Często zastanawiamy się, dlaczego nasze życie nie jest takie jakie chcemy, żeby było. Problem wynika najczęściej z braku działań w tym kierunku. Gdy już uświadomimy sobie ten fakt i zaczynamy działać, pojawia się problem: jak działać. Możemy wykorzystywać różne metody zarządzania, tak aby nasze życie nabrało pożądanego kształtu. Może to być ustalanie sobie celów, szukanie alternatyw lub dążenie do zmian. Ja chcę odpowiedzieć jak można zastosować japońską metodę zarządzania o nazwie Kaizen. Czy metody stosowane w dużych korporacjach mogą pomóc w uczynieniu życia lepszym? Zdecydowanie tak.
Tak zaczyna się kolejny z moich artykułów dotyczących zastosowania metod używanych najczęściej w biznesie do poprawy swojego życia. W komentarzach do artykułu pt. „Jak wykorzystać swoje życie i być z tego zadowolonym?” Yigrashill wspomniał o metodach Kaizen. W momencie pisania swojego komentarza nie wiedział, ze pojawił mi się w głowie pomysł napisania właśnie o tym. Pomysł potrzebował około trzech miesięcy aby dojrzeć i zamienić się na elektroniczny artykuł. Po raz kolejny podczas tworzenia odkryłem coś nowego w sobie i przedstawiłem swój obraz życia. Życia o wysokiej jakości (niekoniecznie materialnej).
Artykuł opowiada o zastosowaniu filozofii Kaizen oraz metody 5 WHY do ciągłego ulepszania swojego życia. Mówi o tym, jak można wybierać elementy wymagające zmian, kiedy zmiany staja się nieopłacalne, jak odpowiednio formułować pytania. Przedstawia też ogólny zarys potrzeby samorozwoju. Definiuje względność stanu idealnego, który istnieje, ale nigdy w formie bezwzględnej. Całość jest opatrzona ciekawymi przykładami. Choć nie jest to artykuł stricte o metodach Kaizen, to mówi on o tych samych aspektach używając prostego słownictwa. Nie ma natomiast odniesień do sfery biznesowej. A wszystko to i jeszcze więcej można przeczytać:
- „Jakość naszego życia a… my sami” na portalu EIOBA;
- „Jakość naszego życia a… my sami” w wersji PDF;
Zapraszam do wyciągania wniosków, komentowania, wytykania błędów i merytorycznej dyskusji. I oczywiście oceniania. A jeśli ktoś ma jakieś uwagi, inne przykłady, sytuacje, które były niewymienione w artykule to zapraszam do podzielenia się tą wiedzą.
A z przyszłościowych artykułów? Jeśli czas pozwoli to postaram się opisać Total Quality Management oraz metody zarządzania wiedzą w kontekście ulepszania swojego życia i samorozwoju, czyli także efektywnej nauki. Yigrashill – jeśli masz jeszcze jakieś pomysły – pisz! Ciekawe czy wcześniej o nich pomyślę.
Oczywiście, że coś napiszę. :)
Praktycznie rozwinąłeś temat, więc mogę tylko dopisać parę słów co do samej realizacji celu oraz błędów jakie możemy popełnić.
Wiadomo, że nasze życie nie jest różowe i są czynniki stojące na jego drodze. Monotonia może doprowadzić do zatarcia naszych dążeń, codzienne powtarzanie, często nie praktycznych rzeczy może zmienić naszą postawę. Często w realizacji celu natrafiamy na przeciwności, których wcześniej nie można było przewidzieć . Jak na nie zareagujemy ?
Czy przestraszymy się i powiemy że to nie dla mnie ?
Jest to problemem z jakim może się spotkać człowiek. Ludzie różnie reagują na porażki,
Ktoś się załamie ,ktoś inny będzie biegł dalej.
Lecz największy problem istnieje wtedy gdy zapominamy do czego dany cel ma dążyć. Jak dobiegniemy do mety będziemy z tego powodu szczęśliwi(także jak będziemy biegli), czy że tak powiem stracimy sęs życia, radość z osiąganch celów
Nasza postawa to może rozstrzygnąć .
Realizacja celów polega na odpowiedniej postawie. Nasze cele powinny nam dawać na każdym etapie radość, inaczej możemy zapomnieć o ich osiągnięciu , bo potkniemy się na pierwszej przeszkodzie i dalej już nie pobiegniemy.
Sam popełniłem taki błąd i nawet się w tym wszystkim trochę pogubiłem:) więc o tym piszę
Można by było stworzyć następny temat dotyczący postawy człowieka w realizacji swoich mażeń
Moje przemyślenie ma większy bądź mniejszy sens, ale tak to odczuwam. Dla aktywnych altruistów, może się to wydać banalne, lecz nie wszyscy tacy są…
Genialne :)
Moim zdaniem, fakt ze nie jestesmy zadowoleni ze swojego zycia wcale nie musi (chociaz moze) wynikac z faktu, ze nic nie robimy w tym kierunku. Nie kazdy jest leniwy…
Zasadniczo nie lubie wypowiadac sie na tematy egzystencjonalne, ale z uwagi na fakt, ze wlasnie przechodze dosc trudny okres przejsciowy, napisze kilka slow na temat realizacji marzen zwiazanych z inwestowaniem na rynkach finansowych.
Prawdopodobnie kazdy, kto zaczyna przygode z Fx, marzy o tym zeby po prostu jak najwiecej zarabiac, a szczytem tych marzen (ktore w wiekszosci wypadkow okazuja sie mrzonka, byc moze wlasnie z lenistwa albo braku wytrwalosci) jest utrzymywanie z Foreksu. Warto sobie zadac jednak pytanie czy w pogoni za tym, co uwazamy za szczyt szczescia, nie tracimy znacznie cenniejszych rzeczy? Czy nawet w sytuacji jezeli dajmy na to, zarobimy na Foreksie np. na najnowszego mercedesa SL, rzeczwiscie bedziemy szczesliwymi ludzmi? Jezeli ktos by mi zadal takie pytanie jeszcze kilka miesiecy temu, to bym go wysmial, i pewnie nawet nie tracil czasu na rozmowy i jalowe dyskusje z idiota. Jednak dzisiaj widze to zupelnie w innym swietle….
Zawsze chcialem zbudowac solidny i skuteczny system, ktory bedzie zarabial w roznych warunkach, system na tyle uniwersalny, ze oprocz Fx bedzie mozna z powodzeniem go uzywac rowniez np. rynkach towarowych. System jednoczesnie na tyle prosty i przejrzysty, ze jego stosowanie nie bedzie wymagalo zbyt wielkiego nakladu czasu. Wiem, ze taki system wydaje sie byc mrzonka, swietym Graalem, iluzja, naiwnym, infantylnym zludzeniem, ktore nigdy nie stanie sie rzeczywistoscia. Najsmieszniejsze jest jednak to, ze wydaje mi sie, ze taki system udalo mi sie zbudowac. Fakt, jak na razie nie przynosi porazajacyh zyskow, bo w zasadzie w ogole ich nie ma, i oczywiscie moze sie okazac ze jest nic nie wart albo nie bedzie zarabial w dluzszym terminie. Oczywiscie jest to mozliwe…
Jednak nie pisze tego, zeby udowadniac zalety mojego najnowszego sposobu inwestowania, bo po prostu czas pokaze czy jest dobry czy nie…
Chcialbym jednak pokazac, ze w pogoni za marzeniem, iluzja, pozornym szczesciem, mozna stracic cos znacznie cenniejszego nawet w sytuacji, gdy sie nam nasze nasze cele uda zrealizowac.
Dlaczego jest tak, ze np. w ostatnim czasie zamiast analizowac wykresy gieldowe, w celu maksymalnego wykorzystania potencjalu mojego najnowszego systemu, siedze przed telewizorem i ogladam z wypiekami na twarzy relacje z bitwy o KDT, oraz jednoczesnie sie zastanawiam jakby to bylo, gdybym znowu pracowal w ochronie? Z ekonomicznego punktu widzenia to absurd, pensja ochroniarza jest kompletnie nieadekwatna do ryzyka w pracy, poza tym na Fx moge zarobic znacznie wiecej, siedzac spokojnie przed komputerkiem i popijajac kawke… Bez obawy i stresu, ze jakis pseudokibic rzuci sie na mnie z baseballem i nie dam mu rady…
Dlaczego w ogole wiec sie nad tym zastanawiam? Moze dlatego, ze jak pracowalem w ochronie, i np. jechalem na interwencje albo zastawialem pulapki na zlodzei w ciemnych uliczkach, po prostu czulem ze zyje? Moze dlatego ze chodzilem do pracy jak na skrzydlach, nawet jezeli niezbyt wiele zarabialem, i byly momenty ze mozna sie bylo zesrac ze strachu…
Kiedy podobne emocje odczuwalem w czasie gry na Fx, ustawialem wieczorem zlecenie oczekujace a z rana sprawdzalem z wypiekami na twarzy, czy sie zrealizowalo czy nie. Wstawalem o szostej rano i studiowalem arkana teorii Elliotta (podobno rano umysl pracuje najlepiej i mamy wtedy najlepsza pamiec). Konstruowalem skomplikowane uklady falowe na roznych rynkach i cieszylem sie jak dziecko, kiedy rynek zachowal sie tak, jak oczekiwalem. Nawet jezeli nic na tym nie zarobilem…
A dzisiaj musze sie zmuszac, uzywac sily woli, zeby w ogole usiasc przed komputerem i zrobic jakakolwiek analize. Oczywiscie nie zawsze, ale takie sytuacje sie zdarzaja. Dzisiaj, kiedy mam juz praktycznie gotowy system, ktory w pewnym sensie mysli za mnie, czasami nie chce mi sie go stosowac…
Dlaczego tak sie dzieje? Moze po prostu jestem glupi..
Probuje sobie wmawiac, ze moje zniechecenie wynika z braku zyskow w ostatnim czasie, ale czy nie oszukuje samego siebie?
Mialem przeciez znacznie trudniejsze okresy, znacznie wieksze straty, DD nie raz i nie dwa dochodzilo do 30%, co jednak nie mialo zadnego wplywu na moja motywacje…
Probuje sobie wmawiac, ze jezeli pojawia sie sensowne, satysfakcjonujace zyski, bedzie tak jak dawniej…
Ale czy rzeczywiscie tak bedzie???
Dlaczego w ogole zastanawiam sie zeby pojsc do pracy? Przeciez mam w tej chwili na tyle komfortowa sytuacje finansowa, ze nawet jezeli nic nie zarobie przez 2-3 miesiace, i tak bede mial z czego zyc..
To nawet nie jest kwestia pracy w ochronie, ale po prostu coraz czesciej krazy mi taki pomysl, zeby po prostu gdzies sie zatrudnic, wyjsc do ludzi, a nie tylko siedziec przed komputerem i wypatrywac sygnalu…..
Najsmieszniejsze jest to, ze zawsze marzylem o takiej sytuacji. Zbudowac dobry system, grac, zarabiac, i miec wszystko w dupie… Tylko dlaczego ciagle mi czegos brakuje?
Moze ja po prostu sam nie wiem czego chce?
Na mojej uczelni poznalem bardzo fajna dziewczyne. Przez cale piec lat nauki marzylem, i oczywiscie dzialalem w tym kierunku, zeby z nia byc. I paradoksalnie nawet mi sie to udalo, chociaz dopiero na piatym roku. Ale gdy ta rownie piekna co inteligentna dziewczyna zaczela interesowac sie moja skromna osoba, gdy istniala realna szansa, ze bede mial dziewczyne swoich marzen, ja skoncentrowalem sie calkowicie na foreksie. Dochodzilo do takich absurdalnych sytuacji, ze jedziemy razem samochodem, ona cos opowiada, a ja jej nawet nie slucham, bo przeciez jest niedziela i trzeba ulozyc sobie w glowie plan gry na nadchodzacy tydzien. Bylo to w tym roku na wiosne, kiedy los sie do mnie usmiechnal, i zeslal znaczna ilosc gotowki do mojej kieszeni, ktora trzeba bylo przeciez dobrze zainwestowac.
A kolezanka, ktora wczesniej byla wrecz ucielesnieniem mojego idealu dziewczyny, nagle stala sie tylko i wylacznie przeszkoda na drodze do marzen zwiazanych z Foreksem. Pytanie tylko czy podjalem sluszna decyzje, nie poswiecajac jej tyle czasu ile potrzebowala? Czy warto bylo zlozyc nasz dopiero powstajacy zwiazek na oltarzu pieniedzy z Foreksu? Czy rzeczywiscie to co uznajemy za szczyt marzen, idylle, pelnie szczescia, jest tym czego naprawde potrzebujemy?
A moze czasami w pogoni za pieniedzmi, niezaleznie czy pochodza z Fx czy nie, warto sie na chwile zatrzymac, rozejrzec dokola, posluchac tego co ludzie maja do powiedzenia? Bo byc moze prawdziwe szczescie znajduje sie calkiem blisko, na wyciagniecie reki, a my go po protu nie dostrzegamy, widzac tylko i wylacznie na glowny cel, ktory wcale niekoniecznie musi nam przyniesc spodziewane szczescie…
Byc moze pisze bzdury, glupoty, ale ostatnio przechodze, jak to nazywam, okres przejsciowy, i po prostu mam takie rozne dziwne refleksje
My musimy się kiedyś spotkać, napić i porozmawiać.
Poruszyłeś zajebiście ważny temat. Sam jestem teraz w okresie przejściowym i mam podobne refleksje, szczególnie, że poznaję ludzi, z którymi będę studiował i widzę wyraźnie skok jakościowy w porównaniu z tym co było (bez urazy). W moim przypadku jest o tyle inaczej, że wiem czego chcę. Wiem też, że pieniądze to nie wszystko i są o wiele ważniejsze rzeczy. I tak właśnie realizuję swoją strategię życiową.
Ja nie mam zamiaru utrzymywać się z Forexu, doszedłem do tego jakieś 3-4 miesiące temu. Oczywiście to nie oznacza, że z niego zrezygnuję. Ja widzę siebie jako zarządzającego portfelami lub kogoś z dziedziny zarządzania aktywami. I dążę do tego. A spekulacja indywidualna to pełnoprawny, podkreślam pełnoprawny, dodatek do reszty. Pozwoli zwiększyć zasoby finansowe i jednocześnie dalej realizować swoja pasję – pełne zrozumienie rynków.
A że będę pracował dla korporacji? A co w tym złego? W razie strat pojadą mi po bonusie, ewentualnie jak będą duże to wywalą z roboty. Ale nie będzie sytuacji, że stracę wszystko. Duży może więcej i ci, którzy to rozumieją wiedzą co trzeba zrobić.
Życie stawia przed nami trudne sytuacje i każdą z nich trzeba traktować jako wyzwanie. Do tej pory sobie radziłem i myślę, że tak powinno być dalej. A jeśli się nie uda? Poproszę o pomoc.
Dążyłeś do życia z rynków i perfekcji w inwestycjach, budowy super systemu – innymi słowy oddałeś się rynkom. Po to aby mieć wszystko w dupie. A mieć wszystko w dupie to mieć tez dystans do rynków. Tylko wtedy byłby to pełny „tomiwisizm”.
A ja mam właśnie teraz najbardziej na wszystko wyje***ne, bo życie jest tylko jedno. jest zbyt krótkie i zbyt brutalne, żeby je marnować. I ja stan równowagi odnalazłem w ciągłych zmianach. Bez zmian nie ma stanu równowagi.
@Jason Bourne – dzięki, że to napisałeś. Uświadomiłeś mi właśnie kilka ciekawych rzeczy. I to jest coś naprawdę wartościowego…