Ostatnio dość popularne zjawisko, albo ja dopiero zacząłem zwracać na nie uwagę. Wydaje nam się, że informacja jest wiarygodna, bo przygotowana przez wielkie krajowe media, a tak naprawdę na jej braku skorzystalibyśmy więcej niż po jej otrzymaniu. Potem wywołuje to w nas dysonans i swoistą niechęć do ludzi/instytucji wymienianych w tejże informacji.
O czym mówię? Oczywiście o medialnym szumie w sprawie kryzysu finansowego i ostatniej deprecjacji złotego. Jacek Tyszko na swoim blogu komentuje kwestię wejścia Polski do strefy euro oraz zawirowania na rynku złotówki. Zwraca też uwagę na bezużyteczność medialnych przekazów, choć nie rozwija tego tematu. Ja postanowiłem to zrobić. Być może słowa zawarte w dalszej części notki mogą obrazić wiele osób, bo będą niezwykle niepopularne, ale dobrze odzwierciedlają mój pogląd i są w dużej mierze zbieżne z sytuacją rzeczywistą.
Pierwsza i naczelna zasada nie ufaj mass-mediom. Nie wszystkim mediom nie należy ufać. Ufać nie należy tylko mediom masowym. Specjalistyczne serwisy informacyjne, czy obiektywne depesze PAP są wiarygodnym i dobrym źródłem informacji. Natomiast media masowe nie dość, że przedstawiają informację najczęściej z jednego punktu widzenia to jeszcze dodają do niej subiektywny komentarz, który ma wywołać u nas podobne skojarzenia. To już jest forma manipulacji, być może nie celowej, ale to właśnie te komentarze i odpowiedni dobór informacji w gazetach, dziennikach informacyjnych1, mają największy wpływ na kształtowanie społeczeństwa.
W przypadku złotówki zadziałało to idealnie. Zanim wzrosty przybrały spektakularny rozmiar, nikt o niej nawet nie wspominał. Choć już wtedy można było zobaczyć trend wzrostowy (USD/PLN) i antycypować dalsze osłabienie złotówki. Oczywiście nie każdy spodziewał się takiego wzrostu kursu, ale to już kwestia analiz konkretnych traderów/analityków2. Czemu wtedy media masowe milczały, choć wiele agencji prasowych wydawało depesze z informacjami o zmianach kursu walut i krótkim, obiektywnym komentarzem. Dopiero, gdy rozpoczęła się ostatnia faza bańki spekulacyjnej, media zainteresowały się tą sprawą. Zaczęły straszyć, wyliczać ile stracimy, debatować and różnymi sposobami odwrócenia trendu. Ludziom udzieliła się jeśli nie panika, to strach. Zaczęli wymieniać oszczędności, przewalutowywać kredyty, po cenach… wygórowanych, moim zdaniem na szczycie górki. Dla „dużych spekulantów” są oni wybawieniem i drugą stroną transakcji.
Ale nie tylko media są winne temu stanu rzeczy. To ludzie są najbardziej winni, bo uwierzyli informacjom z jednego źródła nie sprawdzając ich i zgodnie z zasadą „ja wiem najlepiej” udzielili się „efektowi łosiów”3. Dla profesjonalnych spekulantów to znak, że pora kończyć inwestycje i być może odwracać pozycje4. Ale wracając do zachowań ludzkich trzeba odpowiedzieć na pytanie dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź jest prosta, ludzie nie są nie tyle niewykształceni, co wykształceni o niskiej jakości. Oznacza to, że albo przyswojona wiedza jest niewystarczająca albo nie potrafią jej wykorzystać. A ja nie będę ukrywał, że większość społeczeństwa nie widzi nic więcej niż czubek własnego nosa i jest po prostu durna. Nie potrafi przyznać się do błędu, a o swoje niepowodzenia oskarża różne grupy, w tym profesjonalistów (maklerów, doradców inwestycyjnych, ekonomistów z profesurami), którzy nie są winni ani kryzysowi, ani postępowaniu ludzi, którym nie doradzali.
Zwykle jest tak, że daną informację trzeba zweryfikować. Jeżeli noga mi puchnie, to mogę się domyślać, że krew wydostała się z krwioobiegu do jam ciała. Ale nie mam w tej dziedzinie wykształcenia, więc udaje się do lekarza. Jeżeli to coś poważnego to udaję się do innego lekarza, specjalisty, aby skonfrontować diagnozę. I tak aż do w miarę jasnej konkluzji. Tak samo należy postępować w sprawach dot. finansów. Wybrać dobrego doradcę, drugiego, trzeciego jeśli trzeba i sformułować wnioski, a dopiero potem działać. A że trzeba zapłacić? A u lekarza nie płacimy? Płacimy, jeśli nie „do ręki” to z naszej składki zdrowotnej. Państwo za nas nie płaci, państwo jest pośrednikiem.
Konkluzja jest prosta – jeśli coś staje się masowe traci na jakości. Bo masa to z reguły głupota, ślepa wiara, narzekanie, podatność na manipulacje. Tylko dlaczego mają wpływ na władzę? Dlaczego potrafią zdusić innowacyjność? Dlaczego zaszczuwają ludzi wartościowych, innych, odnoszących sukcesy? Bo gdyby nie to, to te 10% wykształconych, ambitnych ludzi, żyłoby w społeczeństwie, może nie utopijnym, ale o wiele wyższej kulturze i dobrobycie. A tak, mamy co mamy i nawet nie da się tego ulepszyć.
- Szczególnie niebezpieczne są ich główne wydania, które docierają do największej widowni. [↩]
- Im mniejsze zainteresowanie tą analizą, tym wydaje się ona prawdopodobniejsza, bo nie jest pisana „pod publikę”. [↩]
- Zgodnie z finansami behawioralnymi, gdy media rozdmuchują sprawę i rozpoczynają się działania tzw. „drobnicy”, dane zjawisko ma się ku końcowi, a ta „drobnica” najbardziej traci na tym zjawisku. [↩]
- Ropa po $200 za baryłkę, złoto za 1500 dolarów, euro po 1,8 dolara, euro po 7 zł. Mam wymieniać dalej? [↩]
Zgadzam się z tobą. Taki dzisiejszy owczy pęd. Polecam książkę „Masa Krytyczna” Philip’a Ball’a, jeżeli jeszcze nie czytałeś.
Dodałem ją do listy lektur i po maturze przeczytam. Wcześniej o niej słyszałem, ale czas, czas, czas… dużo jeszcze przede mną :)