Ta notka miała się ukazać w niedzielę, ale dopiero wczoraj podłączono mi Internet. Tak, już się przeprowadziłem, a to oznacza, że teraz z jednej strony będzie czas a z drugiej nie. Niemniej, nie będzie aż tak źle. Dzisiaj chcę opowiedzieć coś na temat odcinania się od przeszłości – kiedy, w jakich okolicznościach i w jaki sposób to robić. Opowiem na swoim przykładzie. Mam nadzieję, że nie będzie to strasznie nudne i ktoś kiedyś na tym skorzysta.
Jako rozszerzenie powiem jeszcze, że to jakby uzewnętrznienie mojego stosunku do mojej przeszłości i zamknięcie pewnych spraw. A że można zrobić z tego pseudo-poradnik to czemu by nie skorzystać? Teraz mam jedyną i niepowtarzalną okazję, aby oddzielić przeszłość od teraźniejszości, zacząć od nowa, ale nie od nowa. Bo to jest cały sens tej polityki zrywania z przeszłością – nie można zerwać całkowicie, należy wynieść rzeczy najważniejsze, najlepsze ze sobą i stosować je w nowym etapie życia. Bo polityka grubej kreski oznacza odkreślenie tego, co nic nie wnosiło do naszego życia.
Przeprowadziłem się. Zmiana miasta wymusza zmianę przyzwyczajeń. Nie tylko dotyczących komunikacji i poznania schematu ulic i miejsc w nowym mieście. Teraz muszę być bardziej samodzielny i choć wcześniej byłem, to byłem prawie. Teraz jestem w 95%. Bo dopóki jest druga osoba, w tym przypadku aż 2 (rodzice) to nie będę sam i w związku z tym nie muszę być w pełni samodzielny. To dość wygodne. Kolejną sprawą jest większe tempo i nadmiar informacyjny. I o wiele więcej ludzi na ulicach w porównaniu do mojego poprzedniego miejsca zamieszkania. Ale do rzeczy…
Nowe miasto, większość nowych znajomych (z poprzednich kontaktów, z rodzinnego miasta, zostało może 10 osób), kolejny szczebel edukacji, nowe perspektywy rozwoju, inny rynek pracy, inni ludzie. Początek. Teraz, bardziej świadomy, zdecyduję jak i w którą stronę to poprowadzić. Z drugiej trony nie rezygnuję z Forexu, kontakty z nim związane dalej pozostają, ciągle doskonalę się w tym kierunku, nawiązywanie relacji międzyludzkich też wynoszę z przeszłości. Nie zrywam kontaktu z rodziną, nie neguję wielu doświadczeń z życia, które wiele mnie nauczyły.
Wszystko to prowadzi do znalezienia punktu równowagi w nowym miejscu, do zwiększenia standardu życia. Ja już odczuwam ogólny wzrost standardu, choć w pewnych aspektach on spadł, a w innych wzrósł. Globalnie wychodzi na plus, a szczegółowo można się tym zająć w późniejszym terminie. I właśnie o naszą przyjemność tu chodzi. Zmiana miejsca, otoczenia jest dobrym motywatorem do zmian. Ale czy to oznacza, że zmian nie można podejmować w innych sytuacjach? Można, tylko zmieniając wszystko jest łatwiej. Przynajmniej dla mnie.
Zmiany powinniśmy wprowadzać w życie od razu, gdy o nich pomyślimy. Jeśli kogoś nie lubimy to mówimy mu o tym i zrywamy kontakt. Po co męczyć się z kimś, kto nic do naszego życia nie wnosi. Jeśli nie lubimy naszego porannego wstawania, to np. idźmy wcześniej spać. Oczywiście nie każdą zmianę da się wprowadzić od razu – nie zmienimy pracy z dnia na dzień. Ale w miesiąc – dwa tak. Oczywiście, jeśli mamy kwalifikacje i istnieją odpowiednie oferty. Wtedy wystarczy opracować plan zmian. I powoli wprowadzamy go w życie. Najważniejszy jest zawsze pierwszy krok.
I takich małych zmian, codziennie, sobie i wszystkim życzę….