Prezydent, premier i wszechwładca Rosji – pan Putin powinien napisać poradnik pt. „Jak na oczach całego świata dokonać aneksji suwerennego państwa”. Może tam zawrzeć nie tylko ostatni przykład agresji na Gruzję, lecz też inne historyczne wydarzenia dotyczące Federacji Rosyjskiej, ZSRR czy Rosji Carskiej.
Lecz nie historią w tej notce będę się zajmował. Interesuje mnie raczej obecny konflikt pod względami humanitarnymi i wpływu na rynki. Bo polityka jest zbyt skomplikowana, aby próbować ją zrozumieć. Tak, naprawdę obie strony są winne – Gruzja, bo dała się sprowokować, Rosja – bo wreszcie pora pokazać światu na co ich stać. A na tym wszystkim ucierpieli, cierpią i będą cierpieli niewinni, spokojnie żyjący (lub od jakiegoś czasu już nieżyjący) ludzie. Wojna jest najgorsza właśnie dla cywili. Ich konflikt nie dotyczy, nie są stroną tylko w każdej wojnie ofiarą. I tym nie interesuje się nikt. Ale zdążyłem się przekonać, że w tym świecie to normalne. Czy w innych też? Jakich innych?
Rosja jest państwem, z którym nie warto zadzierać, ze względu na ogromny potencjał militarny, surowcowy i propagandowy. Jedynym równym przeciwnikiem byłby Stany Zjednoczone… tak byłby, gdyż nadal nie maja dobrego przywódcy. Gruzja jest krajem słaby, z prezydentem też nie najwyższych lotów, który dał się w to wplątać. Sytuacja jest dogodna na tyle, że można ja wykorzystać. Należy pokrzyczeć, że niszczy się kraj w ramach prowadzenia pokoju. I nikt specjalnie się nie sprzeciwi, bo to może oznaczać wojnę totalną. A tego nikt nie chce. Tak więc politycy w USA i państwach Unii Europejskiej sobie trochę pokrzyczą, my zrobimy swoje i dalej będziemy bezkarni. Dlatego doceniam prezydenta RP, za to, że chce pomóc narodowi gruzińskiemu. Apeluje, stara się zachęcić Europę, jest stanowczy. Ale wysyłanie tam żołnierzy to samobójstwo nie tylko polityczne. Mam całkiem niedaleko do Obwodu Kaliningradzkiego, a nie chcę, aby w nad moim miastem latały pociski uzbrojone w głowice nuklearne. Dlatego, prezydent choć dobrze robi, nie powinien podejmować nieprzemyślanych decyzji. Bo wystarczy, że zabraknie rozwagi na świecie, rozwagi, przez której brak kiedyś świat ulegnie całkowitej zagładzie.
A rynki na to swoje. Dzisiejszy dzień był nieco w kratkę, otwarcie z luką w dół, potem próba jej zapełnienia, potem spadki i wybicie nowych dołków, następnie stabilizacja na wyższych poziomach. Złoto na poziomie $820 za uncję, ropa $112 za baryłkę a indeksy giełdowe lekko w górę. Jak widać potrzeba większego konfliktu, aby na rynkach światowych powstało zamieszanie. Okazja będzie atak Izraela na Iran, który staje się coraz bardziej prawdopodobny.
Ja mogę tylko sobie życzyć, aby ludzie przestali ginąć z powodu przepychanek „na górze” i aby prezydenci sami poszli w pole, maszerować w kamaszach i zabijać się miedzy sobą.