Nigdy wcześniej nie sądziłem, ze przyjdzie mi krytykować demokrację. A jednak taki dzień nadszedł, szkoda, że nie wcześniej. Z każdym dniem uczę się czegoś nowego, tym razem padło na demokrację. Niestety muszę uprzedzić, że nie znajdziecie tutaj żadnych wezwań anarchistycznych i totalitarnych. Nadal lubię demokrację, ale demokrację racjonalną, a nie wspomnianą w tytule hiperdemokrację. Jednak ma nieustanne wrażenie, że ona nam grozi…
Właściwie czym jest hiperdemokracja? Polega ona na tym, że każdą decyzję podejmuje ogół ludzi zaangażowanych w daną sprawę. Nie wybierają oni przedstawicieli, angażują się mocno w działalność społeczności i żądają by każda nawet najmniejsza decyzja była przegłosowana. Wydaje się sensowne, więc dlaczego nie jest to wyjście najbardziej optymalne? Otóż, dlatego, że niesie za sobą ogromne koszta organizacji głosowań1, powoduje opóźnienia w podejmowaniu decyzji2 a i tak znajdzie się ktoś, kto nie będzie zadowolony i zacznie lobbować an niekorzyść projektu. Co więcej taka forma demokracji budzi obawy przed manipulacją na każdym kroku. Jak wiadomo tłumy idą za liderami i o ile raz na 3-4 lata można to znieść (kampania wyborcze) to codzienne zmaganie z takimi sytuacjami doprowadzi do granic absurdu.
Cieszę się, że demokracja polega jedynie na wybieraniu przedstawicieli, a nie na bezpośrednim podejmowaniu decyzji. Abstrahując od jakości przedstawicieli, zwykły człowiek nie jest w stanie zrozumieć wszystkich przepisów prawnych, wagi poszczególnych aktów prawnych itp. Nie rozumiejąc treści byłby podatny na manipulację różnych „liderów” i w konsekwencji byłoby gorzej niż jest. Dlatego mam nadzieję, że mój pomysł „Demokracji XXII wieku” zostanie zastosowany tylko do wyborów przedstawicieli i nie da możliwości podejmowania wyboru każdemu. Niestety rzeczywistość jest przygniatająca i łatwo udowodnić, że nie każdy nadaje się do podejmowania ważnych decyzji. I to właśnie dla mnie ważna lekcja o demokracji – dopóki zdecydowana większość nie będzie zdolna do zaangażowania społecznego i podejmowania trudnych decyzji, dopóty demokracja w rozszerzonej wersji nie ma racji bytu.
Dlaczego wspominam o tym temacie? Bo w Internecie coraz częściej można się natknąć na taką formę demokracji. Nie trzeba daleko szukać, choćby serwis Wykop.pl. Już pojawiają się zarzuty do pewnej grupy osób o manipulację tym, co znajduje się na stronie głównej. Mówi się też o tzw. „sztucznym kreowaniu poglądów”. Co więcej pojawiają się tam różne osoby (tzw. trolle), które z niewiadomych przyczyn „zakopują” dość wartościowe informacje. O ile powód „nie nadaje się” można zrozumieć, bo jest jasny, to oznaczanie jakiegoś artykułu jako „SPAM” moja się chyba z rozumieniem tego pojęcia. Na Wykopie można znaleźć ciekawe treści, nawet na stronie głównej, ale sporo z nich spoczywa gdzieś w martwych odmętach wykopaliska. Szkoda. Czasem powody tego stanu rzeczy są idiotyczne. I to ma być demokracja? Gdzie jest moderacja ja się pytam?
Nie wiem czy takie problemy ma digg.com – pierwowzór Wykopu, bo nie oglądam tego serwisu zbyt często, ale jeśli nie ma (albo ma ograniczone) to może oznaczać, że albo serwis ma lepszą moderację, albo polskie społeczeństwo jest „intelektualnymi karłami” (by Zyx). Nie nastraja to optymistyczne.
- Nawet jeśli odbywają się w Internecie to trzeba przygotować pytania, informacje, podliczyć głosy – przy każdym „duperelu” to sporo pracy. [↩]
- Ludzie kłócą się o każdy detal, aż do momentu zadowolenia wszystkich. Trwa to czasem tydzień albo dłużej. Zmiana koloru strony internetowej nie potrzebuje takich dyskusji. [↩]
Temat stary jak swiat, i bardzo oklepany, ale nawet ciekawie ci to wyszlo