Na ukojenie ciężkiego, ale wcale nie zakończonego tygodnia, bo ostatnio przestałem rozumieć pojęcie, pt. „dzień wolny”, proponuję krótki felieton, który dotyczy wpływania na postępowanie wielu innych osób za pomocą prostych słów. Nie trzeba być premierem, by to robić, choć rzeczywiście zasięg oddziaływania będzie mniejszy.
Za narzędzie może nam posłużyć stwierdzenie, pytanie retoryczne plotka czy nawet reklama. Oczywiście tym większy będzie efekt, im wyższa nasza pozycja społeczna. Jednak niezależnie czy wpływamy na 1 osobę czy 1 mln osób, dokonujemy manipulacji, często nieświadomej. Jak już było zaznaczone chcę nawiązać do wypowiedzi premiera na temat wprowadzenia w Polsce euro. Ot, część pomyśli, palnął sobie. Inni pomyślą, że dokona tego cudu. Następnego dnia możemy przeczytać kilkanaście komentarzy znanych ekonomistów i stwierdzić fakt umocnienia się złotego o ok. 5 gr. Nawet jeśli realność tej wypowiedzi jest mała, to zamierzony (lub nie) efekt został osiągnięty. Innym przykładem są wypowiedzi pana Bernake’a - istny miód na uszy spekulantów. Jeśli jest się prezesem FED to waży się słowa a nie gada co się chce. Działa to skutecznie na miliony osób - traderów, Amerykanów czy ostatnio obywateli świata. To jest władza, a nie jakaś tam armia.
Zejdźmy jednak niżej i przytoczmy wypowiedź chociażby kampanii reklamowej pewnej firmy brokerskiej1. Jeżeli reklamuje się jako firma dbająca o interes klienta, zapewniająca najniższe prowizje i działająca w imię zachowania bezpieczeństwa obrotu i interesów klienta, to czemu tak naprawdę ich support traktuje klienta z wyższością, odmawiają odpowiedzi na ważne pytania, lub piszą ogólniki twierdząc, że i tak nie zrozumiem pełnej odpowiedzi. Być może na rynku regulowanym takie kwiatki nie występują, ale na rynku nieregulowanym, którego notabene nie obejmuje fundusz gwarancyjny2 są dość powszechne. Ech, trudno dzisiaj o uczciwego, nastawionego na klienta pośrednika.
Schodząc jeszcze niżej możemy sobie przytoczyć wypowiedzi np. nauczyciela. Zapowie pytanie/kartkówkę lub test i większość zdaje sobie trud nauczenia się. Inaczej mówiąc wywiera na nich wpływ. Idąc tym tokiem myślenia, jeżeli posłużymy się np. plotką w naszym otoczeniu, to ludzie zaczną się ciekawić, myśleć i wchodzić w interakcję z innymi tylko z powodu tejże plotki. Wywarliśmy wpływ? Wywarliśmy. Sam ostatnio odczuwam, że jak rozmawiam z kimś o rynkach i o tym jakie mogą być dalsze perspektywy na zysk, to zyskuję posłuch. Nie wiem czemu ludzie stosują się do moich analiz (zainteresowani wiedzą o co chodzi), ale to zaczyna być niebezpieczne. Odpowiedzialność za słowa wzrasta w miarę zysku posłuchu, a to rodzi nowe komplikacje.
No dobrze, ale jak zmienić słowem wszystko? Pisałem, że nie trzeba być premierem lub sławnym analitykiem. Wystarczy albo zaciekawić swoją wypowiedzą („mądre” stwierdzenie) albo sformułować przekaz atrakcyjny i intrygujący (plotka, agresywna reklama) albo wyzwać do polemiki (pytanie retoryczne) albo po prostu zyskać posłuch. Na ten trzeba długo pracować i stosować wszystkie powyższe metody. Tylko jeżeli w świadomości ludzi będziemy figurować jako osoba „znająca się na rzeczy”, będziemy mogli na nich wpływać, niezależnie czy jesteśmy uczniem, śmieciarzem czy miliarderem. Jednak zawsze należy brać odpowiedzialność za swoje słowa. Bez tego szybko stracimy to an co pracowaliśmy i zostaniemy uznani za „gadających bzdury”. Najlepiej jak budujemy swój wizerunek nieświadomie, mówiąc racjonalnie, ciekawie i bazując na faktach. Tego życzę każdemu, kto chce aby jego wypowiedzi miały wartość dla innych.









0 Responses to “Jak słowo może zmienić wszystko – poradnik (nie)praktyczny”
Leave a Reply