Ten czwartek nie powinien był nikogo zaskoczyć. Były jasne prognozy dotyczące obniżki stóp procentowych zarówno w strefie euro jak i w Wielkiej Brytanii. Jednak łatwość z jaką banki zmieniają stopy procentowe a także kreowanie sytuacji recesyjnej wzmagają we mnie refleksje nad wykorzystywaniem tego procederu do analizy przyszłej kondycji gospodarek.
O co chodzi? Interesują mnie dwa aspekty działań banków centralnych. Przede wszystkim chcę się dowiedzieć dlaczego zbyt gwałtownie obniżają koszt pieniądza, choć tak naprawdę inwestorom nie pomaga tani kredyt. Po drugie chcę się dowiedzieć jak mogę wykorzystać same fakty obniżek oraz oczekiwania rynków co do nich. Czy powinniśmy ufać podejmującym decyzje w sprawie stóp? Czy chcą oni wpuścić tanią gotówkę, aby uratować wielkie, prywatne konsorcja przed bankructwem z powodu niespłacania kredytów? A może jest to działanie niezbędne?
Trzeba zauważyć, że skoro mamy już recesję to inflacja jest nam nie groźna, gdyż zmniejsza się popyt, przez co zmniejsza się podaż i ustala się nowa, niższa cena równowagi. Skoro ceny niższe to inflacja zamiast sięgać 4% spadnie ponownie do 2%. Dodatkowym czynnikiem jest tania ropa, która spod 150 $/baryłka spadła do lichych 43 $/baryłka. Także inne surowce straciły na umocnieniu się dolara, który tak naprawdę jest tanią i jednocześnie słabą walutą. Bo co znaczy 1% kosztu pieniądza oraz gospodarka w recesji dla siły waluty? Generalnie nic. Podsumowując należy wysnuć wniosek, iż niższa inflacja usprawiedliwia niższe stopy. Inną sprawą jest, że gdy mamy recesję, to aby pobudzić gospodarkę, należy zwiększać popyt na kredyt. Tylko co z tego, że stopy niskie, jak korporacje borykają się z poprzednimi kredytami i nie mogą wziąć kolejnych, aby dokonać inwestycji i pobudzić sektor. Tak naprawdę tani pieniądz pomaga bankom, gdyż więcej zarabiają, udzielając co prawda tańszych kredytów, ale też mniej płacą za depozyty. Czyli maksymalizacja spreadu. Inną sprawą jest, że w Polsce jest dokładnie odwrotnie. I tak aż się banki „zarżną”.
Jednak przejdźmy do konkretniejszych rozważań. Skoro wiemy, iż podczas recesji stopy maleją, a podczas boomu rosną, a w przypadku rozkręcania gospodarki także maleją, to możemy na ich podstawie przewidywać stan koniunktury. Ale to jest oczywiste. Stopy rosną – odpowiedź na rosnąca inflację, czyli rozwój gospodarczy i odwrotnie. Ja wole traktować stopy w jednej strefie ekonomicznej jako wskaźnik wyprzedzający dla drugiej. Na wykresie tego nie widać, ale sprawdza się na danych historycznych. Zasada jest prosta. Jeżeli stopy w USA rosną to po kilku miesiącach opóźnienia wzrosną też w strefie Euro i w Wielkiej Brytanii. Jeżeli w USA tną stopy to toną je także w Europie. Zmiany stóp w Ameryce wymuszają niejako zmiany na Starym Kontynencie. Oznacza to, że na podstawie obserwacji stóp ogłaszanych przez FED można przewidywać posunięcia ECB i BoE. A to za sprawą gospodarek połączonych i zbieżności cykli koniunkturalnych. Wystarczy tylko zainwestować w instrument związany z poziomem stóp procentowych, czyli w kontrakty na obligacje lub waluty jako instrumenty silnie powiązane. Niestety wymaga to wzięcia pod uwagę rynkowych stóp procentowych, ale o tym w następnym odcinku ;) .
