Dzisiaj miało być o czymś zupełnie innym, jednak zdecydowałem się napisać tą notkę na gorąco, gdyż to co mi się ostatnio przytrafiło wymaga szerszego komentarza. Będzie, krótko acz dosadnie na temat bezwartościowej nauki, która zabiją tą wartościową.
Zacznijmy jednak od początku. Na przeszły tydzień zaplanowałrem sobie przeczytanie dwóch rozdziałów “Inżyneirii Finansowej” Jajugi i zrobienie przynajmniej z jednego z nich notatki. Z zapałem zabrałem się do wykonywania planu, który (zapał) bardzo szybko minął. Jako że koniec roku szkolnego zbliża się nieubłaganie, więc muszę zrobić setki rzeczy zupełnie niepotrzebnych do mojej dalszej ekonomicznej kariery i realizacji celu życia. Niemniej muszę to zrobić czy chcę czy też nie. Tak więc ten szczytny cel, podczas realizacji którego czułem się jak student (ten zwykły a nie przysłowiowy - choć mogą się nie różnić, nie wiem jeszcze nim nie jestem). Lubię czytać coś co mnie naprawdę interesuje, chętnie wtedy odchodzę od komputera i pogrążam się z pasją w lekturze. Potem robię notatki z najważniejszych zagadnień, aby móc się w przyszłości lepiej uczyć. I to jest to co naprawdę lubię. Tak jest teraz, było podczas czytania lektur do olimpiady (i choć niektóre były denne to jednocześnie były ciekawsze niż np. powieść pt. “Nad Niemnem”). I tak będzie w przyszłości, bo mimo tego co piszę to naprawdę potrafię się wartościowo uczyć. Niestety te piękne i wspaniałe cele poszły się je…ć przez trywialną naukę do niczego nieprzydatnych zagadnień z nieprzydatnych przedmiotów, których nauczyciele myślą, że są najważniejsi. I szczerze mówiąc odpadłoby to w kolejce priorytetów (plotki chodzą, że egzamin na przełomie września i października), lecz rok szkolny się kończy. I tak oto priorytety się zmieniają. Chemia i fizyka (które kończą się w tym roku i oceny trafiają na świadectwo ukończenia szkoły, które i tak jest przez nikogo nieoglądane) stały się ważniejsze niż inżyneiria finansowa i inwestowanie na rynkach. Ekonomiczna strata czasu, ale co poradzić. Muszę. Do tego dochodzą prace kontrole z przedmiotów maturalnych, więc muszę się za nie też zabrać. I tak z palnów zdążyłem przeczytać tylko jeden rozdział książki pana Jajugi. Żal patrzeć. Staram się robić notatki, opracowywać tematy zadane tak jak porządne książki, ale nie da się. To jest nudne i niepraktyczne. Ale jakoś to przeboleję, zakuję, zdam, zapomnę. Choć czasu poświęconeto mi nikt nie przywróci. Ale czytania czegoś co jest powieścią drugiej a nawet trzeciej kategorii, cięgnie się przez od 300 do 800 stron i nie ma zasadnego maorał, a całość przypomina lanie wody to już przesada. W wartościowej książce przynajmniej mam dużo informacji, a dzieł narodowych obowiązku moralnego znać nie mam. I to mnie w szkolnictwie denerwuje - uczą nas czeogś, co w życiu się nie przydaje. Gdzie strona praktyczna? Fakt, może być gorzej, ale może też być lepiej. Dlatego apeluję o dobre programy nauczania, kompetentnych nauczycieli i dostosowanie się pod klienta - ucznia. Tylko wtedy może ON odnieść korzyści. A teraz? Musi je na siłę wydzierać. I choć chce się uczyć to uczy się nie tego czego powinien (co mu naprawdę pomoże). I jak tu się uczyć? Czegoś pożytecznego oczywiście.









0 Responses to “I jak się tu uczyć?”
Leave a Reply