Pytanie retoryczne, przynajmniej tak mi się wydaje. Oczywiście, że można, nawet więcej niż w czasie hossy, jednak nie tyle na akcjach (choć teoretycznie też można), co na instrumentach pochodnych. I nie jest to prawdą, że jest to skomplikowane. Niestety, nie mogę udowodnić, że dobra analiza może nam pozwolić na zysk nawet kupując akcje. Szkoda.
Zacznijmy jednak od początku. Statystycznie w ciągu ostatniego roku zysk mnożna było osiągnąć kupując akcje 4 spółek. Owszem, to trochę mało. Dwa lata to 15 spółek. Niektóre oferujące zyski 1% w ciągu tego okresu, ale zawsze to zysk. Nie interesuje nas też jak wiele traciły w tym okresie, a jedynie cena na początku i na
końcu. Można powiedzieć (takie gdybanie w oparciu o historię), iż godnymi uwagi były Mediatel i Netmedia (rok) oraz Mostostal Płock, Elektrobudowa, LPP, Eurocash, WSiP czy Mostostal Warszawa (dwa lata). Ale jak odgadnąć, że akurat te spółki po 2 latach będą warte więcej od innych1? Po prostu zgadywanka. A może jednak nie? Zakupy Mostostalu czy Elektrobudowy mogły być podyktowane analizą (i tak wcześniej zgarnęlibyśmy zysk) sektora petrochemicznego i energetycznego a pośrednio także budowlanego2. Można by się zagłębić w raporty, ale tak naprawdę nikt nie był w stanie tego wywnioskować. Tym sposobem doszedłem do stwierdzenia, że w czasie bessy nie warto szukać dobrych spółek, które ją przetrwają, bo dostaje się wszystkim. Trzeba zmienić strategię i stosować kontrakty terminowe.
No właśnie, za wielkiego wyboru nie mamy. Możemy zawierać transakcje na kontraktach na waluty (dolar, funt, frank, euro, ale nie interesują nas) oraz indeksy (WIG20, mWIG40) a także akcje (Agora, KGHM, Pekao, PKN Orlen, PKO BP, Telekomunikacja Polska). Niewiele tego, jednak biorąc pod uwagę totalną wyprzedaż warto zająć pozycje krótkie na każdym z tych kontraktów. Jeżeli wiemy, iż jedna z tych spółek jest w „słabszej kondycji”3 to kontrakt jest w sam raz. Jeżeli wolimy analizować cały rynek to pozostają nam kontrakty na indeksy. Możemy oczywiście skorzystać z opcji, które są oferowane, lecz płynność jest raczej niewielka. Zarówno opcji jak i instrumentów bazowych, gdyż to jest ważne przy ich wycenach.
Jeszcze innym sposobem jest dokonanie tzw. krótkiej sprzedaży, czyli pożyczenia akcji ich sprzedaży z obietnicą późniejszego odkupienia. Wiem, że na akcje
wchodzące w skład indeksu WIG20 istnieje ten rodzaj umowy. Ponoć na inne akcje też, lecz to zależy od konkretnego Domu Maklerskiego. To także jest narzędzie, dla tych, którzy wiedzą, iż spółka jest w „słabej kondycji”. Niestety nie ma możliwości zastosowania dźwigni finansowej jak w przypadku kontraktów terminowych.
Należy jednak zwrócić uwagę, że zarabianie na giełdach papierów wartościowych podczas bessy, jest bardzo utrudnione 4. A to ze względu, że rynek błędnie wycenia wartość spółek, z powodu ulegania panice. A to, ze względu na małą ilość instrumentów pochodnych. A to z powodu braku Widzy inwestorów na temat ich użycia. Trudno więc zachowywać się racjonalnie, podczas gdy wszyscy usiłują sprzedawać swoje, z pewnością czasem wartościowe, papiery. Jednak ci, którzy odpowiednio wcześnie zajęli pozycje krótkie w kontraktach terminowych – nie narzekali. I dlatego finalnym wnioskiem jest to, że na giełdzie podczas bessy da się zarobić, jednak porzucając racjonalne myślenie i standardowe instrumenty, a jedynie sprzedając kontrakty.
- Jak odgadnąć, że jacyś debile wiedzieli, iż to co robią może doprowadzić do kryzysu a jednak robili to dalej? [↩]
- Tak samo można było zrobić z każdą inną spółką, wtedy wyniki większości sektorów były świetne. [↩]
- Małe nakłady inwestycyjne, niska sprzedaż, niezadowalający zysk lub strataa, [↩]
- Nie jest dostępne dla przeciętnego „dziecka hossy” lub „leszcza”, jeśli można to tak wyrazić. [↩]




szkoda ze nie ma u nas czegos takiego jak short ETF-y – o korelacji -1 z indeksem.