W tej notce nie będzie tylko o tym evencie ale też o Pikniku Naukowym organizowanym przez Polskie Radio na podzamczu i ogólnie o całej mojej wyprawie do Warszawy w celu rozrywki. Choć to wszystko można by skomentować jednym słowem – zajebiście.
Wyruszyliśmy w składzie sztuk trzy o 6.05 z białostockiego dworca kolejowego pociągiem „Zamenhof” w celu bezpiecznego dojazdu do dworca Warszawa Centralna. Nie była to ani zbyt nudna ani zbyt ciekawa podróż, niewyspanie dawało się we znaki nie tylko mi. W końcu około 8.40 przybyliśmy do miejsca przeznaczenia. Ponieważ najbliższe centrum handlowe – złote Tarasy – było jeszcze zamknięte udaliśmy się do dworcowego McDonald’s i to był nasz błąd. Głupie średnie frytki kosztują 4 zł i w dodatku są nieświeże. Ja będę to miejsce omijał już z daleka. Następnie udaliśmy się do ZT i obeszliśmy ok. 1/3 sklepów co nie dało nam nic nowego – wszystko można już zobaczyć w Białymstoku. Może oprócz iSpota, którego jeszcze nie mamy, a który zawiódł mnie jakością obsługi. Następnie zjedliśmy deser naleśnikowo-lodowy, który był średni, ale może to ja nie jestem przyzwyczajony do awangardy. Potem udaliśmy się tramwajem nr 40 do miejsca przeznaczenia – Lotnika Bemowo. Tam ludzi tłum, kontrola na wejściu – napoje do kosza. Cóż, nie sądzę, aby to był wymóg bezpieczeństwa, ale raczej wymagania sponsora. Kontrola pobieżna – bombę, gaz, broń można było wnieść bez problemu. Zobaczyliśmy stoiska otwarte, pokazy motorowe i sklep z gadżetami. Następnie poszliśmy do strefy dla posiadających wejściówki (13.30) – straszy zawód, bo 200 było jeszcze w kasie i to na każdą godzinę. Oczywiście o dopchaniu się do symulatora nie było mowy, tak samo jak ciężko było się dopchać do stoiska bolidu. Ciekawszym miejscem był foto stop, gdzie dostałem gratisowe zdjęcie z pięknymi modelkami BMW. Na marginesie pozdrawiam Olę, jeśli kiedykolwiek to przeczyta – jesteś świetna ;) . Potem był rozruch bolidu – ten dźwięk i zapach spalin trzeba poczuć samemu – odjazd po prostu. A chwilę później pojawił się Robert – dzieliła mnie tylko barierka i ochroniarze. Ale autografów też nie było co mnie zawiodło po raz drugi. I tak skończyła się wizyta w strefie zamkniętej. Na szczęście załapaliśmy się na występ tancerzy drugiej edycji „You Can Dance” i udało mi się z narażeniem pleców zdobyć autografy. O 15.45 Robert wyjechał na tor i pokazał co potrafi – dwie rundki, ale jakie niezapomniane. Nieco po 16-tej udaliśmy się 40-stką do centrum a potem na podzamcze. Zwiedziliśmy cały piknik naukowy, znalazłem nawet stoisko Politechniki Białostockiej. Głównym celem była ciężarówka Discovery Channel i pokaz programu Brainiac. Niestety chemia to nie jest moje drugie imię ;). Po wszystkim zostało nam trochę czasu do pociągu, a że najbliżej była Arkadia to wybraliśmy Pizza Hut. Pyszna pizza europejska, miła obsługa (choć była plakietka „uczę się”) zwiększyła ilość pozytywnych emocji w sobotnim dniu. Jeszcze tylko Carrefour, gdzie zakupiliśmy prowiant na drogę i przejazd metrem na dworzec. W pociągu znaleźliśmy przedział tylko dla nas i rozpoczęliśmy rozgrywkę pokerową. I byłem skazany na sukces. Na samym końcu podróży złapała nas ostra głupawka po wymyśleniu przeze mnie mocnej pointy na koniec dnia. Powrót o 23.10 i absolutna satysfakcja z całego dnia. I mimo kilku wad Warszawy (smród na Centralnej, wolna komunikacja miejska i braku dobrego baru w Złotych Tarasach) chętnie zamieszkam tam podczas studiów i być może później. I ciągle po głowie chodzi mi Ola :D
Ja tam (prawie) zawsze po podróży do Warszawy idę do Sphinxa w ZT – bo jedzenie smaczne, a i porcje duże :]
I witam w klubie – też chętnie tam zamieszkam, tyle że po studiach :D
Ja nie lubię Sphinxa – zła obsługa, jedzenie pozostawia wiele do życzenia. Być może to wina tego, że ja akurat na takie trafiłem, ale to skutecznie zniechęciło mnie do tej marki.