Ach, na tę datę czekałem bardzo długo. Ta data to 24 kwiecień. Dlaczego piszę o tym dopiero teraz? Matura i wszystko jasne. Czas na podsumowanie trzeciego roku edukacji na szczeblu średnim, stworzenie jednoznacznej opinii o mojej byłej już szkole i odpowiedzeniu sobie na pytanie, czy koniecznie trzeba wybrać mniejsze zło? Bo z perspektywy wszystko wygląda zupełnie inaczej. Ten felieton zapoczątkuję serię artykułów o systemie szkolnictwa w Polsce itp.
Jak dobrze poczuć wolność i niezależność w większym lub mniejszym stopniu. Tak i ja się czułem idąc na zakończenie roku klas maturalnych. Generalnie nie było to nic zachwycającego, około 1,5 godziny na dusznej sali, słuchanie „sztucznego” przemówienia itp. Ogółem próba pokazania „ciepłego” wizerunku. Ba, nawet zostałem poproszony na środek do odbioru nagród1. Potem rozdanie świadectw, kilka słów pożegnalnych i około 18 byliśmy wolni. Nic szczególnego, a wolność poczuło się już trochę wcześniej.
Jak wiadomo (poprzednie notki) marzec i kwiecień spędziłem na poprawianiu „durnot” i użeranie się z systemem biurokratycznym. Wiele z tych notek pojawiło się pod wpływem emocji i gdyby nie to, pewnie by ich nie było, ale wydaje mi się, że coś wniosły do obrazu polskiej szkoły. A w tej szkole nie radziłem sobie najgorzej. Średnia 4,67, około 300 godzin nieobecności i dużo wspomnień2. Niektóre dotyczą rzeczy lepszych (było śmiesznie) inne gorszych. To jak zostałem potraktowany na koniec powinienem przemilczeć. A zostałem potraktowany z niemieckiego, polskiego i geografii. Szkoda, że nauczyciel mówi jedno, robi drugie i nie daje potem już żadnych możliwości wyjścia z sytuacji. I nie chodzi tu o średnią, ale o zasady. O sprawiedliwe traktowanie ucznia3. Teraz to jednak nie ma już znaczenia.
Moja była już szkoła jak widać po tym co piszę, czy też słychać po tym co mówią w mieście, ucznia traktuje jak traktuje. Moja choroba była dobrym pretekstem do opieprzenia mnie itp., mimo, że wszyscy wiedzieli co mi jest i były przedstawione zwolnienia lekarskie. Straszono mnie też, że nie zostanę dopuszczony do matury z powodu nie-klasyfikacji z jednego przedmiotu. Tylko straszono. Zmarnowali mój cenny czas. A przecież tego można było uniknąć. To w ich interesie powinno leżeć, aby o szkole absolwenci mówili dobrze, a nie potem w wywiadach dla telewizji mówić, że absolwenci bzdury gadają i nie należy ich słuchać, bo to nieprawda. I to ma być dobra szkoła? Szkoła, która ma pomóc uczniowi jak najlepiej zdać maturę? Otóż nie. W matury niewielki wkład był ich. Większość uczniów chodziło na korepetycje, albo uczyli się sami.
Jeszcze słów kilka o pieniądzach. W każdej szkole obowiązuje zasada: „wydać jak najmniej na ucznia”, co nie jest logiczne, gdy szkoła jest placówką publiczną. Część pieniędzy przeznaczonych na studniówkę prawdopodobnie zasiliło budżet przeznaczony na monitoring. Płacąc 50 zł na catering na okres matur dostałem 2 butelki wody 0,33l i jeden batonik. Po pierwszym tygodniu niczego już nie było dla nas. Ale ktoś inny się najadł. Nie twierdzę, że to źle, ale przynajmniej mogliby nam wprost powiedzieć, że karmimy nauczycieli i nic z tego nie dostaniemy. Wielką łaskę robią, ze zwracają koszty podróży na eliminacje centralne olimpiad. Na inne konkursy nawet nie wysyłają z uczniami opiekunów, niech radzą sobie sami. Nie raz to się już zdarzyło. Motto: „Albo jedziecie sami i podpisujecie zgodę, albo mamy was w poważaniu i nikt nie jedzie.”.
Oczywiście moja szkoła ma też zalety. Dobre wyposażenie biblioteki i pracowni informatycznych4. Do tego dochodzi dobra lokalizacja w centrum miasta, obok 2 duże sklepy spożywcze, tani punkt ksero, park. Jeśli chodzi o infrastrukturę i zaplecze materialne szkoła jest bardzo dobrze przygotowana. Tylko zarządzanie i cześć kadry pedagogicznej szwankuje (delikatnie rzecz ujmując).
Niestety to dzieje się we wszystkich dobrych szkołach, które oczekują tylko sukcesów, a swoją robotę i tak musisz zrobić. Tylko nieliczne szkoły w Polsce promują swoich zdolnych uczniów. Przykre. Dlatego wybierając szkołę trzeba wybrać mniejsze zło i kryteriami staja się lokalizacja i zaplecze, zamiast jakość kadry pedagogicznej. Czy wybrałem słusznie? Bezpośrednia konkurencja mojego liceum lepsza nie jest. Też nie wysyła ludzi z opiekunami, też straszy nie-klasyfikacją itp. Wniosek? Robić swoje i mieć to gdzieś. Krzywdy z pewnością nikomu nie zrobią. Tylko trochę życie utrudnią. Inny wniosek? Wybrać mniejsze zło – jak zawsze. I walczyć o swoje. I życzę tym, którzy są w trakcie, albo maja liceum przed sobą, aby nie mieli takich problemów jak ja. Cieszmy się wolnością.
- Książki, które musiałem sobie sam kupić za określoną kwotę, potem był zwrot, a o wszystkim dowiedziałem się 2 dni wcześniej, więc wyboru dużego w książkach nie było. [↩]
- Niby średnia nic nie znaczy, ale ~0,08 to naprawdę niewiele, a nie wynikało to bezpośrednio z mojej winy. [↩]
- Mój znajomy jest podwójnym laureatem, brakowało mu jednej oceny do wyróżnienia i też został potraktowany. Nie dostał nawet szansy. [↩]
- Z których nigdy nie korzystaliśmy, za to biblioteka jest ok. Miłe panie i wszystkie książki jakich potrzeba. Te ekonomiczne też. [↩]
Witam na nowej drodze życia hehe ;]
Heh a ja się meczyłem 4 lata. I nie powiem nie ma co narzekac na moją była szkołe, co do czego to każdy nauczyciel pomógł a z dyrektorem to sie na Ty rozmawiało. To były świetne czasy. Tyle że to zadupie mojego miasta było, ale parki, lasy jeziora ehh
To masz szczęście, że właśnie taką szkołę miałeś, niestety u mnie, aby coś załatwić korzystnie dla siebie, trzeba było się nie mało namęczyć. I jak już to rodziców mieszać, bo z nas nikt poważnie nie traktował.