„Obyś żył w ciekawych czasach…” mówiła pewna reklama pewnej firmy. Rok 2008 był zdecydowanie rokiem ciekawym. Pozwoliłem sobie przygotować krótkie podsumowanie mienionego roku w aspekcie wydarzeń o charakterze ekonomicznym. Pogrupowałem je według wydarzeń, a nie chronologicznie, gdyż pozwoli to odnieść się do każdego z nich osobno.
1. Kryzys. Już nie dodaję „kredytów subprime”, „finansowy”, czy innych fraz. Po prostu mamy kryzys globalny. Kurczące się PKB krajów wysokorozwiniętych i jeszcze szybciej kruczące się PKB krajów dynamicznie rozwijających się. Coraz większa awersja do ryzyka doprowadziła do absurdalnej sytuacji, w której banki przestały być bankami i pożyczać sobie pieniądze1. Co więcej zaczęto uciekać tam, gdzie wydawało się jest najbardziej niebezpiecznie. Jednak skoordynowana akcja banków centralnych spowodowała powrót do względnej normalności. Kryzysu jednak nie wytrzymała Islandia, indeks jej giełdy (w październiku) spadł o bagatela około 77%. W ciągu jednej sesji. Wszystko po tym, jak ogłoszono niewypłacalność sektora bankowego. Dodatkowo rośnie bezrobocie, spada globalny popyt, rozpoczyna się jeśli nie recesja to poważne spowolnienie gospodarcze2.
2. Największy bailout w historii, czyli wykupienie długów prywatnego sektora bankowego przez sektor publiczny w USA. Przyczynił się do tego plan Paulsona. 700 mld dolarów robi wrażenie. Dodatkowo kolejny mający ogromne kłopoty sektor – motoryzacyjny – zgłasza się po zapomogę. Choć co oznacza kilkanaście miliardów przy kilkuset? W dodatku nowy prezydent Stanów, Barack Obama, mówi o kwotach 1 bln dolarów, co jest raczej zagraniem populistycznym. Sypie się wolny rynek, zaczyna socjalizm. W „mekce” właśnie wolnego kapitalizmu.
3. Masowe cięcia stóp. Stopy procentowe w Stanach spadły do 0%, blisko tego wyniku są Japonia i Szwajcaria, w Unii także cięcia były spore. Gdy jeszcze w lipcu euro święciło rekordy wartości, to już na przełomie października i listopada święciło rekordy słabości. Z poziomów 1,6 dolara za euro zrobiło się nagle 1,24 dolara za euro3. 3 lata stabilnego wzrostu wartości euro zostało zanegowane w trzy miesiące. Natomiast funt jest teraz rekordowo słaby, wart prawie tyle co euro. Ostatnio takie ceny widziano w 2002 roku. Złoty? Bardzo się osłabił, choć nie ma do tego fundamentalnych przesłanek. Po prostu nastąpił odpływ kapitału, cały świat powraca do dolara. Można by pokusić się o stwierdzenie, ze rynek walutowy był najciekawszym rynkiem w mienionym roku.
4. Bessa na giełdach. Może Islandia to naprawdę ekstremalny przypadek, lecz inne nie pozostawały w tyle. WIG20 stracił 47%, S&P500 – 37%, DJIA – 32%, brytyjski FTSE 100 – 30%, chiński Shanghai Composite aż 65%. Kryzys i związane z nim perturbacje najbardziej dotknęły branże bankową, motoryzacyjną, developerską, budowlaną. Większość walorów notowanych na giełdach straciło znacznie na swojej wartości, choć w sumie nie ma się co dziwić, bo były przespekulowane. Obroty na polskiej giełdzie ledwo wynoszą 1 mld złotych, choć w czasie hossy taki wynik był uznawany za śmieszny. Jednak liczba debiutów zarówno na dużym parkiecie jak i na rynku NewConnect jest imponująca. Nie ma co ukrywać, fundusze inwestycyjne także nie zarobiły. Ich stopy zwrotu mrożą krew w żyłach inwestorów. Fundusze akcyjne w 2008 roku zarobiły średnio od -10% do -70%, czyli średnio inwestorzy stracili 40% kapitału.
- To spowodowało wzrost rynkowych stóp procentowych – LIBOR, EUROIBOR, WIBOR. [↩]
- Większość krajów obejmie jednak recesja, szczególnie Wielką Brytanię i USA. [↩]
- Obecnie poziomy zbliżone do 1,35. [↩]
Kryzys normalna rzecz.Jak dla mnie gdyby media nie rozdmuchiwaly tak tych zawirowan na rynkach a rzady nie bawily sie w pomoc, „kryzys” skonczyl by sie w 2-3 miesiace ;)
Niekoniecznie. Wiele firm od razu nie ogłasza upadłości, wiele musi przejść restrukturyzację. Kryzys ma to do siebie, że musi potrwać, tylko jest źle prezentowany. I to ostatecznie zniechęciło mnie do innych mediów niż Bloomberg, ale i Ci czasem przesadzają…