Załamanie jest za nami, inwestorzy powoli odrabiają straty, a indeksy giełdowe sukcesywnie rosną w tym roku. Choć październik był miesiącem obaw, że może powtórzy się scenariusz z 2008 roku, nie wydarzyło się nic szczególnego. Wiele głównych indeksów giełd światowych odrobiło już większość strat i wydają się umacniać nowy wzrostowy trend. Czy może jednak nie czeka nas tak pozytywny scenariusz?
Z góry wybaczcie brak S&P500 w zestawieniu. Zacznę od DJIA, który moim zdaniem bardzo dobrze reprezentuje rynek akcji w Stanach Zjednoczonych, który jest niejako wyznacznikiem światowej koniunktury. Lub raczej wyznacznikiem oczekiwań co do światowej koniunktury. Obecnie wartość indeksu wynosi 10,3 tys., co oznacza, że inwestorzy odrobili przeciętnie ok. 50% wartości spadków. Nie jest to wynik zły, ale wszystkim, którzy popadają w euforię nowej hossy, radzę uważać. To, że najgorsze za nami nie oznacza, że będziemy stale zarabiać pieniądze. To zależy od czegoś zupełnie innego. Wracając do Dow’a można łatwo zauważyć, że linia trendu spadkowego została definitywnie naruszona i można uznać, ze teraz stanie się wsparciem. Jednak jest małe ale… To wybicie może być fałszywe, jest zbyt małe by uznać, że spadki nie powrócą. Z drugiej strony nie można być negatywnie nastawionym. Indeks nie jest samodzielnym tworem, jest związany z akcjami firm wchodzących w jego skład, a tu nie spodziewamy się sensacji. W 2010 roku firmy nie powinny zawieść akcjonariuszy i wypracować zysk zbliżony do oczekiwanego. Jedynym powodem do niepokoju mogą być ewentualne podwyżki stóp procentowych. Jednak po sporej korekcie obecne wzrosty powinny się utrzymać i rynek byka powinien pozostać z inwestorami na dłużej.
Podobnie wygląda rynek w Europie. Dwa reprezentatywne indeksy: FTSE100 (Wielka Brytania) i DAX30 (Niemcy) odrobiły kolejno 56% i 45% spadków. To dość dobrze odzwierciedla sytuację zza Oceanu. FTSE także przebił linię trendu spadkowego, ale w tym wypadku martwić może stan gospodarki Wielkiej Brytanii, który w odniesieniu do skali kraju i innych czynników realnych, jest dużo gorszy niż np. w USA. Tu trzeba być ostrożniejszym w ocenach. Wydaje mi się, że FTSE będzie dotrzymywał kroku DJIA, lecz z tendencją do kroczenia w bok. Natomiast u naszych zachodnich sąsiadów sytuacja jest jeszcze bardziej clear. Problemy gospodarcze powoli mijają, linia trendu spadkowego dawno przebita, stabilna sytuacja w kraju i dość wyważone oczekiwania inwestorów. Niespodzianek nie będzie, ale tak naprawdę wszystko zależy od USA i Chin, bo to ich interakcje będą wyznaczały trendy na światowych parkietach.
Teraz kolej na Azję. Interesują nas dwa indeksy: NIKKEI 225 (Japonia) i HSCEI (Chiny). Dawno nie analizowałem rynków azjatyckich i trudno mi się wypowiadać na temat sytuacji gospodarczej, poza kilkoma powszechnie znanymi faktami. Warto zauważyć, że trudności jakie przeżywała Japonia miały mocne odzwierciedlenie w indeksie giełdowym. Ten nadal pozostaje poniżej poziomu 10 tys. (szczyty przed kryzysem to 18 tys.), co może mówić wiele o oczekiwaniach dot. japońskiej gospodarki. Odrobienie „tylko” 30% spadków nie nastraja optymistycznie. Jak na razie warto wstrzymać się z jakimikolwiek inwestycjami na japońskim rynku, który ma raczej tendencje do spadków, szczególnie, że jak widać na wykresie ostatnie wzrosty „im nie wyszły”. Chiński rynek jest jakby przeciwieństwem japońskiego. Zawsze był dynamiczny i teraz także pokazuje swoją „siłę” (a raczej siłę spekulacji). Odrobienie ok. 55% strat, dynamiczny trend wzrostowy i całkiem dobrze trzymająca się gospodarka pozwalają uznać ten rynek za niemal idealny. Skoro wszyscy wiedzą, że Chiny ratują tyłek USA, to wolą się zająć ich rynkiem. Widać bardzo silną korelację. Tu zdecydowanie można mówić o dalszych wzrostach i ten indeks powinien być jednym z lepszych w roku 2010, a na pewno najbardziej zmiennym.
Warto też wspomnieć, ze obecnie indeksy giełdowe maja dużą dodatnią korelację ze złotem($1150 za uncję) i ropą naftową ($77 za baryłkę). Kryzys wszystko zmienił i jak rośnie to wszystko, a jak spada to tak naprawdę nie wiadomo co. Nie mają przełożenia żadne stare powiedzenia, że złoto jest ucieczką od „papierów”. Raczej fundusze dywersyfikują działalność spekulacyjną i na rynki akcji i na rynki surowcowe. Dlatego warto się zainteresować MAT (Międzyrynkową Analizą Techniczną) i badać zależność ruchów na giełdach od cen surowców. Szczególnie, ze złoto wchodzi w obszary zupełnie nieznana i wcale tak szybko nie zamierza z nich wyjść.
Na koniec wracam do Europy i pozostawiam polski akcent. Choć GPW rynkiem światowym nie jest i nie będzie, to warto zobaczyć co się tu dzieje. Właściwie podążamy z inwestorami ze Stanów Zjednoczonych, ale odrobiliśmy ledwie 40% spadków. Wszyscy, którzy podniecają się tymi wzrostami powinni przemyśleć jeszcze raz sytuację. Choć gospodarka nie ma się źle, to deficyt budżetowy i implikacje z tym związane mogą zaszkodzić sytuacji ogólnej. Poza tym rynek jest płytki i bardzo narażony na spekulację. O ile głębokie spadki są nam raczej niegroźne, to korekta do poziomów 2150 pkt. jest możliwa. W dłuższym terminie będziemy podążać za światowymi parkietami, ale nie należy się spodziewać rewelacji. Za to dobrze by było, gdyby obroty wróciły do poziomów 3 mld dziennie, a nie 1,5 mld. I to w zasadzie by było na tyle.







W środę podane zostaną dane na temat stóp procentowych i jeszcze kilka ciekawych makroekonomicznych informacji dotyczących Polski. Zobaczymy jak na to zareaguje WIG20. Chociaż podobno dużo ma się nie zmienić jeżeli chodzi o stopy procentowe.
Dobry artykul ale chcialbym napisac troche uwag.
1) co do roznych rynkow to nalezazy tez wziasc pod uwagie wkursy walutowe. Japonskie Nikkei w dolarach zyskal o wiele wiecej niz 30%
2) rynki wzrastaja nie dlaego ze sytuacja ekonomiczna sie poprawila tylko dlatego ze pieniadze sa rozdawane za darmo. Carry trade sie przelozyl na dolary, ludzie pozyczaja w dolarach i potem kupuja instrumenty z wiekszym ryzykiem. kiedy wszyscy beda nagle zmuszenie splacic spowrotem nastapi brak dolarow i wszyscy beda musieli sie wycofuwac ze swojich pozycji. czuli moze nastapic jeszcze gorszy spadek niz w 2008.
3) wzrosty z roku 2006 2007 byly z powodu zapozyczania sie amyrakonow co pedzilo cala swiatowa konjuktore do przodu. zyski nie bede juz tak duze jak w tych latach a wiec musi nastapic korekta albo w cenie akcji albo zyski musza sie wielokrotnie powiekszyc.
powodzenia
Andreas
Stopy pozostaną bez zmian do wyklarowania się poglądów nowej rady, czyli nie am szans na zmiany, chyba, ze te sowa były specjalnie powiedziane by dokonać manipulacji.
Cóż, trzeba wziąć pod uwagę waluty, ale tylko dla inwestorów zagranicznych. Dla Japończyków wciąć będzie to 30%, a przecież oni też tak samo spekulują jak inwestorzy zagraniczni.
Wzrastają, bo wzrastają, nie ważne czemu. Ważne, ze w dłuższym terminie dążą do odzwierciedlenia sytuacji makro. Na pewno nie teraz i na pewno nie na szczycie bańki, ale „w połowie” z tych dróg jest jakiś punkt odzwierciedlający stan gospodarki w przyszłości (wskaźnik wyprzedzający).
Napisałem, ze zyski będą zbliżone do oczekiwań. Moim zdaniem nastąpi po prostu korekta oczekiwań.