Stało się. Decyzja FEDu nie była najbardziej zaskakująca z możliwych, lecz wywołała zamierzony efekt. Stopy spadły w Stanach do poziomu 0,25%, czyli wartości najniższej w historii. To kolejny dowód na to, iż to co się dzieje jest czymś naprawdę wyjątkowym. Czy jednak mamy powody do radości? Spekulanci – tak.
Obyś żył w ciekawych czasach – mawiali ludzie i pewna reklama1. I rzeczywiście żyjemy. Nie dość, że zmienność jest bardzo duża to i decyzje w sprawie polityki pieniężnej są nieszablonowe. Co więcej, możemy się spodziewać nowych teorii oraz wniosków z badań ostatniego kryzysu. A najważniejsze jest to, że gdy wreszcie minie2, zacznie się wieloletnia hossa i nowa fala budowy „dobrobytu”. Oczywiście nie da się o tym mówić bez ironii, gdyż kryzys to tragedia dla wielu tracących oszczędności, nie ważne, czy z własnej głupoty czy nie, a także dla wielu, którzy utracili pracę. Spada też produkcja, trudniej o kredyty, ceny wcale nie spadają, a zarobki i owszem. Wszystko to, co udało nam się osiągnąć zostaje w bardzo krótkim czasie zanegowane. Niestety taka jest jego rola. Ludzie tworzą wszystko sami sobie.
Przejdźmy jednak do konkretniejszych wywodów. Obecnie dolar jest najtańszą walutą świata3. Kosztuje on „tylko” 0,25%, dla porównania jen to 0,3%, frank szwajcarski – 0,5%. Nic, tylko kupować dolary i tym samym pomagać Stanom wyjść z kryzysu. Wszystkie inne państwa powinny to bezwzględnie to zrobić, aby Stany mogły być uratowane. A to „tylko” kosztem swoich gospodarek. Oczywiście prawda nie jest aż tak skrajna, jednak obecna sytuacja ma na celu ratowanie tylko jednej gospodarki. Ale jakże ważnej gospodarki? Przecież USA wpływa na wszystkie inne gospodarki. Dlatego trudno jest ocenić co tak naprawdę powinniśmy robić. Niemniej wracając do stóp procentowych to FED nie ma już zbyt dużego pola manewru. Teraz raczej czekamy na posunięcie ECB. To od niego zależy, czy dalej będziemy obniżać stopy czy skupimy się na innych instrumentach polityki wyjścia z kryzysu? Może opracujemy nowe instrumenty?
A jak się to ma do dalszych planów względem eurodolara? Bariera 1,4 przestała być barierą. Moim zdaniem mamy szansę osiągnąć poziomy nawet 1,45. Znowu nie tak jak planowaliśmy? Trudno, trzeba się dostosować. Funt także wydaje się być rekordowo słaby, w stosunku do euro notuje kolejne rekordy – 0,9 funta za euro. To przybliża moje „weekendowe” poziomy. A jen? Absolutnie bliżej mu 85 jenów za dolara niż 95. Nie tylko ze względu na odległość na wykresie ;) . Warto też dodać, że amerykańskie indeksy giełdowe wzrosły o ponad 4% i tanią ropę, to możemy nabrać przekonania, iż rynek nadal zachowuje pewne wzorcowe zachowania. To ułatwia nam pracę, a więc wracamy do obserwowania rynku i zarabiania dzięki temu pieniędzy.
- Rzeczonej firmy świadczącej usługi brokerskie, której rzekomo nikt nie lubi. [↩]
- Nie ważne, że moim zdaniem, brakuje do tego jeszcze z dwóch lat. [↩]
- Przynajmniej wydaje się być. [↩]
gdzie w tym jest dolar-zloty? przy tak dynamicznym oslabieniu dolara do euro, kurs usd/pln chodzi dosyc spokojnie. czyzby szykowal sie rajd przy umocnieniu dolara?
Wydaje mi się, że złoty teraz stracił na znaczeniu i spekulacja na nim się skończyła. Albo coś się z naszym krajem stało niedobrego. Choć wątpię abyśmy stracili na wartości fundamentalnej.
Widocznie ktoś ma pozycje nastawione na konsolidację ;)
Wygląda zatem na to, że złotówka „była” (tzn. została wywindowana) zbyt silna. Kiedy ostatnio euro kosztowało tyle co dzisiaj?
Złotówka miała podstawy być silna, ale nie aż tak, złotówka ma też podstawy być słabsza, ale nie aż tak. A że wszystko to spekulacja, powstają skrajności. Niestety dla przeciętnego obywatela to poważny problem.