Dzisiaj muszę podjąć jakże ważny temat edukacji polskiej młodzieży. Nie tylko ze względu na to, że oni (w sumie to – my) są przyszłością narodu, ale dlatego, że sam musze uczestniczyć w tym działającym, jednakże chorym i nieefektywnym systemie. A wszystko dlatego, że komuś nie chce się wziąć odpowiedzialności za zmiany.
Rano, po uprzedniej wyprawie do sklepu po śniadanie, wybyłem na „oficjalne”, „uroczyste”, „ach i och” rozpoczęcie roku. Generalnie wypada być – klasa maturalna (ach, to już?). Wszystko zaczęło się planowo, równo z wybiciem godziny dziewiątej. Po 14 min. wszystko było już skończone. Pytam się po co przerywałem ważniejsze sprawy? Tak, tylko po to aby wysłuchać po raz trzeci tego samego przemówienia rozpoczynającego rok szkolny (fakt, nie identyczne, ale bardzo podobne). Tylko. Rozkład znajdę w Internecie, wszytko inne też tam znajdę – ot muszę się pokazać. Dla mnie to totalny bezsens. Ale martwi mnie co innego – przede mną 8 miesięcy męki z systemem, a tylko 3 miesiące „prawdziwej” nauki do matury – powtarzania, systematyzowania, rozwiązywania zadań. W dodatku będę musiał dalej przykładać mniejszą bądź większą uwagę do przedmiotów pobocznych. Bo oczywiście licealista ma na głowie tylko naukę, nic innego nie musi robić. Ten, kto to wymyślił powinien zostać zlinczowany. Nie muszę dodać, że w „elitarnych” szkołach obowiązuje system: masz umieć, a ja i tak Cię tego nie nauczę. Oznacza to dodatkowe zajęcia językowe oraz z innych przedmiotów. Tam przynajmniej można się czegoś nauczyć, prywatne pieniądze o wiele efektywniej się wykorzystuje…
Do tego dochodzą zupełnie niezrozumiałe przeze mnie strajki. Tak, nauczyciele wysoką pensją nie grzeszą, ale po co je robić skoro nie odniosą skutku? Pieniądze nagle się pojawią? A owszem – z naszych podatków. A premier zamiast obiecywać, zrobił by coś realnego w tym kierunku. Ale zaraz, przecież słupki w sondażach spadną. Nie chcę ponownie rządów PiSu, ale nie chcę też ospałych rządów Platformy. I jak młodzież ma nie emigrować?
Przejdźmy jednak do pozytywniejszej części dzisiejszego dnia – postanowiłem zrobić parę rzeczy w tym roku kalendarzowo-szkolnym. Przede wszystkim zdać egzamin MPW, choćbym miał zawalić cały wrzesień. Już jestem nieźle przygotowany, ale gdy szkoła mnie rozproszy może być źle. Kolejnym ważnym zadaniem jest zdanie matury na poziomie zadowalającym i koniecznym do dostania się na „wymarzoną” (nie mam pojęcia jakie inne słowo odwzorowujące moje odczucia tutaj wstawić) uczelnię. Dodatkowo na odchodne pokazać, że Olimpiadę Przedsiębiorczości da się wygrać, albo przynajmniej zostać finalistą ;) . Do tego chcę pomagać innym zacząć zarabiać pieniądze za pomocą rynku kapitałowego. No i chcę też wymyślić kilka nowych metod handlu oraz nie dać się depresji sezonowej, która w tym roku bardzo wcześnie się zaczyna. A więc do roboty!
Poglądy są wyrażeniem osobistej złości autora na wszystko co go otacza i przytłacza, ze względu na to, że świat nie jest sprawiedliwy. Nie martwcie się – za kilka dni mu przejdzie :)
A na jaki kierunek planujesz składać na tę wymarzoną uczelnię? (no i zdradź co to za uczelnia ;))
Finanse i rachunkowość albo inny pokrewny, żeby mieć jakąś alternatywę. A uczelnia to SGH, a jak się nie uda to pewnie UW.
Heh, to witam w klubie :D
Ja równo za miesiąc rozpoczynam studnia na kierunku FiR, tyle że na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie :)