W Internecie pojawiają się pewne informacje w reakcji na ostatnio-tygodniowe umocnienie się złotego. Szczególnie dobrze widać to na EUR/PLN. Media tłumaczą, że teraz kilka banków skupiło się na umacnianiu złotego i budowaniu pozycji spekulacyjnej. Ale czy to rzeczywiście spekulacja, czy może raczej konsekwencja kilku czynników, które spekulacją nie są? Prawda leży pewnie gdzieś po środku, ale zapraszam do przeczytania mojej „teorii”.
Najłatwiej powiedzieć, że to spekulacja. Zwykle ma się rację, bo spekulacja to nieodłączny element rynku walutowego, który w dłuższym terminie powinien prowadzić do oddania tendencji w gospodarce danego kraju w kontekście jego otoczenia. Ale nie zawsze powiedzenie, ze to spekulacja, jest prawdą. Jednak na początku trzeba pomyśleć o tym, gdzie jesteśmy. Poziomy 2,74 i 4,09 są z punktu widzenia zdrowego rozsądku i jakiegoś kontekstu gospodarczego, sensowne. Obecnie, w zakresie kilku tygodni (bo rozpatrujemy średni termin, na wykresach tygodniowych) MACD może pokazać kolejny sygnał sprzedaży. Na tym interwale takie sygnały są raczej mało mylne, pod warunkiem, że wybieramy tylko te zgodne z kierunkiem obecnego trendu. USD/PLN jest obecnie na zniesieniu 61,8% całego ruchu osłabiającego, co może budzić wątpliwości co do dalszych spadków. Pragnę jednak przypomnieć, że USD/PLN jest parą składaną, więc nie sądzę by miało to duży wpływ. EUR/PLN ma przed sobą wsparcie na poziomie 4,06 (50% ruchu), które wcześniej już było testowane. A potem droga wolna do 3,92. Nie ma sensu robić bardziej skomplikowanej analizy, dorzucać innych wskaźników, bo sytuacja wydaje się dość jasna, a prognozy na długi termin nie są zbyt dokładne. Dlatego nie będę tu przytaczał prognoz pewnych instytucji finansowy. To tyle jeśli sugerować się analizą techniczną.
Skoro już orientujemy się w naszym miejscu na rynku, mogę wyjaśnić swoją koncepcję. Nie zakłada spekulacji na umocnienie złotego, bo wg tego, co uważam, złoty powinien niedługo zacząć się osłabiać. Obecny ruch to tylko wymiana walut. Moim zdaniem rozpoczęła się spekulacja na oczekiwania dot. stóp procentowych w Polsce. Właściwie zaczęło się to już o wiele wcześniej, a teraz osiąga kolejną fazę. Jak można przeczytać, przetargi na bony skarbowe MF w tym miesiącu się nie odbędą. Wynika to z dużej nadpłynności w sektorze depozytów bankowych. Banki mają pieniądze, lecz nie udzielają z nich kredytów, a inwestują je w instrumenty krótkoterminowe lub jeśli nie mają jak, to lokują je w NBP. A to oznacza, że już teraz banki posiadają multum bonów skarbowych i obligacji. Zagraniczne instytucje finansowe też. A żeby je kupić potrzebne są złotówki. Tajemnica się wyjaśnia. Obecny dłuższy ruch umacniający walutę to wymiana pieniędzy, aby kupić obligacje lub zając odpowiednie pozycje w innych instrumentach. Wystarczy spojrzeć na WIBOR 3M lub 6M aby stwierdzić, że okres niskich stóp procentowych się kończy. Czyli pozycje zajmują już ostatni z ostatnich. Gdy stopy procentowe zaczną wzrastać (ceny obligacji spadać) większość zacznie redukować pozycje i złoty zacznie się osłabiać. Co więcej, ci, którzy już teraz zajmują pozycje w OIS’ach, IRS’ach czy kontraktach FRA, muszą czymś finansować swoją pozycję (lub ją zabezpieczać). To także ma wpływ na rynek walutowy. Do tego wszystkiego dochodzi niska płynność złotego, ponoć 50 mln wystarczy by poruszyć rynek. W końcu waluta to też element powiązany ze stopami procentowymi. Także zakup waluty jest jak najbardziej wskazany przy oczekiwanych podwyżkach stóp procentowych. Pytaniem właściwym jest, który z tych czynników przeważy? Moim zdaniem, realizacja zysków będzie silniejsza, niż przepływy w związku z finansowaniem pozycji. Szczególnie, że część zysków może zostać przeznaczona na właśnie finansowanie. Dlatego ja nie podzielam tak optymistycznych prognoz i obecną silną złotówkę traktuję jako punkt zwrotny.

