„No, bo co w końcu, kurcze blade!” – Przygody Mikołajka

Odkładałem ten temat już kilkukrotnie, jednak dzisiaj zebrałem się wreszcie o nim napisać. Tak, o moim idolu – Mikołajku. Po lekturze drugiego tomu wznowionej serii coś mnie tknęło, żeby napisać i właśnie widzicie efekt mojej pracy. Zapraszam na nieco refleksyjną notkę.

„Przygody Mikołajka” są czymś niewiarygodnym. Ta seria książek napisana przez Rene Goscinny’ego i zilustrowana przez Jeana-Jacques’a Sempé jest dla mnie prawdziwym majstersztykiem. Ten mały chłopiec potrafi bardzo podnieść człowieka na duchu. Zawsze gdy jestem smutny siadam do tej książki i czytam kilka historyjek. I każda jest na swój sposób zabawna, absurdalna i jednocześnie pouczająca. Porusza tematy, których nie porusza wiele książek skierowanych do dzieci, inaczej mówiąc dzieci mają frajdę z czytania a dorośli sentyment i zmuszenie do refleksji. Najlepszym przedstawieniem tej książki jest fragment recenzji Wojciecha Orlińskiego zamieszczona na portalu gazeta.pl:

Te piekielnie zabawne opowiadanka są też interesującym dokumentem w historii obyczajów. Dzieciństwo Mikołajka jest, jak możemy się domyślać, bardzo szczęśliwe, chociaż od czasu do czasu musi on stanąć w kącie. Mikołajek żyje w czasach, w których młodzież trudna wychowawczo to młodzież, która je bułkę pod ławką, a nie podpala samochody na przedmieściach.

Jego rodzina wprawdzie jest karykaturą modelu patriarchalnego (zapracowany ojciec nie rozumie problemów domowych tak dobrze jak matka, która z kolei ma ich serdecznie powyżej uszu), ale funkcjonuje sprawnie. Dla obu twórców jednak wspomnienie szczęśliwego, stabilnego, mieszczańskiego dzieciństwa mogło dotyczyć najwyżej pojedynczych chwil.

To właśnie prostota i fakt, że książki są pewnym odzwierciedleniem marzeń autorów sprawiają, że „Przygody Mikołajka” mają klimat. Tym klimatem zaraził mnie brak kiedy miałem osiem lat. Do tej pory przeczytałem wszystkie książki jakie posiadam (wszystkie z serii 7 tomów, pierwsze wydanie ma jeszcze tytuł „Joachim ma kłopoty”) minimum trzy razy. Bo Francuzi kochają Mikołajka… my też go kochamy. Dla mnie Mikołajek ma dużą wartość sentymentalną, bo na nim się wychowałem i nauczyłem życia. to Dlatego z niecierpliwością czekam na więcej. Więcej refleksji, więcej śmiechu, więcej nauki życia…

Podobne artykuły

Ten wpis został opublikowany w kategorii Felietony, Społeczeństwo, Tematy ogólne i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „„No, bo co w końcu, kurcze blade!” – Przygody Mikołajka

  1. Bartek pisze:

    Hehe, to prawda – Mikołajek jest nieśmiertelny i w każdym wieku czyta się go tak samo dobrze :)

    Firefox 3.5.8Windows XP

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

:alien: :angel: :angry: :blink: :blush: :cheerful: :cool: :cwy: :devil: :dizzy: :ermm: :face: :getlost: :biggrin: :happy: :heart: :kissing: :lol: :ninja: :pinch: :pouty: :sad: :shocked: :sick: :sideways: :silly: :sleeping: :smile: :tongue: :unsure: :w00t: :wassat: :whistle: :wink: :wub: