tak jak większość ostatnich „propozycji”.
Teraz jeszcze kilka słów o złocie. W środę rano i wieczorem odnotowano cenę ~1215 dolarów za uncję, a dziś rano ~$1226. Oczywiście bez wielu inwestorów, którzy złapali SL w ramach „Dubaju”. Czy to już koniec? Nie sądzę. Jest całkiem realne, że ceny złota jeszcze nieco wzrosną zanim nastąpi realizacja zysków. A ta musi nastąpić, by pochwalić się dobrymi wynikami na koniec roku. Być może ~1230-40 dolarów są tą granicą. Ja skłaniam się już po prostu do obserwacji rynku, bo teraz ryzyko zajęcia pozycji wydaje mi się zbyt duże. I jeszcze jedno: jeśli ktoś myśli, że to słaby dolar i obawy przed inflacją „nakręcają” cenę złota to może się przeliczyć. Moim zdaniem to czysta bańka spekulacyjna, która przybrała efekt kuli śnieżnej i teraz wszyscy czekają kiedy najwięksi powiedzą pas. Czysta spekulacja – coś co najbardziej lubię.
Kupujmy bo rośnie, no ale przecież ciągle rośnie, kupujmy bo rośnie – woła zgaraja trejderów.
Kilka metrów dalej prezesi Goldman Sachs i JP Morgan siedzą sobie przy filiżance expresso i patrząć na ten zabawny tłum zastanawiaja sie ilu z nich jutro będzie potrzebowało kaftanika, a conajmniej psychologa na następny miesiąc.
- Może odrobinke przesadziliśmy? – pyta jeden z prezesów
- Faktycznie … może odrobinkę – Odpowiedział drugi
Kilka minut później kelnerka ochoczo zajmowała się stolikami, praca może nie najbardziej wyszukana, jednak 800 dolarów napiwku od pewnych panów sprawiło że czuła sie jak bogaczka.
Zastanówmy się kto następnego dnia był bogatszy? Kelnerka? Trejderzy? Czy prezesi?
Bardzo dobre podsumowanie. Teraz czekamy aż prezesi powiedzą, ze wystarczy :)