Brzmi jak tytuł hollywoodzkiego filmu, lecz niestety nie tego dotyczy. Ostatnie dwa dni mogę zaliczyć do straconych, gdyż zarówno w miejscu mojej nauki jak i mojego życia zapanował chaos informacyjny i komunikacyjny. Źle zrobiłem wychodząc w tym czasie z domu. A to wszystko w imię czego?
Zacznijmy od ciemniejszej strony, czyli chaosu organizacyjnego w mojej ukochanej, ulubionej, ubóstwianej i cudownej szkoły. Wychodząc do niej w poniedziałek musiałem jak zwykle poczekać min. na autobus, bo ten nigdy nie przyjeżdża planowo, chyba że specjalnie wyjdę później żeby nie czekać. Wtedy zwykle przyjeżdża zgodnie z rozkładem ;) . Potem dowiedziałem się, że na pierwszej godzinie w ramach zastępstwa jest ostatnia. Ok., fajnie, krótsza męka. Następna lekcja odbyła się w czytelni. Niby z powodu jakiejś kontroli sali, przez co nauczycielka narzekała, że niby to ma być ważniejsze od jej lekcji. Czego chciała? W czytelni i tak są lepsze warunki, tyle że tablicy nie ma. Potem, dosłownie przed samą lekcją dowiedzieliśmy się, że jej nie ma, a w zasadzie dwóch. Także wyszło na to, że miałem jedną wartościową lekcję. To samo we wtorek. Jakoś nikt poprzedniego dnia nie uprzedził nas, że pierwszej lekcji nie będzie a potem jedyną wartościową lekcją będzie jeż. niemiecki. Kolejny dzień stracony. A przecież można zastępstwa i zwolnienia umieszczać w Internecie i wtedy uczeń będzie wiedział, co „powinien” zrobić.
Jeśli chodzi o chaos komunikacyjny to jest on ściśle związany z Tour de Pologne. Oczywiście wyścig musiał przebiegać głównymi ulicami, a ich zamknięcie musiało sparaliżować ruch w mieście. Główne arterie komunikacyjne zmieniły praktycznie rozkład jazdy wszystkich autobusów, z których jestem zmuszony teraz skorzystać. Także musiałem iść w straszne zimno na jedną lekcję do szkoły. Uwielbiam to. Co więcej nowe trasy autobusów można było poznać tylko w Internecie – lakoniczna wzmianka. Na przystankach nie było żadnych informacji, nie było też jakiegokolwiek przybliżonego rozkładu jazdy. Korki? Jeden wielki na ul. Warszawskiej, Pałacowej i Poleskiej, czyli tych, które przejęły funkcje tych zamkniętych. Na skrzyżowaniu przy mojej szkole (Warszawska, Pałacowa) można było stanąć i stwierdzić, że czy w lewo, czy w prawo, czy prosto to sznur samochodów jest długi w ch… Gdyby policja nie kierowała ruchem to nie byłoby dobrze.
Sam wyścig – nawet fajny, ale było zbyt zimno aby myśleć o jakiś fotograficznych podbojach. Miejsce maiłem dość dobre i wystarczy. Tylko czy kilkunasto minutowa promocja miast w ogólnopolskich i europejskich telewizjach jest warta takich utrudnień dla mieszkańców? Zdaniem prezydenta tak, zdaniem mieszkańców też, lecz jeżeli miasto organizuje imprezę to niech się chociaż dobrze do niej przygotuje i tydzień wcześniej poinformuje o wszystkich utrudnieniach, poda rozkłady, etc. Tego testu jednak włodarze nie zdali, a szkoda, bo wszystko mogło być lepiej zaplanowane i lepiej wykonane.

Widze słabiutko, u mnie miesiac przed informowali o wszelkich zmianach, nawet w szkolach powywieszali mapki z przebiegiem zeby kazdy zaplanował dojazdy
Co Białystok to Białystok… ale u nas to normalne :)
Już drugi raz nie sprzedali działki w samym centrum miasta z przeznaczeniem na galerie/apartamentowce/hotele. Naprawdę, to trzeba umieć :)
Nie będę pisał nowej notki, lecz dnia 3.08 znowu w Białymstoku odbył się wyścig. O ile organizatorzy wyciągnęli wnioski z poprzedniej imprezy (trasa ta sama, ale nie było problemów takich jak w tamtym roku) to komunikacja nadal szwankowała. Na szczęście nie tak jak w zeszłym roku,a to głównie dlatego, że okres wakacyjny. No i większość mieszkańców zrezygnowała z użycia samochodu tego dnia :) Generalnie lepiej niż w zeszłym roku.