Postanowiłem podjąć ten temat gdyż wywołał on spore zamieszanie na forum Nawigatora. Oczywiście sam też nie miałem do końca racji. Po powiedzmy konstruktywnej kłótni doszliśmy do pewnych wniosków. Jakich? Zapraszam do dalszej części.
Wprowadzenie
Do tematu należy poczynić następujące wprowadzenie – matematycznie wyróżniamy trzy typy gier: o sumie ujemnej (gdy ilość pieniędzy do zgarnięcia jest mniejsza niż wkład wszystkich członków, następuje odpływ kapitału np. do pośredników), o sumie dodatniej (ilość pieniędzy do zgarnięcia jest większa niż suma wkładu wszystkich uczestników, następuje dopływ kapitału z zewnątrz) oraz o sumie zero (ilość pieniędzy do zgarnięcia równa się wysokości wkładu wszystkich członów). Daje nam to prosty wniosek: należy przystępować do gry o sumie dodatniej, względnie możęmy przystąpić do gry o sumie zero, ale nigdy nie powinniśmy przystępować do gry o sumie ujemnej. To wydaje się oczywiste.
Spekulacja a hazard
Zacznijmy od przykładu z kartami. Załóżmy, że gramy w pokera w gronie znajomych. Taka rozgrywka jest ewidentną grą o sumie zero. Wszystko co wpłacimy można wygrać. Nie ma ani odpływu kapitału ani też jego dopływu. Teoretycznie nie powinniśmy brać udziału w takiej grze gdyż rachunek prawdopodobieństwa nie jest zbyt optymistyczny. Ale wróćmy do tematu. Gdyby jednak takie rozgrywki odbywały się na jakiejś sponsorowanej imprezie to gdy weźmiemy pod uwagę nagrodę gra nagle staje się nam grą o sumie dodatniej. No dobrze, to poker a spekulacja na rynkach giełdowych i pozagiełdowych?
Na giełdach zawsze potrzebujemy drugiej strony transakcji co wskazuje, że mamy do czynienia z grą o sumie zero. Jednak gdy odejmiemy prowizje płacone brokerom to pula nam się zmniejsza i spekulacja przekształca się w grę o sumie ujemnej. Jednak jeśli potraktujemy brokera jako uczestnika rynku to gra staje się z powrotem zerowa. A jeśli kupujemy akcje i dostajemy dywidendę to tak jakbyśmy otrzymywali kapitał z zewnątrz czyli wychodzi nam suma dodatnia. Jak więc jest naprawdę? Tak naprawdę wszystko zależy od przyjętych założeń:
„Ciekawe podejście zaprezentował prof. Lawrence Harris w swojej pracy (…) Chodzi o to, że właściwie nie da się zaklasyfikować gry rynkowej do jednej z trzech rodzajów gier (suma 0, suma dodatnia i suma ujemna) bez uwzględnia wszystkich motywów biorących w niej udział graczy.” – oznacza to, że rynki należy traktować tylko z pewnego punktu widzenia. Wszystko zależy od uczestników a nie od rynku. Co więcej można określić to inaczej:
„Weźmy prosty przykład – giełda składająca się z jednej spółki paliwowej. Zarabia sprzedając paliwo. Inwestorzy kupili akcje w emisji pierwotnej i od tamtego momentu handel zamarł. Jednakże spółka ma zysk i wypłaca dywidendę. Zatem wszyscy inwestorzy dostają co rok dywidendę. I gdzie tu suma ujemna? W tym wypadku jest jak najbardziej dodatnia. Skąd się bierze? Z portfeli kierowców tankujących na stacjach. Jeśli do grona graczy giełdowych dodamy tychże kierowców to gra stanie się ponownie grą o sumie ujemnej – bo dywidendy są ‘kosztem’ tych kierowców.” - wynika z tego jednoznacznie, że globalnie wszystko wychodzi na zero. Czyli podsumowując dla jednych jest to gra dodatnia – zarabiają, dla innych zerowa – przepływa przez nich tylko kapitał, dla jeszcze innych ujemna – tracą. Jednak globalnie sumując ich wszystkich wychodzi zero, a naszym problemem jest wybrać te miejsce gdzie gra jest dodatnia, czego wszystkim życzę.
