Ostatnio sytuacja na polskiej giełdzie nie napawa optymizmem. Podczas gdy rynki w Londynie i USA odrobiły już większość strat kryzysu hipotecznego, nasz rynek jak i rynek francuski czy niemiecki nie zadowalają wystarczająco inwestorów.
Zacznijmy od podsumowania, przedstawię kilka indeksów i ich poziom odrobienia straty w spowodowanej spadkami pomiędzy lipcem 2007 a dołkiem zawartym pomiędzy styczniem a marcem 2008 (zależy od rynku). I tak brazylijska BOVESPA nie dość, że odrobiła całkowicie straty to jeszcze wybiła nowe szczyty - 200% odrobienia spadków lipiec-sierpień i 130% odrobienia spadków wrzesień-styczeń. Widać, że to jednak rynek wschodzący. Podobnie zachowuje się Hang Seng, który odrobił już 50% strat (też rynek wschodzący, ale bardziej rozwinięty). Amerykańskie indeksy: Dow Jones - 60% i S&P 500 - nieco ponad 50%. Rynki wysoko rozwinięte, gdzie kryzys powinien być bardzo widoczny, wychodzą z tego obronną ręką. W Londynie indeks FTSE - 61% odrobione straty. Inwestorzy lubią Londyn, ten się odwdzięcza wzrostami. Przejdźmy jednak do rozwiniętych rynków, które nie wyglądają już tak pięknie: Niemcy (DAX) - 45%, Japonia (Nikkei 225) - 35%, Francja (CAC40) - 35%, uniwersalny indeks EUROSTOXX - 40%, Węgry (BUX) - 20%, Polska (WIG20) - nieco poniżej 20%. Polska wypada bardzo słabo na tle światowym i europejskim. Co się dzieje zapytacie?
Przyczyn jest kilka. Pierwsza i najważniejsza to wzrost awersji do ryzyka w całym regionie, nadal pomimo dobrych wyników gospodarki Polski, inwestorzy zagraniczni nie śpieszą się z inwestowaniem w polskie akcje. Drugą ważną przyczyną jest masowe umarzanie jednostek uczestnictwa funduszy inwestycyjnych. Niestety przeciętny Kowalski pozostaje nieświadomy, że to dobry moment do zakupu. Jaki był, taki zostanie. Te gigantyczne umorzenia zmuszają do upłynnienia aktywów i w wyniku sprzedaży spadków indeksów giełdowych. Dodatkowo mocne euro i złotówka oraz forint nie sprzyjają (za sprawą wysokich stóp procentowych) inwestycjom na rynku kapitałowym. Do tego nieprzychylne komentarze analityków działają na inwestorów indywidualnych jak zapałka rzucona na rozlaną benzynę. I mamy wynik jaki mamy - najsłabsze wzrosty w regionie.
Co możemy zrobić?
Profesjonalni inwestorzy zajęli pozycję na kontraktach futures na WIG20 mniej więcej na poziomie 2800 pkt. I powinni ją utrzymać do 3050 pkt, gdzie znajduje się linia trendu spadkowego. Po jej pokonaniu będą raczej kumulować swoje pozycje do poziomu mniej więcej 3400 pkt, gdzie znajduje się pierwszy poważny opór. Oczywiście wyszukują też ciekawe spółki, których akcje mogą poważnie wzrosnąć. I oni najprawdopodobniej najwięcej na tym zyskają. A inwestor indywidualny? Minie dużo czasu zanim zdecyduje się na fundusze i akcje, a raczej skorzysta z lokaty 8%
Ja jednak wierzę w powolne dostosowanie się GPW do reszty regionu.









0 Responses to “Co się dzieje z polską giełdą?”
Leave a Reply