Przychodzi mi po raz kolejny napisać o złotówce, która przez ostatnie kilka lat pozostaje w trendzie wzrostowym - umacnia się. Jest to zjawisko o wielu wymiarach i nie wszystkie z nich są pozytywne. Kto zyska a kto straci? Zapraszam!
Zacznijmy od obecnej sytuacji. Złotówka umacnia się do wszystkich walut świata, gdyż polska gospodarka dynamicznie się rozwija. I choć w tym roku wzrost PKB nie osiągnie 6% to nie oznacza tego, że grozi nam stagnacja albo recesja. Raczej przygotowujemy się do kolejnego dynamicznego wybicia wraz z poprawą sytuacji w USA. Silnej walucie nadal sprzyja popyt, choć ograniczony awersją do ryzyka. Kolejnym czynnikiem jest inflacja na poziomie 4,1% i zbyt niski jak na nią wzrost płac 10,2% (realny wzrost płac wynosi 6,1% a po odjęciu podatku od płacy nominalnej zamyka nam się to w granicach 3%). Stopy procentowe w Polsce są na poziomie 5,75% i oczekuje się podwyżki do 6%. To więcej niż, np. w Wielkiej Brytanii, USA czy samej Strefie Euro. To wszystko oznacza, że nasza waluta nie ma podstaw aby zmienić trend albo pozostawać słabą. Jeśli na świecie tendencje będą kontynuowane (a prawdopodobnie będą) to już w październiku będziemy płacili 2 zł za dolara (obecnie 2.15 zł), 3,30 zł za euro (obecnie 3,40 zł jednak wydaje się to mniej realne przy silnym trendzie wzrostowym euro) oraz ok. 3,80 zł za funta (obecnie 4,22 zł, te liczby też wyglądają nieprawdopodobne, ale kto spodziewał się jeszcze w sierpniu 2007 ceny niższej niż 5,5 zł?). Dlatego prognozując te abstrakcyjne poziomy dla każdej waluty trzeba je odpowiednio uargumentować.
W wypadku dolara sprawa wydaje się prosta: porządne spadki zaczęły się w 2006 roku i trwają do dzisiaj, w tym czasie złoty umocnił się o około 35%, czyli sporo jak na walutę nawet kraju dynamicznie rozwijającego się. Niestety świat nie oszczędza dolara i jedyne co można powiedzieć, że ten trend jest uwarunkowany bardziej słabnącym dolarem niż silnym złotym. Przechodząc do funta widzimy coś co wydaje się nieprawdopodobne. Wzrost siły złotego o 25% także jest podyktowany słabym funtem niż silnym złotym, a świadczy o tym fakt, że ten ruch ceny dokonał się w przedziale krótszym niż rok. A wystarczyło otworzyć wtedy krótką pozycję…
Jeśli chodzi o euro to dopiero ta waluta pokazuje nam siłę złotego, który zyskał “tylko” 18% w ciągu 2 lat. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że euro święci rekordowe ceny wobec dolara, a wobec np. jena także zachowuje dość mocną pozycję. To właśnie dzięki temu możemy stwierdzić, że złoty jest naprawdę silny (w wypadku gdybyśmy nei mieli danych z gospodarki).
Kto zyska a kto straci?
Zyskają przede wszystkim importerzy płacąc mniej za dobra sprowadzane do Polski. To oznacza potencjalnie tańsze dobra użytku trwałego nie nakręcone przez bańkę spekulacyjną (np. komputery, elektronika, ubrania) choć na ich cenę mają wpływ jeszcze inne czynniki. Dla posiadaczy kredytów walutowych także się poszczęściło. Mogą płacić ratę o kilkaset złotych mniejszą niż by musieli spłacając kredyt w złotówkach. Dla sprowadzających dobra ze Stanów jest to wymarzona sytuacja aby kupić coś za 60% ceny. Oczywiście wyjeżdżający za granicę potrzebują mniejszych środków na wymianę. Dodatkowo szybciej spełnimy warunki dotyczące wejścia do strefy euro. No i oczywiście spekulanci zarobili swoje.
Niestety jeśli ktoś zyskuje to ktoś musi też stracić. Tu należy wymienić eksporterów, którzy choć zabezpieczają się jak mogą, ponoszą jednak straty z powodu mocnej waluty. Także emigranci zarobkowi w Wielkiej Brytanii powoli się denerwują. Nie ma się co dziwić, do domu przysyłają nieco ponad połowę tego co rok temu. Także Ci, którzy zdecydowali się oszczędzać w obcych walutach nie mają powodów do zadowolenia. A na końcu tej listy można wymienić Polskę, która za 60 mld euro (obecnie204 mld zł) wybuduje mniej niż rok temu (240 mld, ceny nieco niższe). Ale nie pozostaje nam nic innego jak się dostosować.









0 Responses to “Silny złoty - szczęście czy zmora?”
Leave a Reply