Miało być zupełnie o czym innym, jednak postanowiłem zrobić mały bonus i wytypować swoje 9 prognoz na 2009 rok dotyczących rynków finansowych. Od razu zaznaczam, że to czysta spekulacja nie do końca oparta na analizie, lecz trochę na intuicji. W końcu SaxoBank też ma swoje, więc czemu i nie ja?
Na tyle na ile jestem w stanie, an tyle przewiduję, choć sam wpis traktuję jako formę gdybania i żartu, niż realnych analiz i prawdopodobnych zdarzeń. Niemniej trzeba od czasu do czasu zaufać intuicji, bo może nam podpowiadać dobrze. Gotowi? No to zaczynamy:
1. Cena ropy na rynkach światowych powróci w granice 70 dolarów za baryłkę. Rosnący popyt w związku z szybkim planem wyjścia Stanów z kryzysu przygotowanym przez sztab Obamy, spowoduje adekwatną odpowiedź OPEC, być może ucięcie wydobycia. Wszyscy, którzy twierdzą, że trzydzieści kilka dolarów za baryłkę to za mało, już teraz kupują opcje call.
2. Rynek nieruchomości będzie dalej tracił, najbardziej w krajach rozwiniętych, tam ceny mogą spaść do 20%. W Polsce nadal będzie popyt na mieszkania, szczególnie na te o metrażu 40-50 metrów. Ceny, jeśli spadną to o około 10%. Szczególnie będzie to widoczne na przykładzie mieszkań powyżej 100 metrów. Tam cena metra będzie wynosiła średnio 2/3 ceny mieszkania średnio-powierzchniowego.
3. Na początku roku na giełdach może zapanować stabilizacja i delikatne wzrosty, jednak jest duże prawdopodobieństwo spadków zwłaszcza w drugim kwartale, gdy będą publikacje wstępnych wyników za 2009 rok. Czemu nie tych za 2008? Bo i tak wiemy, że będą tragiczne. Jeśli mam prorokować wartość WIG20 to bliżej mu do 1500 niż do 2500 pkt. Wiele zależy od płynności.
4. Hossa surowcowa dawno się skończyła i na jej powrót się nie zapowiada. Złoto jednak nadal będzie miało znaczenie, jest duże prawdopodobieństwo, że jego cena zrówna się z ceną platyny (dotychczas ok. 1,5-2 razy droższą). Miedź wejdzie w stan konsolidacji w pierwszym kwartale, lecz potem zapowiada się na ożywienie jej notowań. Z pewnością natomiast Rosja będzie dążyła do wyższej ceny gazu ziemnego.
5. Kolejny rok (2009) będzie początkiem większego zainteresowania rynkami pozwoleń na emisję zanieczyszczeń, w związku ze zmianami prawa o ochronie środo sika na terenie Unii Europejskiej (prawo już jest, tylko kończą się okresy dostosowawcze). Ten trend dopiero się rozpocznie, jednak nie będzie jego eskalacji, z tą należy poczekać do połowy drugiej dekady XXI wieku.
6. W Niemczech spore problemy z reelekcją będzie miała Angela Merkel, jednak powinna zostać wybrana. Myślę też, że wynik wyborów prezydenckich (też się odbędą) może nas zaskoczyć. Z pewnością będzie to miało spory wpływ na politykę Unii Europejskiej (albo pozostanie albo spore zmiany).
7. Dolar nadal będzie wykazywał tendencje do umacniania się, szczególnie jeśli będą kiepskie dane z gospodarek, jednak euro powinno odzyskać siłę i powrócić na poziomy 1,6, a także zdystansować funta, dla którego 2009 rok także nie będzie łaskawy. Zmienić to mogą jedynie katastrofalne dane ze strefy euro, np. spadek PKB o 3%.
8. Polskie PKB będzie dodatnie, ale w nienajlepszej kondycji, przybędzie bezrobotnych, nadal będzie trwał konflikt na linii prezydent-premier. Będzie widoczne spowolnienie, ale także efekty inwestycji za środki unijne. Rozpocznie się wielka budowa dróg krajowych (nie na wielką skalę, ale zaczną traktować to poważnie).
9. Rynek usług internetowych na rzecz urządzeń mobilnych (PDA, komórki) zwiększy się dwukrotnie. Coraz bardziej będą popularne rozmowy wideo i usługi dodatkowe. Można się spodziewać rewolucji w cennikach usług.
To wszystko, co przygotowałem na dzisiaj. Myślę, że skoro rok 2008 nas zaskoczył, to i 2009 to zrobi. Niekoniecznie negatywnie :) . Jeszcze raz zaznaczam, że prognozy należy czytać z dystansem.
Ciekawe, zastanawiam się tylko nad cenami mieszkań w Polsce. Uważasz ze mogą spaść max tylko 10%, albo i wcale? Czemu akurat tak, i na jakiej podstawie?
Najogólniej teoria opiera się na założeniu, że część developerów zbankrutuje. Wtedy konkurencja się zmniejszy, dostosuje do popytu. A ten mimo problemów z kredytami nadal będzie wystarczająco wysoki.
Dlatego tylko już wybudowane inwestycje mogą być objęte przecenami. Nowe inwestycje mieszkaniowe będą dostosowane do popytu i nie będą aż tak wielkoskalowe. Jeżeli nie będzie chętnych to developerzy zajmą się nieruchomościami użytkowymi czy przemysłowymi czy inwestycjami towarzyszącymi obiektom Euro 2012.
Oczywiście mówimy tu o średnim spadku ceny metra kwadratowego w kraju. To nie oznacza, że mieszkania np. w Łodzi na przedmieściach nie stanieją 30%, ale też nie oznacza, że np. mieszkania w centrum nie będą droższe.
Wszystko to oparte na (subiektywnej) analizie, w końca sam przymierzam się do wynajęcia/zakupu nieruchomości, ale też np. produktów opartych na indeksie cen (konkretnie pozycji krótkich).
Ale to tylko spekulacja…
ja widze troche inny problem, natury pdstawowej, do oceny zmian czegos; na rynku nieruchomosci, przynajmniej u nas nie ma wiarygodnego wskaznika, owszem, ,,specjalisci” z roznej masci open f.,szybko.pl czy innych red netow, reasow robia swoje srednie, ale primo: dane to ofery, a nie ceny transakcyjne (bazy cen transakcyjnych maja banki, ale nie kwapia sie z ujawnianiem tego typu danych), wiele cen jest branych z sufitu (ktos wystawia ogloszenie, a nuz trafi sie jelen). Jest wskaznik GUS, ale oni podaja koszt budowy m2, wiec mowi on nam tylko tyle, ze kupujac mieszkanie od dewelopera, prawdopodobnie placimy jakies 50% marzy (albo i lepiej;]
Wydaje mi sie ze powinni cos takiego zaczac robic duzi posrednicy, jak np Strzelczyk czy Polanowscy w Wawie, ale to sa posrednicy, a nie analitycy; poza tym, komu zalezy tym bardziej dzis na rzetelnych danych? Banki? lepiej zeby cena zabezpieczenia rosla. Posrednicy? lepiej zeby cena rosla – wieksza prowizja. Wlasciciele? wiadomo. Kupujacy, no tak, ale to sa mkt users, a nie makers ;]
Za okres ostatnich 6M widze ze ceny zjechaly o 20%, pojawiaja sie dziwne ogloszenia typu wnuczek (?) chce koniecznie opchnac juz teraz mieszkanie (oczywiscie okazyjnie) z 86-letnia dogorywajaca babcia (na forum gazeta.pl rynek wtorny ktos podal taki link), znajomemu wlasnie klient sie wycofal z kupna (bank odmowil kredytowania, cena byla naprawde niezla).
Wydaje mi sie, ze inwestycje komercyjne to raczej slepa uliczka niz szansa dla deweloperow na utrzymanie rentownosci (w warunkach spowolnienia potrzebne sa nowe powierzchnie biurowe, nowe fabryki?) jesli juz to skorzystaja takie firmy jak budimex czy mostostale, ktore ogranicza lub zakoncza swoja przygode z deweloperka i beda zajmowac sie budowa drog mostow itp wspolfinansowanych ze srodkow z UE.
Najwazniejszym czynnikiem jest akcja kredytowa, jak na razie banki w poplochu zrywaja promesy, wycofuja z oferty kredyty walutowe itp.
Ludzie dostana do reki pieniadz, beda kupowac, ceny beda rosly; nie dostana – na pewno rosnac nie bedzie, ile spadnie trudno stwierdzic. Na obecnym etapie na rynku mysle ze trzeba sie zastanowic nie tyle o ile spadnie, ale co moze te spadki powstrzymywac; predko agresywna polityka kredytowa nie wroci, wiec:
1.mentalnosc (nie sprzedalem za 10k/m2, to nie oddam za 5k/m2), ludzi ktorzy musza sprzedac jest niewielu.
2.koszt wynajmu, rata kredytu nie moze byc mniejsza niz cena wynajmu, inaczej mamy arbitraz: kupujemy na kredyt, wynajmujemy i ktos nam to splaca – risk free investment. Wiec jesli wynajecie 50m2 kosztuje ok 2tys, to wlascicielowi nie bedzie sie oplacalo sprzedawac za ok 5,5tys/m2 (kredyt 270k na 30Y, przy stopie 8%, rata 1981). No chyba ze pojaiw sie problem z wynajeciem, ale do tego musi znaczaco wzrosnac bezrobocie.
3.byc moze rzadowy doplat do odsetek, po nowelizacji mozna kupic do ceny 7,1k/m2 w Wawie, wiec troche lokali sie juz na to lapie, gorzej z potencjalnymi kupujacymi (malzenstwo, nie mozna miec innego mieszkania/domu).
Tak, to co piszesz jest ciekawe, jednak trzeba bazować na tym co się ma, bo jak inaczej? Nie ma szans dostania dobrej jakości danych reprezentujących rynek pierwotny i wtórny dla nieruchomości. I dlatego analizując to co mam, doszedłem do wniosków, że na tańsze mieszkania (mówiąc o średnich cenach dla kraju) nie ma za bardzo co liczyć. Właśnie dlatego, że przy danych cenach nie będzie podaży, przy wyższych popytu. Sam mam problem z rynkiem nieruchomości, także obserwuję ;)
A czemu w czasie kryzysu miały by nie powstawać np. nowe magazyny czy powierzchnie dla administracji publicznej? Zawsze tańsze materiały i developer coś opuści, bo ciężko u niego. W sumie to promocja. Jak nie to pozostają mieszkania komunalne, które raczej budować się będzie dalej.
http://dom.gazeta.pl/dom/1,50848,1585320.html
to byly ceny ;]
Ja bym przeżył i te 4000 za metr. Ale to co się wyprawia w dużych miastach (Warszawa) blisko ciągów komunikacyjnych (metro) to zaczyna być jakieś nienormalne :)
Tak, kiedy mój ojciec kupował mieszkanie dla brata w Białymstoku (1999-2000) to płacił ok. 1900 zł za metr w samym centrum. W Warszawie trzeba było dopłacić „aż” 500 zł za metr. Dochody były na poziomie dzisiejszych (nominalnie). Wniosek? Bez komentarza.
teraz jest juz troche mniej nienormalnie niz rok,pol roku temu ;]
ale nadal jest. Jak kiedys nie mozna bylo wziac kredytu bylo zle, bo zanim ktos uzbieral, to sie zestarzal; jak wszyscy nagle latwo mogli wziac kredyt to zrobil sie efekt stadny i ceny sa jakie sa. Gdzies pomiedzy pewnie lezy ten zloty srodek.
W waiwe to mysle, jesli ktos nie chce wydawac nie wiadomo ile na mieszkanie, to warto sie zastanowic nad lokalizacjami przy stacjach SKM, kiedys jezdzila taka stara kolejka jak wszedzie, a teraz sa fajne nowe pociagi, tylko podobno sklady sa przykrotkie i jest tlok; ale z czasem pewnie sie to poprawi. Takie naziemne metro dobrze sie sprawdza w Londynie (ichniejsza kolejka, DLR, mozna ze srednio odleglych terenow Docklands dojechac do stacji metra w City w 20min), w Pradze metro poza centrum wyjezdza z ziemi i jedzie dalej, tez spoko. Dobrze, zeby ktos u nas pomyslal i zeby jakos zintegrowac ten transport. Metro czy taka kolejka to super sprawa, a najlepiej jak jedna forma przechodzi plynnie w druga.
Transport kuleje bo jest nieefektywnie zarządzany przez urzędników, którzy mają związane ręce z powodu przetargów i braku pieniędzy. Inaczej już w Białymstoku budowaliby torowiska tramwajowe.
Co do Warszawy to przeliczałem czas dojazdu SKM, przesiadek do metra itp. i wyszło mi, że choć jest lepiej niż autobusami czy tramwajami to ciągle za długo. Pewnie dlatego, że przyzwyczaiłem się do tego, że w Białymstoku dotrę gdzie chcę w max. 40 min. za pomocą komunikacji publicznej, a do centrum w 10. A przy metrze byłoby przyzwoicie i jakby rodzice 5 lat temu kupili mieszkanie blisko centrum (60m) na wynajem, za marne 300 tys. pod klucz, to byłby to jeden z lepszych interesów. Pamiętam, ze wtedy ich męczyłem, ale nikt mnie na poważnie nie brał :)
A tak naprawdę wszystko jest kwestią określenia spójnych kryteriów kredytowych i ceny byłby przyzwoite i o kredyt nie tak trudno. Tylko, że na tym na pewno nie zależy bankom :)