Popyt wreszcie ukształtował wyraźne tendencje i cena złota przekroczyła granicę 1050 dolarów za uncję. Jeśli ta cena (powyżej 1050) utrzyma się do końca tygodnia do zamknięcia rynków to możemy mówić o znaczących zmianach. A jak na razie wszystko na to wskazuje, a wielka biała świeca na wykresie w skali tygodniowej napawa optymizmem. Czy to oznacza, że obawy o dolara są potwierdzone? Ja tak nie uważam.
Wielu analityków mówi, że rosnąca cena złota jest właśnie procesem dyskontowania informacji o tym, że wiele światowych gospodarek, mówiąc kolokwialnie, nie chce dolara, tj. chce wprowadzić rozliczenia na podstawie innych walut lub koszyków innych walut. Inni mówią, że to z powodu niskich stóp procentowych, co dyskontuje obawy przed przyszłą inflacją. Dlaczego oba te tłumaczenia mnie nie przekonują?
Po pierwsze, dolar nie upadnie z dnia na dzień, to nie jest proces, który potrwa kilka miesięcy i się zakończy. Siła nabywcza dolara regularnie słabnie przez ostatnie stulecie i będzie nadal słabnąć aż do punktu krytycznego. Dlatego uważam, ze to proces, który potrwa około kilkunastu lat, a nie kilku miesięcy. Poza tym, nikt nie zaryzykuje gwałtownej wyprzedaży dolara, bo nie będzie narażał także siebie na konsekwencje tego ruchu. Dlatego dolar nadal będzie się trzymał, choć powoli, ale zaznaczam tu słowo powoli, będzie zastępowany tam, gdzie jest to proste i ekonomicznie uzasadnione. Bo raczej trudno wyobrazić sobie cenę ropy czy złota podaną w jednostka koszyka walut.
Po drugie, przyszła inflacja to rzecz dość odległa. Na razie produkcja nie jest maksymalna (duże uproszczenie), a popyt na większość dóbr nie przekracza poza wartości średnie. Jest problem z odbiorcami, gdyż teraz nie wszystkie dobra są potrzebne. Zanim popyt wzrośnie na tyle, aby móc wywołać presję inflacyjną minie jeszcze rok albo półtora. Wtedy banki centralne powinny zareagować odpowiednio. A ceny nie dyskontują tak odległej przyszłości. Dyskontują obecne obawy dot. tej przyszłości. A te obawy są nieuzasadnione. Obecnie mamy np. w strefie Euro inflację ujemną, co oznacza, że ceny spadły. Nie należy tego mylić z pojęciem deflacji. Deflacja jest zjawiskiem występującym przy ograniczonej podaży pieniądza, a teraz mamy nadpodaż (ja tak to nazwałem). Dlatego nie wszystko jest takie proste, a co więcej – u nas w Polsce jakby nieodczuwalne. Choć to też zbyt ogólnikowe stwierdzenie.
Co do złota to moje prognozy się nie zmieniają. Jestem święty, bo to jest fala trzecia, która swe granice osiągnie gdzieś w okolicach ~1150 dolarów. Potem czeka głębsza korekta i ostateczny wierzchołek. W przeciągu kilku(nastu) tygodni zostanie on wyznaczony, choć z pewnością poniżej 1400 dolarów za uncję. Takie poziomy (i może nieco wyższe) będą osiągalne w perspektywie kilku lat, a nie tygodni. I to przy zachowaniu obecnych tendencji w spekulacji, bo te ceny są wynikiem bardziej tych działań niż przesłanek fundamentalnych. Dużo bym dał, żeby poznać targety dużych funduszy spekulujących na tym rynku.
Dlatego też przestrzegam przed raportami, które mówią o $1500 czy $2000 za uncję. Choćby nie wiem jakimi argumentami były podparte. Trzeba je analizować „na chłodno”. Przestrzegam także przed naganiaczami na zakupy kruszcu w formie fizycznej. Uważam, że jeśli podliczymy zmianę cen, kursu złotego, inflację, koszt alternatywny, koszt przechowania to nie osiągniemy ponadprzeciętnej stopy zwrotu, a w takim wypadku da się znaleźć bardziej efektywną i płynną inwestycję.
A jak Ci wyszło 1150? Bo mi wychodzi trochę wyżej, choć niewiele w sumie…
A ile wyżej? Bo mi też trochę wyszło, ale zaokrągliłem to i odjąłem margines bezpieczeństwa.
Jest podane w wątku z moimi prognozami
Sprawdziłem, mi dokładnie wyszło silne zgrupowanie na poziomie 1148-1152, z zachowkiem proporcji do 1156, ale doszedłem do wniosku, że to się po-środkuje tak mniej więcej 1150.
http://www.waluty.com.pl/a57141-zlota_hossa_trwa_w_najlepsze___jak_dlugo_.html
Tu jest nawet ciekawie napisane, od samego początku nie podoba mi się układ fal, ale w sumie sytuacja jest wystarczająco pewna, żeby zagrać. Można wykręcić dobry R..
Z tym, że można wykręcić dobry R/r się zgadzam. Ale ta prognoza ma dla mnie zbyt krótki okres analizy, tj. za krótka seria danych. Miesiąc? Do takich prognoz pół roku jest ok, wtedy mogę prognozować nawet z dokładnością do 4-5 godzin.
W ogóle złoto ostatnio nakręca ludzi, a tak naprawdę, jeśli nie spekulujemy kontraktami, to nie jest to wcale aż tak opłacalne.
Złoto jest podobnie opłacalne, moim zdaniem, jak EUR/USD czy inne pary, zależnie od sytuacji, ale jakieś super nie jest specjalnie.
Chłopacy z XTB mają podobną analizę:
http://www.xtb.pl/strona.php?komentarz=12007
A tak z ciekawości, patrzyłeś na ceny obligacji? Zgodnie z MAT powinny wykazywać skłonności spadkowe (jeżeli złoto ma rosnąć).
I skąd w ogóle można wziąć jakieś sensowne ceny obligacji USA?
Pamiętam że czasami je analizujesz..
TNOTE (10 letnie skarbowe) są na XTB.
Czy warto? Nie, nie warto, gdyż teraz złoto jest oderwane od oczekiwań inflacyjnych. Bo wiadomo, że jeśli złoto rośnie to ceny obligacji spadają (bo ma wzrosnąć stopa procentowa). Tyle, że teraz mamy specyficzną sytuację i moim zdaniem, nie mają zastosowania obecne zasady. Dlatego byłbym ostrożny badając korelację cen obligacji i złota.,
Ja mam na myśli inwestycję w złoto w sensie fizycznym jako nieopłacalną.
Też kiedyś pisałem na swoim blogu sceptycznie o tym złocie, ale jesteśmy w długoterminowym trendzie wzrostowym i kto wie jakie ceny możemy jeszcze ujrzeć. Gdy trend trwa to trzeba go wykorzystać. Tak przy okazji zapraszam do wymiany linków.
Pozdrawiam
Arkadiusz