Dzisiejsza notka miała być o wyborach w Stanach Zjednoczonych, lecz te mogą nas jeszcze zaskoczyć i wpłynąć inaczej niż się spodziewamy an rynki. W czasie, gdy o tym nie myślałem, rozpocząłem poszukiwanie przyszłego lokum w stolicy, w mieście, gdzie prawdopodobnie będę studiował. Choć nie wiem jaka będzie przyszłość pora zacząć o niej myśleć, bo potem może być za późno.
Właściwie w kręgu moich zainteresowań jest tylko Warszawa, jako miejsce studiowania i być może przyszłego życia (początków pracy, itp.) to trzeba przygotować plan awaryjny, sprawdzić uczelnie w innych miastach, np. w Poznaniu lub Gdańsku. Konkretnych planów jeszcze brak, dlatego skupiam się najbardziej na stolicy. Niestety nic w życiu nie jest łatwe i niewątpliwie należy do tego poszukiwanie mieszkania. Na początku może wyjaśnię problem – nie mam z kim mieszkać. Choć zgeneralizowane, to tak jest faktycznie. Chodzi oto, że nie znam nikogo zaufanego, z kim mógłbym bezkonfliktowo poruszać się w obszarze jakichś 50 metrów kwadratowych. Albo osoby, z którymi byłbym w stanie mieszkać mają już załatwione mieszkanie (z innymi znajomymi, u rodziny) albo wybrały inne miasto do studiowania. Nikogo z ulicy raczej nie wezmę, co wymusza mieszkanie samemu. To nawet mi odpowiada, bo lubię być sam i nie mieć czyjegoś zrządzenia na głowie.
Jednak problem mieszkania samemu i tak istnieje. Nie chodzi już o jakieś czynności domowe typu pranie, gotowanie i inne, bo to akurat umiem. Raczej interesuje mnie koszt utrzymania. Niby 1500-2000 zł za wynajem to nie jest ogromna kwota jak na moje warunki, lecz moim zdaniem nie warto tyle wydawać. Lepiej już płacić ratę kredytu i być na swoim. Bo nie chodzi oto, że mam pieniądze, lecz oto na ile racjonalnie je wydaję. Takie wydawanie racjonalne nie jest. Najtańsza kawalerka jaką znalazłem to 800 zł. Odpowiada, ale lokalizacja już nie. Wszystko to stawia przede mną dylemat, czy znaleźć coś dla siebie na własność czy jednak wynająć jakąś niewielką kawalerkę. Niezależnie jaką opcję wybiorę i tak pojawiają się następne problemy.
Jakie problemy? Ano lokalizacja to pierwszy poważny. Ciężko znaleźć mieszkanie w pewnym przedziale cenowym (czy to wynajem czy kupno) znaleźć mieszkanie w dobrze skomunikowanym punkcie. Blisko metra czy Szybkiej Kolei Miejskiej. Generalnie tramwaj czy autobus też mogą być, byle bez przesiadek. No i żeby nie było ścisku typu jeden na drugim a trzeci na dachu. Jak już to pasuje to okolica nie wydaje się bezpieczna. Albo brakuje balkonu. Albo trzeba obowiązkowo dokupić garaż. Albo oferta już nieaktualna. Albo trzeba wynająć w minimum 2 osoby. Zawsze jest jakieś ale…
A co Wy drodzy czytelnicy mi radzicie? Czy kupić czy jednak wynająć? Jeśli tak to jaka lokalizacja i jak z komunikacją do centrum? Osobiście myślałem o jakimś małym lokum, do 45 metrów kwadratowych. A może macie jakichś znajomych, którzy mają mieszkanie do wynajęcia? Albo znacie jakieś oferty? Jestem otwarty na różne pomysły i inicjatywy pomocy. Jeśli takie się znajdą będę bardzo wdzięczny. Bo naprawdę wybór jest trudny.
Hej, miałem niedawno dokładnie taki sam problem jak Ty. Wynajecie za kase rzędu 1,5-2k zł to odpada na pewno bo tak jak mówisz, nie jest to racjonalne podejscie. Kupic? Hmm, nigdy nic nie wiadomo i gdzie nas los rzuci za jakis czas. Wiec to bym też narazie odłozył. Moja rada taka, jesli juz naprawde nie ma nikogo zaufanego to wybrac akademik(jakis spokojniejszy;)) a z czasem poznasz nowych ludzi i będzie można coś wymyślic co do lokum. W wawie nie brakuje ofert wynajmu mieszkań wiec nie ma sie co bać ze np po 1 pazdziernika nie bedzie żadnej ciekawej oferty. A tak już poza tym, to wszytskiego w życiu trzeba spróbowac, a mieszkanie w akademiku(chocby nawet tylko kilka tygodni) to naprawde coś czego trzeba doświadczyć;)
Akademik nie, bo nie skończę pierwszego semestru ;) Niestety to rozwiązanie nie jest dobre. I właśnie dlatego powstał ten dylemat. A że nie lubię robić wszystkiego na ostatnią chwilę (może to i źle) to problem powstał już teraz.
Heee, jak akademik to nie znaczy ze odrazu picie;P To dobra okazja do cwiczenia charakteru i silej woli ;)
jak zwykle punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia. ja akurat nie mialem tego problemu, bo jestem z wawy i studiowalem na miejscu; ale troche zaluje ze nie studiowalem gdzie indziej, jednak kiszenie sie z rodzicami powyzej pewnego wieku a mieszkanie w akademiku/z kims w wynajetym mieszkaniu czy samemu to zupelnie co innego. chociaz finansowo rodzice nie mogliby mi jakos znaczaco pomoc, musialbym wziac kredyt studencki i pewnie dorabiac cokolwiek na boku.
A ogolnie w wawie z wynajeciem taniego w miare sensownego mieszkania jest ciezko. ja szukalem 1,5roku temu i lepsze oferty znikaly bardzo szybko a podobno teraz jest gorzej. no i podwyzki, jest naprawde znacznie drozej, niektorym lokatorom wlasciele podnosza czynsz, w wiekszosci przypadkow jednak cena skacze dopiero jak sie stary lokator wyprowadza i wlasciciel szuka nowego. W osotatnich 2-3latach nabudowalo sie sporo nowych mieszkan, niestety, sporo stoi i pewnie jeszcze dlugo bedzie stala pustych; ci co kupili z mysla o sprzedaniu z zyskiem, czesto nie maja kasy na to zeby je wykonczyc i rzucic na rynek wynajmu, a teraz, jak im ceny spadly, a koszty rat wzrosly to tym bardziej. Albo sprzedadza z minimalnym zyskiem [albo i strata], albo zacisna zeby i beda splacac pustostan. No ale zostawmy moze spekulantow.
Troche demonizujesz chyba potencjalnych sublokatorow ;) oczywiscie, moze Ci sie trafic ktos mega upierdliwy, balaganiarz itd, ale bez przesady, mieszkanie z kims tez czegos uczy, kompromisow, stanowczosci asertywnosci itd itp. Wiec moze nie warto zarzekac sie na starcie, ze nie nigdy… Z kims zawsze placisz 50/50, wiec nie wyrzucasz 100% w bloto. A zawsze jakis tam social skills nabedziesz ;]
jest drogo, najem jest drogi i ceny m2 tez (na razie) sa mega wysokie. na tym rynku trendy sa raczej dlugie, wiec deweloperzy czy sprzedawcy z wtornego beda mieknac powoli. Ograniczenia kredytowe juz robia swoje, do niedawna to kupujacy kredytowali dewelopera, a ostatnio to deweloperzy chca kredytowac kupujacych! (np.JWC). ceny powoli sie obsuwaja, pojawia sie coraz wiecej placht na blokach ,Sprzedam’ – na pewno zauwazyles obok budynku PWSBiA gdzie pisales egz mpw, po 2giej str ulicy 2 plachty Sprzedam i 1 wynajme. jakies pol roku temu byla jedna – ta co ,wynajme’ to bylo ,sprzedam’, gosciu zmienil zdanie, a za pare mies poajwily sie nowe sprzedam, pare krokow dalej tez wisi ,sprzedam’ na nowym budynku za ta szkola. Widac w ktora strone idzie rynek. Ceny jak na razie drgnely powoli, sprzedawcy nadal nie chca wziac do wiadomosci ze potencjalni kupujacy moze i by zaplacicli tyle, ale bank mi nie da kredytu, wiec moga zaplacic co najwyzej X-25%. Znajomy mial do sprzeadania pare mieszkan w Rembertowie, kilka min od SKM (18min do Centrum), zaczynal od 6500, ostatnie sprzedal 1-2 mies temu za 5500. Na Woli, calkiem blisko centrum, pojawiaja sie ciekawe oferty, nawet ponizej 7k, w starych kamienicach, stan jest rozny, ale zdarzaja sie po remontach i sa to calkiem ciekawe oferty; Ursynow nadal drogi (wiadomo, oslawione metro), na Kabatach dawno nie bylem.
Decyzja wydaje mi sie zalezy od tego jakim kapitalem dysponujesz dzis, jakim dodatkowym cash flowem (np pomoc rodzicow). Kupno jest nadal duzo drozsze (spokojnie o 100% wielu przypadkach). Zaczyna sie spowolnienie, ludzie juz nie sa tak hardzi w pracy jak to bylo rok temu, pismaki tylko podsycaja ta atmosfere ze bedzie recesja ze firmy beda zwalniac bla bla. O tym, ze raczej w ciagu najblizszych 2-4lat nie bedzie lepiej niz teraz, to mozna przyjac z duza pewnoscia, ale o ile bedzie gorzej, to nikt nie wie. Ceny juz zaczynaja spadac, wynajem na razie nie, dopoki bedzie w miare ok z praca, najem nie spadnie. Ale jak bedzie faktycznie gorzej, to i z wynajmujacych nie bedzie mozna wycisnac bo nie beda mieli z czego zaplacic. tutaj trudniej wysrubowac cene, bo za wynajem placisz z pieniedzy ktore masz dzis, a kupujesz za cos czego nie masz.
Jesli bylbym na twoim miejscu i dysponowal jakas gotowka, niewazne w sumie jakiego rzedu, czy 15 czy 500tys, to bym wynajal, w perspektywie powiedzmy 2-3lat obserwowalbym rynek, szukal czegos ciekawego i w tym czasie staralbym sie powiekszyc ta kase. Kupione mieszkanie tez kosztuje, sam czynsz to bedzie jakies 400-500zl, wynajmujac z kims, zaplacisz powiedzmy 700; oplaty za liczniki ida na 2 itd.
Akademik to akademik, mam silną wolę (przynajmniej tak mi się wydaje), ale jeżeli mam taki okres, że chcę być sam w ciszy i nagle ktoś wchodzi i się śmieje itp. Zabiłbym normalnie.
@Jose – dziękuję za ten bardzo ciekawy wywód, bardzo rozjaśniłeś mi myśli. Fakt widziałem „sprzedam” i „wynajmę”, ale chyba w każdym mieście się coś takiego znajdzie. Racją jest, że chyba lepiej przeczekać na konkretny ruch rynku, ale rok wydawania pieniędzy na nieracjonalną inwestycję, ale chyba będę zmuszony. Potrzebuje lokum spokojnego, gdzie będę w stanie się skupić zarówno na tradingu jak i na nauce. Z kimś odpowiednim będę w stanie mieszkać po pierwszym roku dopiero, więc wolałbym mieć coś ok na sam pierwszy rok, który pewnie jest ciężki.
Ale może źle myślę?
Na Twoim miejscu szukania mieszkania zacząłbym od banku… który da Ci kredyt. Problem co zrobić pewnie sam się rozwiąże chyba, że masz kogoś ze zdolnością kredytową na kogo kupisz mieszkanie i weźmiesz kredyt.
Jeśli masz kogoś takiego, to z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością można powiedzieć, że długofalowo zawsze bardziej opłaca się budować swój kapitał, niż cudzy.
Masz kase….. kup.. zawsze odsprzedasz z zyskiem….
Lamera nie sluchaj, on sie nie zna. Moim zdaniem najoptymalniej wynajac w 2 osoby, albo wynajac jeden pokoj w mieszkaniu studenckim (tylko taki w ktorym mozesz zamknac drzwi na klucz ;)). Gdybys przypadkiem trafil do Gdanska – pewnie do Sopotu bo sa tutaj wydzialy zarzadzania i ekonomii UG, to Ci w dobrej cenie kawalerke 5 minut od uczelni wynajme :)
Jeżeli już trafię do Trójmiasta to mam tam rodzinę, więc raczej nie będzie problemu. Ale dzięki, zapamiętam :)
Czegos tu nie rozumiem, piszesz ze Warszawa bedzie miejscem twojej przyszlej pracy. Jezeli tak ci dobrze idzie na forexie po co chcesz pracowac u kogos innego?
Bo raz jest lepiej a raz gorzej. A w wielkiej korporacji/funduszu jest lepiej. Większy kapitał, mniejsze ryzyko, bezpośrednio nie wpływa na Twój budżet. Ja nie zakładam, że będę stale zarabiał tyle ile zarabiam, powiększając ciągle kapitał. Raczej staram się myśleć nad kilkoma alternatywami. A teraz najlepsza wydaje się ta z pracowaniem u „większych”.
Może będę podróżował? Wiele czynników wpływa na życie, nie jestem w stanie wszystkiego przewidzieć…