W tym tygodniu stało się coś niewiarygodnego dla jednych i oczywistego dla innych. Dolar umocnił się praktycznie do wszystkich innych walut. Co było tego przyczyną? Co to oznacza dla spekulantów i dla przeciętnych obywateli świata? Co dalej? Na te pytania postaram się odpowiedzieć.
Praktycznie cały tydzień minął pod znakiem coraz mocniejszego dolara, ale przedział od środy zaznaczył się szczególnie mocno. W piątek natomiast wystąpiła masowa wyprzedaż, gdyż eurodolar poruszył się aż o ponad 3 figury1. I tak podsumowując w stosunku do euro dolar zyskał prawie 3,6% do funta brytyjskiego 2,8%, do franka szwajcarskiego 3,1%, do jena japońskiego około 2,4%, a do złotego aż 5,85%. Dodatkowo ropa staniała o ~$11 (9,2%), Dow Jones wzrósł o 4%, a złoto staniało o ponad $50 za uncję (5,8%). Nie zachwyciła za to polska giełda. To wszystko oznacza, że spekulacyjny wzrost ceny wszystkiego oprócz dolara (lub spekulacyjna słabość dolara) dobiegł końca i ceny wracają do względnej normalności.
Przyczyną takiego stanu rzeczy jest najprawdopodobniej zakończenie jakichkolwiek estymacji co do wzrostu stóp w strefie euro uzasadnione spodziewaną stagnacją gospodarczą2. Dane ze strefy euro nie zachwycają, silna waluta uderzyła w eksport, rosnące ceny z powodu słabego dolara podwyższyły inflację i gospodarka „załatwiona”. Nie jest to też przyczyna dobrych danych z USA, które nadal są fatalne i tam gospodarka znajduje się na progu recesji i pod wysoką presja inflacyjną, co jest sytuacją nieciekawą. Efektu dopełniły zlecenia zabezpieczające ustawione poniżej zakresu konsolidacji i tym samym pojawiła się duża podaż waluty. Nie wykluczam też interwencji ze strony FED czy ECB albo innej grupy banków, z tym, że utajnionej.
Dla spekulantów to doskonała okazja do ponadprzeciętnych zysków wykorzystując efekt synergii3 oraz kumulacji pozycji (Tak zwane „dobieranie” pozycji – powiększanie kapitału zaangażowanego.)). Szczególnie, iż już wcześniej pojawiły się przesłanki, co do zajęcia pozycji krótkich an rynka – przesłanki tak oczywiste, że obrońcy długich pozycji „dostali po łapkach”, gdyż trend jest spadkowy, a kierunek wzrostowy4. Dla przeciętnego obywatela oznacza to generalnie niższe ceny paliwa (przez spadek cen ropy), zmniejszenie presji inflacyjnej (ceny będą rosły w wolniejszym tempie) oraz pośrednio na obniżkę stóp procentowych co wpłynie na ożywienie gospodarcze i wejście w ponowną fazę wzrostu, lub w naszym (Polski) wypadku uniknięcie spowolnienia. Eksporterzy zyskają też na osłabieniu naszej rodzimej waluty.
Co dalej – to pytanie stawia sobie podczas tego weekendu wielu traderów. Logiczne wydaje się, że po takiej przecenie powinna nastąpić korekta. Wezmę pod uwagę tylko rynek eurodolara, ale i na innych można znaleźć całkiem silne wsparcia. Na EUR/USD na poziomie 1,4950-75 znajduje się całkiem silne wsparcie i jeśli zadziała to korekta może wynieść 2-3 figury lub też nawet powstrzymać dalsze spadki. Docelowy zasięg to nawet poziom 1,54, ale trochę wątpię. W dłuższym terminie spodziewany jest spadek do poziomu 1,43, ale już nie tak dynamiczny. Ten poziom może być osiągnięty w ciąg 2-3 miesięcy konsolidującym, powolnym trendem spadkowym. Co do funta brytyjskiego to ważnym wsparciem wydaje się poziom 1,9, który powinien być silnie broniony. Jeśli i ten zostanie przełamany, to można się spodziewać w długim terminie poziomu 1,85, gdyż funt ostatnio nie radzi sobie najlepiej zarówno w stosunku do euro jak i dolara. Wszystko zależy od rozwoju sytuacji w następnym tygodniu, jeżeli wsparcia zostaną obronione to można mówić o powrocie do osłabiania dolara, albo dalszej konsolidacji na głównych parach. Dla mnie najbardziej realistyczny wydaje się wariant powolnego umacniania się dolara.
- To około 300 pips, 1 figura = 100 pips. [↩]
- Lub co grosza stagflacją – stagnacją gospodarczą w warunkach wysokiej inflacji. [↩]
- Otwarte pozycje na wielu silnie skorelowanych parach. [↩]
- Choć wszystko zależy od skali czasowej jaką obserwujemy, ja wypowiadam się o skali dziennej. [↩]