Naszła mnie taka refleksja aby porozmawiać o edukacji ekonomicznej polskiej młodzieży. Warto się tym zająć, aby przyszłe pokolenia nie przedstawiały takich tendencji jak obecne – niewielkiej wiedzy w tym zakresie i podatności na manipulację szczególnie polityków. Nie ukrywam też, że nie mam siły podjąć się poważniejszego tematu, gdyż do czwartku muszę ciężko pracować.
Skoro nie temat o spekulacji czy badaniach rynku czy wydarzeniach bieżących to o tendencjach społecznych. Po części sprowokowały to dzisiejsze zajęcia z przedmiotu o nazwie „Podstawy przedsiębiorczości” w mojej klasie. Klasie o profilu „ekonomicznym”. W klasie, która powinna się interesować naukami ekonomicznymi, z której większość będzie studiowała ekonomię. Na marginesie powiem, że wybiera się na nią ok. 10 na 28. Oczywiście nie mówimy tu o jakiejś namiastce ekonomii typu zarządzanie na WSAPie1. Dobrze, może innych to nie interesuje, ale czemu tylko 4 osoby z tych 10 interesują się lekcją? A nie, przepraszam, one robią swoje case study, bo to daje im możliwość rozwoju. Nie jest to związane z lekcją, ale odbywało się na niej. Obserwowałem jak reszta klasy pisała CV i list motywacyjny i nawet to przychodziło im z oporem. Nie dziwię się, skoro część z nich nadal nie wie co chce robić po maturze. A przecież ekonomia jest interesująca, szczególnie dla tych, którzy chcą związać z nią swoją przyszłość.
Innym aspektem jest dbałość o funkcjonowanie społeczeństwa. Podstawy naprawdę powinno się znać, jak funkcjonuje gospodarka, jak jest tworzony pieniądz, jak założyć firmę, jak można inwestować. Tak samo jak powinno się wiedzieć, jak funkcjonuje serce, żołądek, jak sobie radzić w sytuacji zagrożenia życia, jak udzielić pierwszej pomocy i znać podstawowe zjawiska fizyczne oraz zasady poprawnej polszczyzny. O ile większość z tych rzeczy poznajemy dość dobrze2 to wiedza o gospodarce jest traktowana nieco po macoszemu, jakby komuś zależało na tym, aby tej wiedzy nie było. Moim zdaniem to wina programu nauczania i formy przeprowadzania lekcji. Nie każdemu podoba się wykład o czymś czego albo nie rozumie, albo nie wydaje mu się ciekawe, albo uważa, że to niepotrzebne.
Jak więc nauczać? Trzeba zainteresować, najlepiej właśnie przez studium przypadków. Pokazać, z jakimi sytuacjami w życiu mogą się spotkać ludzie i je analizować, wybierać odpowiednie postępowanie. Trzeba położyć nacisk na pracę zespołową, odgrywanie ról, dyskusje sterowane. Należy odpowiednio nagradzać za aktywne działanie, nie tylko te dobre, ale w ogóle działanie3. Trzeba wprowadzić możliwość zdawania matury wiedzy ekonomicznej, co podniosłoby zainteresowanie przedmiotem. Skoro można zdawać maturę wiedzy o tańcu to na tych samych zasadach można by przeprowadzać matury z ekonomii. Ale konsekwentnie się tego unika.
Jak wiec zainteresować młodzież do nauki „przedsiębiorczości”? Chemicy i fizycy mogą pokazywać doświadczenia, na biologii można omawiać modele zanurzone w formalinie, na języku polskim prowadzić dyskusje na „życiowe tematy”. A gospodarka? A po co to? I tak politycy za nas pomyślą, co z tego, że się nie znają. I jak zmienić mentalność? I jak nauczyć odpowiedzialności za swoje działania? I jak nauczyć czegokolwiek4?
- Białostocka prywatna uczelnia, której poziom nie jest zbyt wysoki. Przy okazji chciałbym pozdrowić Panią Minister Barbarę Kudrycką. [↩]
- Potem i tak większość z nich zapominamy, ale jakieś informacje zostają. [↩]
- Pomijając problem systemu motywacji w szkole, który jest, delikatnie mówiąc, archaiczny. [↩]
- Obserwując poszczególne roczniki widać wyraźny trend spadkowy ilości przyswajanej wiedzy. Mój rocznik też nie jest bardzo pracowity, ale kolejne pokazują, że nie mamy się czego bać. Za najlepsze uważam roczniki 77-82, czyli dzisiejsze pokolenie ludzi około 30stki. [↩]
Zachęcać ma np. wycieczka go siedziby giełdy xD Z drugiej strony lepsze to niż nic :)
Ogólnie temat ten był dość fajnie poruszony w książce Bogaty ojciec biedny ojciec.
Tematy ekonomiczne należy już poruszać przy domowym stole, ale jak wiadomo rodzice nie zawsze mają doktora z ekonomi i często ich pociechy więcej wiedzą … ogólnie temat leży w Polsce nie wiem jak w innych krajach
Matura z ekonomi była by bardzo interesująca.
Co do przedsiębiorczości w szkołach ogranicza się do pisania CV.. przynajmniej u mnie tak było
U mnie szczerze mówiąc to nie było tak źle, choć moim zdaniem za mało case study, ja staram się aktywnie uczestniczyć w lekcjach, jednak zagadnienia tam poruszane są dla mnie zbyt oczywiste.
Było sporo o własnej firmie, zasady działania rynku kapitałowego również, ale to moim zdaniem za mało, żeby zainteresować ludzi, którzy wolą w tym czasie pograć w karty.
Ale to już bardziej wina ludzi.
Przecież to logiczne, że nie chcą tego wprowadzać do szkół. Lud by wtedy zaczął logicznie myśleć, a tego nie chcą politycy ;)
Tak, tylko, że ten lud ma mniejszy/większy wpływ na mnie, a ja myśląc logicznie, nie mogę zrealizować tego co sam chcę zrobić a muszę w pewnych momentach się podporządkować. A tego nienawidzę.