Po notkach na tematy różne, postanowiłem napisać coś konkretniejszego. Jako, że rynek daje i odbiera, a w ostatnim czasie wyszło na to, że daje, stwierdziłem, że też dam coś od siebie. W tej notce spróbuję przedstawić wszystkie za i przeciw dalszemu umacnianiu się dolara. Z pewnością będzie to miało znaczenie dla długoterminowych prognoz.
Zanim przejdę do dywagacji na temat „czy spadnie czy wzrośnie” pozwolę sobie przytoczyć kilka faktów. Faktów, które były relatywnie łatwe do przewidzenia (choć może nie ich skala). W ciągu nieco ponad ostatniego miesiąca dolar przybrał na sile. W stosunku do euro 10%, funta – 11%, fanka szwajcarskiego – 7,7%, dolara australijskiego – 16%, złotego – 18%. Złoto staniało o 14%, miedź o 17% a ropa o 16%. Jak widać powrót do dolara niekorzystnie wpłynął na rynki surowcowe i jednocześnie na giełdy. Te ostatnie odnotowują spadki indeksów nie tylko ze względu na przemieszczenie kapitału związane z wycofywaniem się ze spółek
surowcowych, ale też ze względu na złe dane z gospodarki zarówno USA jak i strefy euro, co skutkuje wycofaniem się ze wszystkich spółek. Nie ma się co oszukiwać – cykl koniunkturalny zmienił się na recesję (bądź stagnację lub znaczące spowolnienie gospodarcze w krajach szybko rozwijających się). Jak długo to potrwa? Moje ostrożne prognozy, które są poparte nie zwykłym wpatrywaniem się w trendy danych, ale czymś bardziej z pogranicza analizy porównawczej i przewidywaniem zmian stóp procentowych, mówią o jeszcze roku do dwóch. Jednak przyjmując dość realistyczny wariant za rok, we wrześniu powinniśmy „odetchnąć” od wystarczająco niekorzystnej światowej sytuacji gospodarczej. Jednak do tego czasu możemy się spodziewać (spekulacyjnego)umacniania się dolara, w stosunku do złotego poziom 2,6 nie wydaje się być nierealny, a jeszcze miesiące temu był. W stosunku do euro spadki poniżej 1,38 euro za dolara są raczej nieoczekiwane, jednak wszystko może się zdarzyć, a przełamanie tej granicy może doprowadzić cenę na poziomy sprzed 2 lat. Wiele zależy od odczytów PKB strefy euro, które jest już ujemne. Jeśli interesują ans rynki akcji to też nie mam dobrych
wiadomości. Przykładowo indeks WIG20 przy obecnym poziomie około 2500 pkt. (max 3900) może jeszcze testować poziomy 2100-2200 pkt., choć będzie się poruszał bardziej w trendzie bocznym niż spadkowym. Prognozujący światową koniunkturę Dow Jones z obecnego poziomu 11 tys. pkt. może zejść jeszcze do granicy 10 tys. Dlatego do analizy rynku powinniśmy przyjąć taktykę „z dołu do góry” i wybierać tylko spółki, które mają perspektywy rozwoju lepsze niż rynek, np. czeski CEZ, który jest prawie niezależny od koniunktury. Co nie oznacza, że nie udzielają się inwestorom tego aktywu nastroje giełdowe. Jednak wycena fundamentalna jest mocna.
Przejdźmy jednak do właściwej prognozy na trochę krótszy okres niż cały cykl „recesji”. W najbliższych miesiącach (powiedzmy do listopada) oczekuję „ubicia dna” na eurodolarze. Myślę, że będzie ono w granicach 1,38 dolara za euro. Choć nie powiem, Europa ma teraz przed sobą trudne zadanie – chronić przed inflacją czy
stymulować zatrzymanie spadku PKB. Zaś w stosunku do funta oczekuję poziomu 1,73 dolara za funta. Nie zdziwię się jeśli ta wartość będzie mniejsza, lecz powinniśmy najpierw zobaczyć jakąś korektę tych ogromnych spadków. Na funcie śmiało można mówić o poziomach 1,82 jako celu tejże korekty. Cena ropy ma szansę testować poziom $100 za baryłkę, jeszcze 2 miesiące temu uważany przez analityków, traderów (w tym mnie) i polityków za mało realny. Tu zastosowałbym jakąś strategię opcyjną na konsolidację, np. straddle lub strangle. To samo może się tyczyć walut, bo zarówno po silnych wzrostach było spore niezdecydowanie, przypuszczam, że będzie i po spadkach.
Podsumowując, uważam, że do końca roku raczej nie wrócimy do trendu wzrostowego na interwałach tygodniowych, a być może na jakiś czas zmienimy kierunek ruchu. Warto być na to gotowym i swoje długoterminowe inwestycje zamienić na portfel krótszych, ale lepiej dostosowanych.