Jako, że jestem już w połowie egzaminów i mam chwile przerwy, postanowiłem odnieść się do ostatnich doniesień dotyczących wzrostu gospodarczego w Polsce. Doniesień z nie byle jakiego źródła, bo aż z Komisji Europejskiej. Doniesień, które wywołały burzę w szklance wody. Doniesień, które są idealne dla populistycznych partii. A to wszystko dlatego, że ludzie nie rozumieją jednego faktu…
Jak wynika z prognoz Komisji Europejskiej polskie PKB skurczy się o 1,4%. Jak wynika z prognoz… Jak wynika… No właśnie, z prognoz. Wszyscy robią burzę wokół wartości 1,4%, a ja chcę zrobić burzę wokół słowa „prognoza”. Nie trzeba być bardzo inteligentnym, aby rozumieć, że prognoza to tylko przewidywanie lub jak kto woli ekstrapolacja. Oznacza to taki zestaw danych, który wcale nie musi, a jedynie może wystąpić w przyszłości. Ten zestaw jest opracowywany na podstawie innych danych i ich składowych. Nie twierdzę, że KE jest nierzetelna, lecz uważam, że skoro prognozy są zmieniane co 2 miesiące1, to oznacza, że otoczenie do prognozowanie jest coraz trudniejsze i niska będzie sprawdzalność tychże prognoz. A z tego wynika, że nie należy przywiązywać dużej wagi do owych -1,4%. Czas pokaże, co będzie, a budżet państwa i tak jest już rozje… rozdmuchany.
Warto też zwrócić uwagę, że w swojej niedawnej notce pisałem o znaczeniu słowa recesja i teraz jest dobry czas na przypomnienie tego. Media znowu twierdzą, ze recesja zaczyna się dopiero do skurczenia wartości PKB, a nie od spadku jego dynamiki. Cóż, widać tak się przyjęło, ale moim zdaniem to straszenie społeczeństwa, zamiast tłumaczenie tych zjawisk, które już się dzieją. Drażni mnie to niesamowicie, gdy słyszę, ze ludzie wkoło wypowiadają różne tezy niezgodne z rzeczywistością a zasłyszane w mediach2. I jak ma to budować zaufanie do systemu finansowego?
Nawiążę jeszcze do danych o stopie bezrobocia w Polsce. Na tym przykładzie chcę wykazać, że prognoza to jedno, a „gadanie prostych robotników” (związkowców – przyp. red.) to zupełnie dwa różne światy. O ile prognozy zapowiadały maksymalne bezrobocie na poziomie 12% to ci drudzy głosili hasła typu „bezrobocie 15%, potem 20%, a potem apokalipsa”. Jak się przeczyta te hasła to od razu wydają się absurdalne. Nie musze chyba tłumaczyć dlaczego. Tym razem wyszło całkiem dobrze – stopa bezrobocia wynosi obecnie 11%. I to prawdopodobny punkt równowagi na jakiś czas. Być może jest to przystanek przed wartością 12%, lecz ja uważam, że jeżeli nie ujawnią kolejnych „problemów” to na jakiś czas możemy się spodziewać uspokojenia. Zobaczymy, co pokażą indeksy giełdowe, które są w tym wypadku wskaźnikiem wyprzedzającym. Jeżeli odnotujemy spadki to są szanse na wyższą stopę bezrobocia, a jeśli będą oscylowały w granicach obecnych wartości to do III kwartału mamy spokój.
- Różne instytucje zmieniają swoje prognozy bardzo często i tego właśnie dotyczy to co piszę. [↩]
- Dobrze, jak jest to twierdzenie, że jest pan Tusk nie mówi całej prawdy dot. budżetu, ale inne, np. „Żydzi rozkradli” jest żenujące. [↩]