Ostatnio zastanawiałem się nad rozwojem mojego miasta i kraju, a także całej Wspólnoty Europejskiej. Możliwości i działania an rzecz poprawy warunków bytu, stanu środowiska naturalnego i dostępnych zasobów są podejmowane na szeroką skalę, ale czuję pewien niedosyt? Jaki? No właśnie, jaki?
Ostatnie dwa lata to boom inwestycyjny w Białymstoku i całej Polsce. Pomijając inwestycje sektora prywatnego w obiekty handlowo-usługowe i mieszkalne, można zauważyć wzrost wydatków na infrastrukturę, komunikację miejską i regionalną, kulturę, naukę oraz ochronę środowiska. Co więcej spotykam się coraz częściej z propozycjami pewnych funduszy celowych na powiększanie kapitału ludzkiego kraju. Jest to bardzo pozytywny trend, który ma pozostać trwały przynajmniej przez następne 4 lata. Oznacza to jeszcze więcej inwestycji oraz udogodnień dla końcowego użytkownika. Spełnia to potrzeby wyższego rzędu, takie jak obcowanie ze sztuką, wygodne przemieszczanie się z punktu A do punktu B oraz poprawienie swojego stanu zdrowia przez lepszą (relatywnie) opiekę medyczną i odnowę biologiczną.
Oczywiście nic nie jest takie proste, przejrzyste i idylliczne jak napisałem powyżej. Jednak można zauważyć różnicę. Jeszcze 5 lat temu leczyłem się w obskurnej przychodni, a teraz po remoncie i zmianach kadrowych jest bardzo przyzwoicie. Jeszcze 5 lat temu poruszałem się starym taborem komunikacji miejskiej – dzisiaj wożą mnie niskopodłogowe autobusy spełniające rygorystyczne normy co do emisji spalin. Jeszcze 5 lat temu drugi kojarzyły mi się z łatą na łacie a teraz można poruszać się szybko, bezpiecznie i bez większych utrudnień głównymi arteriami miasta. O takiej mnogości dobrze oznakowanych i w miarę dobrze wykonanych dróg rowerowych mogłem pomarzyć. O wydarzeniach kulturalnych nie wspomnę. A to jeszcze nie wszystko – Białystok ma całkiem dobry plan rozwoju na najbliższe lata i widać wyraźny skok jakościowy pomiędzy okresem przed wejściem do UE a teraz.
To samo widać na przykładzie regionu czy też całego kraju. Wiele dróg zostało faktycznie wyremontowanych i lepiej oznakowanych, np. niektóre odcinki krajowej 19 w kierunku Lublina albo S8 w kierunku Warszawy. Mimo, iż może wszystko nie przebiega w takim tempie jakbyśmy chcieli, to faktycznie widać różnicę i to sporą. To samo widać także w sektorze energetycznym – coraz więcej miejscowości ma elektrownie wykorzystujące źródła inne niż tradycyjne, np. biogaz, energię wodną czy opala się wierzbą energetyczną. Widać też inwestycje w oczyszczalnie ścieków i ochronę terenów leśnych o szczególnych wartościach rekreacyjnych. Dobrze jest pooddychać świeżym powietrzem w czystym lesie.
Wszystko to zawdzięczamy funduszom strukturalnym i celowym Unii Europejskiej oraz jej wymaganiom co do norm życia społecznego i czystości środowiska. Dzięki ich pieniądzom oraz aktywizacji funduszy krajowych możemy cieszyć się czystym środowiskiem i wyższym poziomem życia niż dotychczas, a za jakiś czas poziomem życia porównywalnym z zachodem Europy. Czyż to nie jest dobre dla nas? Bo to wszystko dla ludzi, by żyło im się lepiej, ale tak w wymiarze realnym. Jednak co mnie martwi – utrudniony dostęp do funduszy, mało inicjatyw dotyczących rozwoju intelektualnego oraz pewien sceptycyzm społeczeństwa. Wszystko to utrudnia działania proekologiczne i prospołeczne. Same przetargi trwają zbyt długo i to jest chyba ten właściwy niedosyt. Przesycenie biurokracją zamiast konkretnego działania. Ale generalnie na plus. No i zachęcam do podzielenia się swoimi przemyśleniami na ten temat.