Wiem, że powinienem był napisać o tej sytuacji już w środę, lecz postanowiłem nabrać do niej dystansu. Szczególnie dlatego, że był to ruch relatywnie dynamiczny, czyli o zasięgu niespotykanym przez ostatnich kilkadziesiąt dni. Warto zauważyć, że już dziś dynamika tego ruchu osłabła, choć oczywiście nie wyklucza to dalszych wzrostów. Na tym niestety bezpośrednio złoty nie zyskał.
W środę o godzinie 19.17 czasu polskiego opublikowano decyzję o pozostawieniu stóp procentowych w USA na poziomie <0,25%. Sama decyzja miała niewielki wpływ na kurs walutowy, ważny natomiast był komunikat, który mówi o wykupie „toksycznych aktywów” na sumę na początku 300 mld dolarów a ostatecznie kwota ta ma osiągnąć 1,15 bln dolarów. Ma to na celu poprawienie sytuacji na rynku kredytowym, jednak powoduje poważne konsekwencje w przyszłości, które odzwierciedla wzrost kursu pary EUR/USD, czyli osłabienie dolara. Spowodowane jest ono kilkoma czynnikami:
- zwiększenie długu publicznego Stanów Zjednoczonych, którym prawdopodobnie FED sfinansuje zakup papierów wartościowych zabezpieczonych hipotecznie
- obawy przed „dodrukiem” pieniędzy przez FED na sfinansowanie wykupu, opcja dość prawdopodobna patrząc na niewielkie możliwości w wyborze źródła finansowania
- konsolidacją kapitału na ważnych poziomach cenowych prowokujące korektę, czyli spekulacja na zwyżkę z powodu zbliżenia się do granicy konsolidacji
- uruchomienie zleceń stop-loss spekulantów, którzy przewidywali „odbicie się” od oporu
- wycofaniem się niektórych instytucji z pozycji spekulacyjnych przeciw euro
Pytaniem zasadniczym jest czy ten ruch ma trały charakter czy jest to tylko korekta? Analiza techniczna jasno wskazuje, że w ujęciu tygodniowym to co wydarzyło się od środy wieczorem do dzisiaj to tylko korekta w ramach obecnego trendu. Analiza fundamentalna poddaje te fakty w wątpliwość. Zwiększanie długu publicznego czy ewentualny dodruk dolara działa na oczekiwania inwestorów oraz projekcje inflacyjne1. Wynika z tego jednoznacznie, że dolary wcale nie są bezpieczną inwestycją. Ale to dotyczy inwestorów długoterminowych a nie spekulantów, a Ci mają jeszcze kilka argumentów za umocnieniem się dolara. Przede wszystkim zatrzymanie się ruchu na poziomie 38,2% spadków lipiec-październik 2008. Gdyby ten poziom został przebity to potencjalne targety są 3: 1,3867, 1,4178 i 1,4617. O ile pierwszy i drugi są realne w ramach koncepcji korekty to trzeci już nie, a na zmianę trendu się nie zanosi2. Najlepszą strategią na chwilę obecną jest opcja call na EUR/USD zakupiona w terminie kwiecień-maj wygasająca w terminie wrzesień-październik. Pod warunkiem, że opór się utrzyma. Jeśli nie to nie ma co bawić się w opcje tylko dokonać zakupu euro an rynku spot albo terminowym.
Odnosząc się do złotego – zyskał tylko w stosunku do dolara. Niestety to nie ma zbyt wielkiego znaczenia. Głównym miernikiem siły złotego jest jego relacja do euro, a skoro euro umocniło się w stosunku do dolara to i do złotego też. Rynek nie daje nawet potencjału arbitrażowego, co świadczy o tym, że rynek złotego jest wystarczająco rozwiniętym rynkiem walutowym3. To oznacza, że relatywna siła złotego jest niewielka, bo zmiany ceny euro w złotych są o wiele większe niż jeszcze rok temu w wyniku podobnych impulsów.
Na koniec krótki komentarz dotyczący jena japońskiego. Jego osłabienie z powodu słabości gospodarki japońskiej nie mija, lecz przybiera konkretną formę. Obecnie zniesiono już 50% ruchu wzrostowego pary USD/JPY po czym nastąpiło odbicie, które jeśli operować na zamknięciach świec miało miejsce w pobliżu poziomu 94,59, czyli linii „symetrii rynku”, która wyznaczała kanał konsolidacyjny do pewnego czasu. Klasyczny przykład jak poważny opór zamienia się w poważne wsparcie.
Miejmy nadzieję, że kolejny tydzień przyniesie potwierdzenie jednego ze scenariuszy – średnioterminowego odwrotu od dolara lub korekcyjnego charakteru tego ruchu. Dopiero na tej podstawie będzie można podjąć sensowne decyzje transakcyjne na dłuższy termin. Wszystkim daytraderom życzę zaś niezależności od globalnych trendów :) .
- Podane kilka godzin wcześniej informacje o inflacji (CPI) w USA wskazują na jej wzrost o 0,4% w relacji miesięcznej (0,2% bez żywności i energii). [↩]
- Biorąc pod uwagę czynniki fundamentalne i konsekwencje przyszłych wyników gospodarek za I kwartał 2009 roku. [↩]
- Polega na zakupie dolarów za euro (krótka na EUR/USD) i za nie zakup złotego (krótka na USD/PLN) jednocześnie sprzedając złotego za euro (długa na EUR/PLN). Pomijając spread różnica kursów to 1 pips, a więc brak możliwości arbitrażowych. [↩]




nie moge ostatnio patrzec na to, co sie dzieje.
Roznie sie to moze skonczyc, albo Ameryka pograzy sie w mega dlugach (w sumie juz jest) i bedzie to kula u nogi dla nich przez wiele wiele lat, albo wydyma caly swiat drukujac tony nic nie wartych obligacji, ktore nie wiedziec czemu we wszystkich durnych ksiazkach do finansow sa zawsze ‘highest quality, forever triple A rating’ i tego typu bzdury. W efekcie bedzie tak, ze swiat sfinansuje im ta banke spekulacyjna i zycie na kredyt ktore rozpasalo sie od jakichs 25 lat.
Moze byc jeszcze gorzej, zasypujac dziure w wartosci aktywow powstala po bance, doprowadza do wybuchu hiperinflacji, najgorsze jest to, ze ta hiperinflacje moga wyeksportowac na wiekszosc cywilizowanego swiata.
Ale pewnie, jak zwykle, wszystko sie jakos ulezy; tylko strach pomyslec jaki kryzys czeka nas za nastepnych 20-30 lat. A na pewno bedzie, bo ludzie zawsze i wszedzie beda chciwi, banki zdarzaly sie i beda sie zdarzac na poczatku tworzac kilku milionerow, a na koncu kilka milionow bankrutow.
EUR/USD zaczyna powoli rozwalać wszystkie opory, jestem pewien, że będzie się szedł w górę.
Rynek EUR/USD zrobi odwrotnie do przewidywań i oczekiwań, w myśl zasady, że
„Większość nie ma racji.”
To tylko histeria i straszenie, że USD to „papier toaletowy” w momencie, gdy papierem bezwartościowym stają się także GBP i CHF, a już niedługo pewnie i EUR zaczną drukować bez opamiętania. Bo wygra ten kto będzie bardziej konkurencyjny na rynku. To widać już na rynku forex. Zmienność bardzo duża. Pary latają od sasa do lasa, góra – dół i odwrotnie.
Dla złotego nie ma większego znaczenia czy inne waluty są względem siebie mocne czy słabe. Jego wartość wyznacza nasza gospodarka ze „stabilnymi, mocnymi fundamentami”, wg min. Wincenta. Lecz nie jest ona ani mocna, ani stabilna i nic nie poradzi na ucieczkę kapitału z Polski. Wynik to co już zaszło na rynku walutowym.
W końcu niektóre „bańki” stoją nad przepaścią i już niedługo zrobią krok na przód.
Ta przepaść to pusty skarbiec bez dna.
W bankach półki są zapełnione niespłaconymi „produktami” wirtualnymi ery dobrobytu, jak kredyty walutowe i opcje walutowe, które wciskały bez opamiętania.
Bardzo ciekawie piszecie.
Dolar jest „papierem toaletowym” i będzie maił tendencje by być nim jeszcze bardziej. To co się dzieje odpowiada typowej bańce spekulacyjnej, która kończy się (zawsze) rozłożeniem strat na społeczeństwa. I w sumie to wszystko, ale trzeba zauważyć jedną rzecz – nie można się zadłużać w nieskończoność. I nie dlatego, że świat jest tworem skończonym, ale dlatego, że zbyt duży dług publiczny na 1 obywatela zwiększy wysokość danin publicznych aby mieć środki na jego obsługę. I może nie za 5 czy 10 lat, ale za 30-40 spowoduje to sprzeciw społeczny. Chyba, ze będą ten dług eksportować. A wszystko i tak wytłumaczy się teorią cyklów koniunkturalnych.
Na następny kryzys będę gotowy :) O wiele bardziej niż na ten. A przedtem czeka nas hossa na innych rynkach finansowych niż walutowy i to też trzeba wykorzystać. Od następnego roku.